O włos od katastrofy. Boeing nagle zaczął spadać

2024-06-15, 15:50

O włos od katastrofy. Boeing nagle zaczął spadać
Southwest Airlines. Foto: Shutterstock/Robin Guess

120 metrów dzieliło samolot pasażerski linii Southwest Airlines od uderzenia w ocean u wybrzeży Hawajów. Do tej dramatycznej sytuacji doszło po tym, jak piloci musieli zrezygnować z próby lądowania ze względu na zmieniającą się pogodę.

Groźny incydent miał miejsce w kwietniu - przekazał serwis Japan Times. Z notatki, którą wysłała linia Southwest do swoich pilotów, wynika, że samolot Boeing 737 Max 8 gwałtownie spadł z prędkością ponad 4000 stóp na minutę, zanim załoga lotu podniosła go, aby uniknąć katastrofy.

Na szczęście nikomu nic się nie stało. Maszyna bezpiecznie wróciła na lotnisko. Teraz Federalna Administracja Lotnictwa USA prowadzi śledztwo w tej sprawie.

Linia lotnicza zabiera głos

W sprawie tego lotu na Hawaje głos zabrała już linia lotnicza, która przekazała w oświadczeniu, że "nic nie jest ważniejsze niż bezpieczeństwo".

"Dzięki naszemu rozbudowanemu systemowi zarządzania bezpieczeństwem, incydent został odpowiednio rozwiązany, ponieważ zawsze dążymy do ciągłego doskonalenia" - dodano.

REKLAMA

Z danych z ADS-B Exchange, strony śledzącej loty, wynika, że samolot z wysokości około 1000 stóp (ok. 304 metry) do 400 stóp (ok. 121 metrów) nad oceanem w ciągu kilku sekund. Następnie zaczął gwałtownie się wznosić.

Pilot bliski utraty kontroli nad samolotem

Kit Darby, były pilot komercyjny i instruktor lotniczy, po zapoznaniu się ze szczegółami lotu przekazał, że samolot przechylał się w dół i w górę, a "pilot był bliski utraty kontroli". Jak dodał, "to mogło przypominać jazdę kolejką górską".

Incydent ten wydarzył się po tym, jak przeprowadzono próbę lądowania ze względu na złą pogodę. Ta uniemożliwiła widoczność pasa startowego na określonej wysokości.

Jak ujawnia zagraniczny portal, kapitan zdecydował się powierzyć kontrolę "młodszemu" pierwszemu oficerowi na krótkim locie do Lihue.

REKLAMA

Mniej doświadczony pierwszy oficer "nieumyślnie" popchnął kolumnę sterową do przodu, podążając za ruchem dźwigni ciągu spowodowanym przez automatyczny przepust samolotu. Pilot następnie zmniejszył prędkość, co spowodowało, że samolot zaczął opadać. Wkrótce potem system ostrzegawczy uruchomił alarmy, sygnalizując, że samolot zbliża się zbyt blisko powierzchni, a kapitan nakazał pierwszemu oficerowi zwiększyć ciąg. Samolot następnie "gwałtownie się wzniósł" z prędkością 8500 stóp na minutę. Tak wynika ze sporządzonej notatki.

Ekspert od lotnictwa wyjaśnił, że loty przygotowujące się do lądowania normalnie zniżają z prędkością 1500 do 2000 stóp na minutę na początku podejścia i zwalniają do 800 stóp około 8 kilometrów od lotniska.

Czytaj także: 

Linia lotnicza odmawia ujawnienia szczegółów

Linia lotnicza Southwest odmówiła podania numeru lotu oraz daty tego incydentu. Jako powód wskazali program bezpieczeństwa nadzorowany przez FAA, w ramach którego piloci i inni pracownicy mogą anonimowo zgłaszać swoje obawy.

Przewoźnik zaznaczył jednak, że kluczowe jest właściwe monitorowanie pilotów i lepsza komunikacja między członkami załogi.

REKLAMA

japantimes.co.jp/pr24.pl/sb

Polecane

REKLAMA

Wróć do strony głównej