Uniwersytet Jagielloński nie przyjął Marii Skłodowskiej-Curie. "Myślę, że do dziś tego żałuje"
Historia uzyskania wyższego wykształcenia przez Marię Skłodowską-Curie, potem zaś fiasko jej starań o posadę na Uniwersytecie Jagiellońskim – stanowią dobrą okazję do przypomnienia o ówczesnym systemie uniwersyteckim, zamkniętym dla kobiet.

Jacek Puciato
2024-07-04, 05:59
Kiedy Maria Skłodowska przyszła na świat, w 1867 roku, w Europie nie było zbyt wiele ośrodków akademickich, w których mogłyby studiować kobiety. W ogóle sprawa otwierania uniwersyteckich podwojów dla studentek jest skomplikowana. Czasami zaczynało się od wprowadzenia na uczelni statusu wolnych słuchaczek (możliwość zdobywania wiedzy, uczęszczania na wykłady, brak dostępu do egzaminów i dyplomów), czasami od utworzenia specjalnych żeńskich kursów. Często więc proces, który umożliwiał kobietom studiowanie, przebiegał etapami – dotyczyło to również stopniowej dostępności do oferowanych kierunków i wydziałów.
Kobiety zdobywają akademie
Pierwszą w ogóle nowożytną uczelnią, która przyjęła w poczet swoich słuchaczy kobiety, była Oberlin College, koedukacyjna szkoła w amerykańskim stanie Ohio. Niestety, studentki, które od 1837 roku mogły do Oberlin College uczęszczać, miały ograniczone prawa, a przy tym musiały… usługiwać studentom przy stole (!).
Ale już w 1849 roku pierwsza kobieta w USA zdobyła tytuł doktora medycyny. Elizabeth Blackwell została przyjęta na nowojorski Geneva College, gdyż studenci tej uczelni (a od ich opinii zależało wiele) potraktowali sprawę za tak nieprawdopodobną, że zgodzili się na tę kandydatkę.
A jak to wyglądało na Starym Kontynencie? Pomijając średniowieczne, w różnym zakresie udokumentowane wyjątki (Dorotea Bocchi związana w XV w. z Uniwersytetem Bolońskim czy, również XV-wieczna, legendarna Nawojka, ponoć pierwsza polska studentka) – europejskie uczelnie otwierały się dla kobiet mniej więcej od lat 60. XIX w. Najpierw w Szwajcarii (Zurych, potem Genewa, Berno) i we Francji (paryska Sorbona).
REKLAMA
Poddany mężczyznom i przez nich tworzony system akademicki powoli kruszył się. Tak się działo w Anglii (choć np. w Oksfordzie kobiety dopuszczono do studiowania, w niepełnym wymiarze, dopiero w 1895), w Rosji (zaczęto od Kursów Żeńskich z uniwersyteckim programem). Do tych krajów dołączyły Norwegia, Belgia, Holandia, Dania czy Niemcy (na Uniwersytecie Wrocławskim, wtedy Königliche Universität zu Breslau, kobiety miały wstęp od 2. poł. lat 90. XIX w.).

Uniwersytet Latający jedyną alternatywą
Na ziemiach polskich – będących wówczas pod panowaniem zaborców – dostępność studiów wyższych dla kobiet pozostawała wiele do życzenia. Cesarski Uniwersytet Warszawski, powstały w 1869 na miejscu zlikwidowanej po powstaniu styczniowym Szkoły Głównej, nie przyjmował studentek – dopiero w 1915 roku Uniwersytet Warszawski, już polskojęzyczny, dopuścił do studiowania kobiety.
Dlatego siostry Skłodowskie – Bronia, Helena i Maria – wraz z setkami innych dziewcząt zaczęły uczęszczać na warszawski Uniwersytet Latający. Skąd ta dziwna nazwa? Od 1. połowy lat 80. XIX w. przez kolejne dwie dekady działała w Warszawie tajna szkoła wyższa. Ponieważ zajęcia – zważywszy na ich konspiracyjny charakter – prowadzone były w różnych miejscach, nazwano go właśnie Uniwersytetem Latającym.
Rzecz jasna uczelnia ta nie dawała jej słuchaczkom żadnego formalnego wykształcenia. A Maria Skłodowska – w odróżnieniu od jej brata Józefa, który studiował w Warszawie medycynę – nie miała w swoim rodzinnym mieście żadnych szans na wymarzony uniwersytet. Tych szans nie miałaby również i wtedy, gdyby przeniosła się do zaboru austriackiego i zapukała do drzwi najstarszej polskiej uczelni: Uniwersytetu Jagiellońskiego.
REKLAMA
Dopiero bowiem w 1894 roku – zatem już w czasie, kiedy Maria Skłodowska została absolwentką Sorbony – UJ pozwolił kobietom, w charakterze wolnych słuchaczek, uczęszczać na zajęcia z farmacji. Trzy lata później krakowska uczelnia nadała studentkom te same prawa, które mieli mężczyźni, ale początkowo tylko na Wydziale Filozoficznym.

