Felsztinski: w Moskwie nikt nie cierpi. Rosja może walczyć jeszcze długo

- Bez zmiany formatu wojny Rosja może walczyć jeszcze bardzo długo - ostrzega historyk Jurij Felsztinski w rozmowie z portalem PolskieRadio24.pl. - Podczas gdy Kreml wyniszcza Ukrainę, w Moskwie nikt nie cierpi z powodu wojny. Przeciwnie, liczba miliarderów rośnie. A Rosja to państwo jednego miasta, Moskwy - dodaje i przekonuje, że Rosję zapewne wstrzymywać będzie "bufor" złożony z państw flankowych - państw bałtyckich, skandynawskich, Polski, Ukrainy.

2026-01-26, 14:20

Felsztinski: w Moskwie nikt nie cierpi. Rosja może walczyć jeszcze długo
Ludzie na ulicach Moskwy. Foto: Reuters
  • Obecny format wojny jest bardzo korzystny dla Władimira Putina. Nie musi liczyć się z kontruderzeniem w Moskwie, wyniszcza Ukrainę z powietrza - uważa Felsztinski
  • Cele Władimira Putina sięgają poza Ukrainę. Nie będzie też skłonny do rozmów pokojowych, zwłaszcza jeśli nie dojdzie do ataków na Moskwę - uważa historyk
  • Zmiany w Rosji nie są możliwe w tym stuleciu. Stery przejął tam aparat bezpieczeństwa, którego Putin jest tylko reprezentantem - zauważa nasz rozmówca

"Bez zmiany formatu wojna potrwa wiecznie"

Felsztinski zauważa, że choć agresja Rosji przeciw Ukrainie trwa już dłużej niż II wojna światowa, to wydaje się, że Kreml może walczyć w takim formacie jeszcze długo, do końca kadencji prezydenta Donalda Trumpa i dłużej, bo ma zasoby ludzkie, finansowe, broń. - Można nazwać ten format wojny permanentnym. Ludzkie życie w Rosji jest nic nie warte. I nic nie kosztuje. Broń jest produkowana. Mechanizmy finansowe w jakimś zakresie działają. Rosja ma ważnych sojuszników. Najważniejsze w tym gronie są oczywiście Chiny - wylicza nasz rozmówca.

Historyk wnioskuje, że Putin nie ma żadnej motywacji, by zasiąść do negocjacji pokojowych. - Putin nie musi nic zmieniać [...] Podczas gdy Rosja niszczy Ukrainę z powietrza, Ukraina nie ma możliwości odpowiedzieć tym samym. Ukraina musi uderzyć na Moskwę - uważa nasz rozmówca. 

Jurij Felsztyński
Jurij Felsztinski

Rosja to państwo jednego miasta

Historyk ocenia, że i tak nie będzie można zmusić Putina do tego, by zasiadł przy stole negocjacyjnym. Ale teraz prezydent Rosji nie ma do tego najmniejszej motywacji. Podobnie jak bogacący się podczas wojny miliarderzy. - Federacja Rosyjska to ogromne państwo, ale to państwo jednego miasta - Moskwy. A Moskwa w ogóle nie odczuwa tej wojny. Dla stolicy Rosji jest ona korzystna, bardzo dochodowa dla biznesu - mówi portalowi PolskieRadio24.pl.

Potwierdzenie słów historyka znajdujemy w rankingu magazynu Forbes opublikowanym w kwietniu 2025 roku. W 2024 roku w Rosji było 146 miliarderów. Mimo sankcji Zachodu było ich najwięcej w historii ratingu i o 21 więcej niż w poprzednim badaniu. Do tego 90 spośród tych bogaczy mieszka w Moskwie, co czyni to miasto drugim na świecie pod względem liczby mieszkańców-miliarderów po Nowym Jorku (123). Z kolei rosyjski niezależny portal Moscow Times policzył wiosną 2025 roku, że łączny majątek tych 146 rosyjskich miliarderów - 625,5 mld dolarów -  przewyższa oszczędności zgromadzone przez wszystkich pozostałych mieszkańców kraju.

Cele Putina sięgają poza Ukrainę

Felsztinski ostrzega Europę, że Ukraina nigdy nie była ostatecznym celem agresji Federacji Rosyjskiej. Jak mówi, Putin co najmniej od 2007 roku, od słynnego przemówienia w Monachium, wychodzi z założenia, że Federacja Rosyjska stopniowo zacznie odzyskiwać wszystkie terytoria i wpływy, jakie miał Związek Radziecki.

