Nieznany incydent z "Heweliuszem". To wydarzyło się przed katastrofą

Jeszcze przed zatonięciem "Jana Heweliusza" 14 stycznia 1993 roku, czyli przed największą polską katastrofą morską po II wojnie, ukryto pewien fakt, o którym wiedzieli jedynie wybrani oficerowie. Mógł mieć on istotne znaczenie feralnej nocy. O zdarzeniu, do którego doszło latem 1992 roku na morzu, nie ma żadnej wzmianki w dokumentach – ustaliło Polskie Radio.

2026-01-14, 11:00

Nieznany incydent z "Heweliuszem". To wydarzyło się przed katastrofą
"Jan Heweliusz" dryfujący do góry dnem na morzu. Foto: PAP/Fotoreport NDR/DPA

Katastrofa "Heweliusza". Ujawniamy nowe fakty

Kapitan Elżbieta Drożdżowska-Smulewicz relacjonowała w rozmowie z Romanem Czejarkiem, dziennikarzem Polskiego Radia, że latem 1992 roku doszło do niebezpiecznego incydentu na Bałtyku. Zdarzenie przez przeszło 30 lat owiane było tajemnicą.  Drugi oficer na statku, podczas wachty, zrobił bardzo duży zwrot. Morze było idealne, to był sierpień. Manewr spowodował, że "Heweliusz" położył się [pod kątem] 30 stopni. Kapitan wyprowadził prom z przechyłu  opowiedziała. Po tym zdarzeniu kapitan "wyokrętował oficera" i zażyczył sobie, by na "Heweliusza" trafiła (w roli oficera pokładowego) nasza rozmówczyni.

 Tym statkiem trzeba było umieć manewrować  kontynuowała Elżbieta Drożdżowska-Smulewicz.  Do tego w instrukcji było napisane, że technicznie na "Heweliuszu" jest przewidziany przechył do 10 stopni. Nie należało dopuszczać do większych przechyłów. Natomiast jeśli zrobiło się bardzo mocny zwrot o kilkadziesiąt stopni, w tym momencie przekraczało się barierę i prom się kładł  podkreśliła.

Czytaj także:

Skrywany incydent o mały włos nie zakończył się katastrofą. Roman Czejarek w autorskim podcaście Polskiego Radia "Heweliusz. Prawdziwa historia" zastanawiał się, dlaczego kapitan Andrzej Ułasiewicz nie ogłosił sygnału "Mayday" wcześniej, gdy przechył przekroczył wspomniane 10 stopni - zrobił to w momencie, gdy statek przechylił się 30 stopni.  Kapitan znał tę historie (z sierpnia '92) i liczył, że jemu też się uda (wyprowadzić statek z przechyłu). Dlaczego nie wyszło? Przy zwrocie z sierpnia zbiorniki balastowe były puste. Ich umiejętne napełnienie uratowało prom. Ale w nocy 14 stycznia 1993 r. zbiorniki puste nie były.  Trzeci oficer częściowo napełnił je wcześniej. Kapitan Ułasiewicz mógł o tym nie wiedzieć  wnioskował Roman Czejarek. Najnowszy, siódmy odcinek jego podcastu można obejrzeć poniżej.

Świnoujście, czerwiec 1978 r. Prom MF Jan Heweliusz i bliźniaczy MF Mikołaj Kopernik przewoziły do Ystad w Szwecji (i z powrotem) ciężarówki i towarowe wagony kolejowe. Fot. PAP/Jerzy Undro Świnoujście, czerwiec 1978 r. Prom MF Jan Heweliusz i bliźniaczy MF Mikołaj Kopernik przewoziły do Ystad w Szwecji (i z powrotem) ciężarówki i towarowe wagony kolejowe. Fot. PAP/Jerzy Undro

Tragiczna noc

Kapitan Drożdżowska-Smulewicz feralnej nocy z 13 na 14 stycznia 1993 r. nie była już członkiem załogi "Jana Heweliusza". Pływała jako starszy oficer na promie "Jan Śniadecki", który był na Bałtyku w momencie katastrofy.

 Gdy wyszliśmy z Ystad (w Szwecji), pogoda była bardzo dobra. Ale gdy około godz. 24.00 poszłam spać, nagle obudził mnie wiatr. Przypłynęliśmy do Świnoujścia, rozpoczęłam załadunek promu. W trakcie załadunku radiooficer poinformował mnie (około godz. 2.00 w nocy), że coś złego dzieje się z "Heweliuszem". Gdy doszła wiadomość, że ma 30 stopni przechyłu, szybko doładowałam prom. Kapitan ("Śniadeckiego") chciał jak najszybciej wypłynąć z portu (wcześniej niż grafiku), aby wziąć udział w akcji ratunkowej  relacjonowała pani kapitan w rozmowie z Polskim Radiem.

Nadmieniła, że kapitan "Śniadeckiego" miał straszne problemy przy odcumowaniu promu.  Wiatr był huraganowy. Za którymś razem udało się. Wypłynęliśmy na pomoc "Heweliuszowi". Jednak gdy później dowiedzieliśmy się, że jest 70 stopni przechyłu, wiedzieliśmy, że właściwie jest już po nim  wspominała Elżbieta Drożdżowska-Smulewicz.

Zatonięcie "Jana Heweliusza" było największą polska katastrofą na morzu po II wojnie światowej. Według obecnego stanu wiedzy zginęło w niej 56 osób, uratowano zaś dziewięciu członków załogi. Nie można jednak wykluczyć, że ofiar było więcej. Do dziennikarza Polskiego Radia Romana Czejarka dotarły sygnały, że tragicznej nocy w kabinach ciężarówek mogły znajdować się osoby przewożone do Szwecji nielegalnie. Do takich sytuacji dochodziło również przed katastrofą.

Cała rozmowa do wysłuchania w odcinku specjalnym podcastu "Jan Heweliusz - historia prawdziwa".

WIDEO. Świadek na końcu świata I Heweliusz. Prawdziwa historia #7

Czytaj także:

Źródło: Polskie Radio/łl

Polecane

Wróć do strony głównej