"Rozsiewać woń niebiańskich róż"
Maria Skłodowska zrealizowała swoje marzenie o studiach wyższych na paryskiej Sorbonie – ale po ich ukończeniu wróciła do kraju, do swojej rodziny. Przywiozła ze sobą dyplomy z matematyki i fizyki zdobyte ze świetnymi wynikami na prestiżowej uczelni. Teoretycznie zatem mogła mieć cień nadziei, że dzięki przychylności polskich akademików będzie mogła dalej rozwijać swoje naukowe pasje.
Nadzieje jednak okazały się płonne. Zresztą, aura panująca wówczas wokół zagadnienia "kobiety i uniwersytet" była czasem daleka od entuzjastycznej. Jeszcze w 1895 roku prof. Eduard Albert z Wiednia pisał w kontekście dopuszczenia kobiet do studiów medycznych, że zadaniem niewiast jest nade wszystko "rodzić dzieci i rozsiewać wokół mężów woń niebiańskich róż". Podobnego typu argumenty wysuwali inni przeciwnicy przyznania kobietom praw do uniwersyteckiej edukacji. Taka zmiana, podkreślano, groziłaby rozbiciem tradycyjnego modelu rodziny, według niektórych studiowanie nie leżało "w naturze kobiety".
Z drugiej strony jednak opinie te, zwłaszcza w ostatnich dekadach XIX wieku, były podważane przez coraz liczniejsze głosy uczonych, którzy przychylnie patrzyli na uniwersytecką "kwestię kobiet". Świat się zmieniał, choć tempo tych zmian bywało różne.
REKLAMA

"Próbowała podjąć tu pracę"
Najprawdopodobniej w 1894 roku Maria Skłodowska próbowała znaleźć zatrudnienie na Uniwersytecie Jagiellońskim w Katedrze Fizyki. Na próżno.
Nie zachowały się, jak podkreślała Alicja Rafalska-Łasocha w swoim studium na temat kontaktów Marii Skłodowskiej-Curie z krakowską uczelnią, żadne dokumenty związane ze staraniami młodej uczonej o posadę w Katedrze Fizyki. Są jednak świadectwa pośrednie.
"Mija 28 lub 29 lat od czasu, gdy żegnając niezbyt gościnny Kraków, udała się Pani do Paryża", pisał do noblistki w 1923 roku Odon Bujwid, bakteriolog i immunolog, profesor UJ. "Przez usta prof. Witkowskiego, osobiście nawet przychylnego zamiarom Pani, nastąpiła wówczas odmowa na asystentkę Katedry Fizyki, gdyż Uniwersytet Krakowski nie przyjmował wówczas kobiet nawet na studia".
O tym, jak się miało okazać, przełomowym momencie w biografii Marii Skłodowskiej-Curie, opowiadała również w Polskim Radiu Małgorzata Sobieszczak-Marciniak, prezes Towarzystwa Marii Skłodowskiej-Curie – w Hołdzie.
REKLAMA
– Ona chciała skończyć studia i wrócić. Wówczas, wśród młodzieży inteligenckiej, wyjazd za granicę w celu lepszego ułożenia sobie życia był uznawany za zdradę. O pozostaniu we Francji zadecydowała na pewno miłość, ale chyba nie jako pierwszy powód. Skłodowska po studiach wróciła do Polski i próbowała podjąć tu pracę. Myślę, że Uniwersytet Jagielloński do dziś żałuje, że jej nie przyjął – podkreślała Małgorzata Sobieszczak-Marciniak.
Posłuchaj
Kraków czeka na uczoną
Minęło kilka lat. Jesienią 1899 roku przywołany tu prof. August Witkowski, fizyk, wygłosił na UJ wykład "Polonium i Radyum", nawiązujący do nowo odkrytych w Paryżu pierwiastków. Rok później krakowska Akademia Umiejętności zorganizowała, z okazji 500-lecia Uniwersytetu Jagiellońskiego, IX Zjazd Lekarzy i Przyrodników. Na wielką uroczystość zaproszono kilkuset badaczy, a wśród nich znakomitą polską uczoną, która stała za odkryciami polonu i radu: Marię Skłodowską-Curie.
Madame Curie nie mogła stawić się wówczas w Krakowie, by wygłosić wykład, o który ją władze uczelni prosiły. Wysłała jednak tekst swojego referatu (odczytał go prof. Witkowski) oraz – rzecz bezcenna – próbki zawierające chlorek radu. Nowo odkryty pierwiastek miał ubogacić zasoby pracowni fizycznej Uniwersytetu Jagiellońskiego – laboratorium, w którym Maria Skłodowska-Curie mogłaby pracować, gdyby los potoczył się inaczej.
REKLAMA
Jak wówczas wyglądałby jej naukowa droga? Historie alternatywne rządzą się swoimi prawami, pytania tego typu nigdy nie znajdą swojej odpowiedzi.
***
Czytaj także:
- "Wczoraj dałam pierwszy wykład". Triumf i cierpienie Marii Skłodowskiej-Curie
- Ève Curie. Córka noblistki, podróżniczka wśród wojowników
***
REKLAMA
W 1924 roku, trzydzieści lat po tym, jak pewna młoda absolwentka Sorbony bezskutecznie chciała związać swoją naukową przyszłość z Uniwersytetem Jagiellońskim, uczelnia ta zdecydowała o przyznaniu podwójnej noblistce doktoratu honoris causa z medycyny i filozofii. Maria Skłodowska-Curie miała już wówczas za sobą doktoraty honorowe innych polskich ośrodków naukowych (Warszawy, Lwowa, Poznania).
Oczywiście hołdy do Paryża napływały nie tylko z Polski. Cały świat akademicki na wszelkie sposoby wyrażał swój podziw i szacunek wobec osiągnięć tej niezwykłej kobiety.
jp
Źródła: Alicja Rafalska-Łasocha, "Kontakty Marii Skłodowskiej-Curie ze środowiskiem krakowskim", "Prace Komisji Historii Nauki PAU", t. XII/2013; Jolanta Kolbuszewska, "Kobieta uczoną – droga Polek do samodzielności naukowej", STUDIA EUROPEA GNESNENSIA 20/2019;tejże, "Polki na uniwersytetach — trudne początki", "SenSuS HiStoriae", 1/2017.
REKLAMA
REKLAMA