Bez prądu, ciepła i wody, a rano idą do pracy. "Ukraińcy śmieją się z Niemców"
Na czym polega tajemnica przetrwania Ukrainy pod rosyjskimi nalotami już piąty rok? Pułkownik Serhij Hrabski wskazuje kilka kluczowych elementów: alternatywne źródła energii oraz tzw. Punkty Niezłomności. Jednak najważniejsza jest konsolidacja społeczna. Ludzie wzajemnie się wspierają - dzielą się radami, wiedzą, herbatą, barszczem, a nawet prądem. Po nocnych nalotach wszyscy rano idą do pracy, często tam, gdzie wiedzą, że ich zakłady mogą wkrótce ponownie stać się celem rosyjskich ostrzałów.
2026-01-12, 14:41
Pół Kijowa nie miało ogrzewania i prądu
Przypuśćmy, że pół Warszawy, podczas 10-stopniowego mrozu pozostaje bez ogrzewania, prądu, a czasem i wody. Tak było po najnowszym zmasowanym ataku na Kijów. Ciężko sobie wyobrazić, jak ludzie sobie radzą w takiej sytuacji. A jednak Ukraińcy dają sobie radę. I codziennie następnego dnia po ciężkiej nocy, bez prądu, bez ciepła, ruszają do pracy, do działania.
- Żyjemy w takich warunkach od dawna - mówi portalowi PolskieRadio24.pl. pułkownik rezerwy Sehij Hrabski. Ludzie nauczyli się sobie radzić. I mówi, że w Ukrainie powstały tzw. Punkty Niezłomności. To specjalne miejsca w miastach, gminach, gdzie można przyjść, naładować telefon, ogrzać się, zrobić sobie herbatę. Jest tam woda, elektryczność.
- Wszyscy tutaj w Kijowie żyjemy w warunkach, gdy przez 6, 8, 12, a być może nawet 20 godzin dziennie nie ma światła - przypomina wojskowy. Są bowiem planowe odłączenia prądu, bo Rosja zniszczyła dużą część infrastruktury. Dodaje, że Ukraińcy muszą łączyć możliwości i zasoby, korzystając między innymi ze wsparcia zarówno administracji kijowskiej jak i państwa.
Energia w generatorach, inwerterach, kotłowniach mobilnych
- W Kijowie rozmieszczono 70 mobilnych kotłowni, co umożliwiło zaspokojenie priorytetowych potrzeb infrastruktury krytycznej. Ma miejsce redystrybucja i dekoncentracja sieci dostaw energii, co pozwala przekierowywać w różny sposób dostawy energii elektrycznej dla potrzeb ludności - wskazuje nam wojskowy.
Bohaterowie z elektrowni, ciepłowni i ekip remontowych - to zespoły, które codziennie ryzykują życie. Od ich mobilizacji zależy przeżycie innych. Jak zaznacza pułkownik, podczas niedawnego blackoutu w Berlinie, to właśnie Ukraińcy zaczęli zakładać tzw. punkty niezłomności. Niemcy o nich w ogóle nie słyszeli. W Ukrainie wszyscy zastanawiali się te, jak to jest, że w wielkim europejskim mieście blackout trwa aż pięć dni.
W Ukrainie to nie do pomyślenia. Nikt by nie przetrwał, gdyby każda naprawa infrastruktury, a jest ich wiele codziennie, trwała tak długo. Pułkownik Serhij Hrabski wskazuje, że w dużej mierze to dzięki ofiarności pracowników infrastruktury remontowej i energetycznej. Podkreśla, że to cisi bohaterowie.
Ratujący życie i remontujący wiedzą, że miejsca ataków będą ostrzeliwane ponownie, by zabić jak najwięcej ludzi. Pracujący w elektrowniach mają pewność, że ich miejsca pracy będą atakowane nie raz, a jednak idą do pracy.
- Ale zawsze podkreślamy znaczenie pomocy ze strony wszystkich krajów, które udzielają takiego wsparcia Ukrainie. Bez takiego wsparcia byłoby nam bardzo trudno - mówi nam też pułkownik Hrabski.
Życie codzienne. Wzajemne wsparcie, rady, życzliwość
Metro w Kijowie, jak mówi, stało się dla ludzi prawdziwym wybawieniem, bo setki osób chowa się tam przed atakami lotniczymi. Ludzie korzystają z autonomicznych zasilaczy, popularne stały się urządzenia typu falowniki (inwertery), które łączy się z panelami słonecznymi.
Kijowianie mają też w domu zapasy wody, jedzenia, które pozwalają nam przetrwać trudne czasy. Do tego ludzie dzielą się radami i pomagają sobie nawzajem.
