Agenci zastrzelili 37-latkę. Protesty w Minneapolis, Trump odpiera zarzuty
Rodzina 37-letniej kobiety, która zginęła od strzałów podczas operacji agentów imigracyjnych w Minneapolis, przekonuje, że doszło do zabójstwa. Władze federalne oraz prezydent Donald Trump podkreślają natomiast, że funkcjonariusz użył broni w obronie własnej. Z tą wersją wydarzeń stanowczo nie zgadzają się lokalni politycy.
Marek Wałkuski
2026-01-08, 16:50
Strzały podczas interwencji. Rodzina mówi o morderstwie
Opublikowane w sieci nagranie dokumentuje przebieg interwencji. Widać na nim, jak jeden z agentów próbuje otworzyć drzwi samochodu, a w tle słychać krzyki mieszkańców domagających się, by funkcjonariusze opuścili dzielnicę. Gdy pojazd rusza, inny agent oddaje strzał w przednią szybę, a następnie strzela przez okno po stronie kierowcy. Kobieta ginie na miejscu.
Matka Renee Good mówiła o córce jako o "wyjątkowo empatycznym i dobrym człowieku", podkreślając, że przez całe życie niosła pomoc innym. Były teść ofiary stwierdził natomiast, że w jego ocenie doszło do morderstwa.
Trump oskarża, burmistrz zaprzecza
Prezydent Donald Trump oświadczył, że kobieta "brutalnie i świadomie" wjechała samochodem w funkcjonariusza ICE, a sekretarz bezpieczeństwa krajowego Kristi Noem określiła ją mianem terrorystki. Tej wersji stanowczo zaprzeczył burmistrz Minneapolis Jacob Frey, który po obejrzeniu nagrania nazwał twierdzenia o obronie własnej "bzdurą". Oskarżył ICE o sianie chaosu i wezwał agencję do opuszczenia miasta.
W miejscu zdarzenia oraz przed gmachem sądu zgromadziły się setki protestujących. Tłum skandował hasła "zabrać ICE z Minnesoty" i "wstyd". Demonstracje odbyły się niespełna kilometr od miejsca, w którym w 2020 roku zginął George Floyd.
- Trump: pieniądze ze sprzedaży ropy Wenezuela wyda tylko w USA
- Nowy porządek świata według Trumpa. "Strategiczna szansa dla Europy"
- Wenezuela, Grenlandia… a co dalej? Były szef CIA wskazuje kolejny cel Trumpa
Źródło: Polskie Radio/Marek Wałkuski/nł