Felsztinski zauważa, że po inwazji na Ukrainę coś istotnego się zmieniło - bo nie wszystko poszło po myśli Putina. - Putin w swoich planach nie zakładał, że konieczne będzie prowadzenie długiej wojny, a Rosja straciła już w niej co najmniej milion osób. Walczy więc dalej, by zmusić Kijów do kapitulacji.

Historyk zauważa, że "wielkie zdobycze" Hitlera, czy Stalina, także w dużej mierze opierały się na kapitulacjach. Gdy Wielka Brytania czy Finlandia zdecydowały się walczyć - zwycięstwa nie było.

Rosja ma za słabą armię, by zaatakować teraz Europę

Felsztinski dodaje, że póki trwa wojna z Ukrainą, Władimir Putin nie ma wystarczająco silnej armii, by móc zacząć konflikt z Europą. Wskazuje, że Rosja nie była w stanie przeprowadzić ćwiczeń Zapad 2025 na Białorusi na dużą skalę. Mają jednak miejsce akty dywersji, sabotażu.

- Dlatego Rosja nie daje Europie spokojnie żyć. To właśnie będziemy widzieć cały czas, presja może rosnąć. Ale tak nie wygrywa się wojny - mówi historyk. Dodaje, że Europa pojmuje coraz lepiej, że Moskwa stanowi zagrożenie. Niemniej jednak obecnie głównym czynnikiem powstrzymywania Putina i gwarantem bezpieczeństwa Europy jest obecnie ukraińska armia.

Co będzie po Putinie?

Felsztinski mówi, że przyczyną tej wojny nie jest Putin. Wraz z jego nadejściem w 2000 roku władzę w kraju przejął aparat bezpieczeństwa i to on stoi za polityką agresji. - U władzy jest FSB, a Putin jest tylko reprezentantem - podkreśla Felsztinski. Dodaje, że to nowa sytuacja w historii - były monarchie, junty, nie było sytuacji, gdy państwem rządził aparat bezpieczeństwa. Zdaniem naszego rozmówcy wątpliwe jest, by ci ludzie odeszli od władzy dobrowolnie. Dodaje, że Rosję zapewne wstrzymywać będzie "bufor" złożony z państw flankowych - państw bałtyckich, skandynawskich, Polski, Ukrainy. - Chodzi o stworzenie takiego bufora, który odstraszy rosyjską agresję, a sam fakt jego istnienia pokaże Rosji niemożność prowadzenia wojny lądowej - mówi historyk. - Będzie trzeba poczekać na nowy 1991 rok. I prawdopodobnie w pewnym momencie nowy 1991 rok nadejdzie. Ale nie sądzę, żeby to nastąpiło wkrótce - mówi historyk. W jego ocenie zmiany w Rosji nie nastąpią w tym stuleciu, a dopiero w XXII wieku.

Co jeszcze trzeba zrobić? Jurij Felsztinski dodał, że nie wszyscy zdają sobie sprawę z ważności Białorusi i to trzeba zmienić. - Jest najważniejszym strategicznym terytorium do ataku na Europę. To nie przypadek, że wojna 2022 roku zaczęła się od koncentracji armii rosyjskiej na Białorusi oraz od działań ofensywnych z Białorusi w kierunku Ukrainy [...] Kto kontroluje to terytorium, kontroluje bezpieczeństwo Ukrainy i Europy - mówi. Dlatego, jak mówi, trzeba włączyć Białoruś do rodziny cywilizowanych narodów, by mogła stać się częścią UE i NATO.

Setki tysięcy ludzi, nieporównywalna z europejską produkcja czołgów

Głównodowodzący ukraińskiej armii generał Ołeksandr Syrski przekazał na początku stycznia, że Rosja zamierza w tym roku stworzyć 11 dywizji i powołać do armii 400 tysięcy żołnierzy. Na froncie z Ukrainą w grupie ofensywnej walczy 710 tysięcy żołnierzy. Potencjał mobilizacyjny Rosji przekracza 20 milionów ludzi, z czego około 4,5 miliona to wyszkolona rezerwa.

Analitycy ocenili także jesienią 2025 roku, że rosyjski przemysł produkuje do 400 nowych czołgów rocznie, nie licząc tych, które są odbudowywane po okresie magazynowania. Rosja odbudowuje zatem siły pancerne. Według firmy analitycznej Janes zakłady Uralwagonzawod produkują rocznie do 250 czołgów T-90M Proryw, a Omsktransmasz do 150 czołgów T-80BVM. Kreml zwiększa także produkcję innego rodzaju broni, w tym dronów uderzeniowych, co przekłada się m.in. w większą siłę ataków na infrastrukturę Ukrainy.

Czytaj także:

Źródło: PolskieRadio24.pl/Z Jurijem Felsztyńskim rozmawiała Agnieszka Kamińska

Polecane

Wróć do strony głównej