- To wyjątkowe doświadczenie Jestem dumny z mojego kraju, z tego, jak się wspieramy i pomagamy. Na przykład na czatach osiedlowych ludzie zgłaszają, że piją kawę. I zapraszają: "przychodźcie". Inny ugotował barszcz, i zaprasza, "chodźcie jeść barszcz". Inny pyta, kto musi ładować urządzenie. Bo akurat ma działające urządzenie. To właśnie ta konsolidacja społeczeństwa pomaga przetrwać - opowiada wojskowy.
W mieście działa transport, ale, jak mówi pułkownik, są przerwy w działaniu pociągów. To w wyniku ataków na infrastrukturę kolejową. Co więcej, Rosjanie teraz zatrzymują ruch pociągów fałszywymi wiadomościami, na przykład, że w pociągu podłożono bombę. Wtedy trzeba zatrzymać pociąg, wyprowadzić ludzi i przeprowadzić odpowiednie kontrole. - To wyczerpujące, trudne i mamy opóźnienia w ruchu pociągowym trwające 3-5 godzin, ale cóż, robimy to, walczymy dalej - mówi nam pułkownik.
Wojskowy dodaje, że po zatrzymaniu ruchu metra i tramwajów po ostatnim ataku, na lewy brzeg przeniesiono dużą flotę autobusową, aby zapewnić transport osób do miejsc pracy. - Ale wszystkie przedsiębiorstwa, które mogą i działają, nadal pracują. Nie mamy takiej sytuacji, że rano wychodzę do Kijowa i nie mam okazji napić się kawy czy czegoś zjeść. Wszystko działa. Wszystkie usługi społeczne działają w trybie pełnej mobilizacji - mówi nam pułkownik Hrabski. Kontynuowana jest edukacja w szkołach, choć w ostatnim czasie zdalnie.
Zaznacza, że stacje benzynowe są wyposażone w generatory. Jest paliwo, transport działa, opieka zdrowotna działa. Działają supermarkety. Charakterystyczny dla Kijowa jest, jak mówi, huk generatorów. Bo w mieście odcinana jest energia, wtedy rejon po rejonie przełącza się na generatory inne zasoby autonomicznego zasilania i ogrzewania.
Nie czekamy, aż państwo coś zrobi
- A do tego w przeciwieństwie do Rosjan, Ukraińcy nie oczekują, że państwo przyjdzie i coś zrobi. Mobilizujemy nasze zasoby wewnętrzne - mówi wojskowy.
Dla wielu to podstawowa zasada. Każdy stara się zrobić, co może. - Mam przyjaciela, który po ogłoszeniu alertu powietrznego przekazuje pewną sumę pieniędzy na potrzeby obrony powietrznej lub na projekty o znaczeniu społecznym. Ile alarmów, tyle darowizn. To taka nasza tradycja. Małe datki, niech będzie 1,5-2, dolarów, ale robimy to. Przez wiele lat - wskazuje wojskowy.
Są też takie osoby, które w dzień pracują w Kijowie w swoich firmach, a nocą pełnią służbę w mobilnych grupach ogniowych. - Dlatego Ukraina się trzyma, jest czego się od nas uczyć. A bezpieczeństwo Europy zależy wyłącznie od jednego czynnika, a tym czynnikiem jest Ukraina - dodaje.
W energetyce osoby, które przejmują zmianę, wiedzą o możliwym ataku za około 6-8 godzin. Dlatego czasem Ukraińcy przygotowują się z wyprzedzeniem i jeśli istnieje wysokie prawdopodobieństwo ataku, ludzie nie czekając na alarm - idą do schronów. Z kolei energetycy nie zostawiają miejsc pracy bez obsady, wiedzą, że będą celem któregoś dnia, a idą i pracują. Formalnie nikt im nie może tego nakazać.
Wojskowy zauważa, że Ukraińcy trochę śmieją się z Niemców, tam trzeba było czekać 5 dni na naprawy i usunięcie przerw w dostawie prądu, bo były dni wolne, a służby nie działały.
- Gdy nadchodził Nowy Rok, Rosja kontynuowała ataki, cisi bohaterowie tych służb Ukrainy po prostu wstali od stołu świątecznego i zabrali się do pracy - zaznacza wojskowy. Dodaje, że o tym niewiele się pisze.
W jego ocenie w innych państwach potrzeba świadomości tego, co może się zdarzyć. I stawia pytanie, czy społeczeństwa tych krajów są gotowe na takie próby, jakich doświadcza Ukraina. A od Ukrainy dziś warto wiele się nauczyć, póki jeszcze jest na to czas.
Czytaj także:
- Cmentarzysko śmigłowców w Syzraniu. "Latające trumny" widoczne z kosmosu
- Satelity zajrzały do rosyjskiej bazy. Samoloty zaczęły znikać jeden po drugim
Rozmawiała Agnieszka Kamińska, PolskieRadio24.pl