Świątek nie wytrzymała. Uderzyła w organizatorów. "Jesteśmy zwierzętami w zoo?"

Iga Świątek nie szczędziła gorzkich słów pod adresem organizatorów Australian Open. Polka, która w ćwierćfinale turnieju przegrała z Jeleną Rybakiną, narzekała na brak prywatności i ciągłe towarzystwo kamer. Wiceliderka rankingu WTA w pewnym momencie zapytała wprost, czy zawodnicy nie są traktowanie jak zwierzęta w zoo?

2026-01-28, 12:31

Świątek nie wytrzymała. Uderzyła w organizatorów. "Jesteśmy zwierzętami w zoo?"
Iga Świątek w mocnych słowach zwróciła się do organizatorów Australian Open. Foto: Reuters
Czytaj więcej:

O tych słowach Świątek będzie głośno. "Fajnie byłoby mieć trochę prywatności"

Kwestia prywatności tenisistów i tego, gdzie są granice w ciągłym nagrywaniu ich zachowań, wróciła ze zdwojoną siłą. Już w 2019 roku Novak Djoković wspominał, że obecność kamer w każdym miejscu jest czymś, z czym nie czuje się do końca w porządku.

- Żyjemy w społeczeństwie "Wielkiego Brata" i chyba trzeba się z tym pogodzić - mówił Serb. Od 2016 roku w kompleksie w Melbourne, gdzie rozgrywane są mecze Australian Open, kamery są praktycznie wszędzie. We wtorek w podziemiach kortu uchwyciły sfrustrowaną Coco Gauff, która po przegranym meczu z Eliną Switoliną ze złości rozbiła rakietę.

Amerykanka narzekała potem na to, że nagranie błyskawicznie obiegło media. Organizatorzy w swoich profilach nieustannie publikują materiały "zza kulis", pokazując zawodników i zawodniczki w rozmaitych sytuacjach - niekoniecznie tych korzystnych. Iga Świątek zgodziła się z Amerykanką. Polka, zapytana o wszechobecne kamery, nie gryzła się w język.

- Pytanie brzmi: czy jesteśmy tenisistami? Czy może zwierzętami w zoo, które są obserwowane nawet wtedy, gdy robią kupę? Okej, to oczywiście przesada, ale fajnie byłoby mieć trochę prywatności. Dobrze byłoby też móc się skoncentrować i nie być cały czas obserwowanym. W innych sportach są pewne techniczne rzeczy, które możesz robić i nie obserwuje cię przy tym cały świat - mówiła Polka w szczerym wywodzie. Nie był to jednak koniec.

Świątek wróciła do sytuacji z akredytacją. "Bycie memem nie jest moją pracą"

Sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa zwróciła uwagę, że na Wimbledonie i French Open część kortów treningowych jest odseparowana od kibiców. Daje to pewne poczucie prywatności i pozwala zachować większą koncentrację. Na niektórych turniejach jest się jednak ciągle obserwowanym.

- Uważam, że tak nie powinno być, bo jesteśmy tenisistami. Mamy być oglądani na korcie i na konferencjach prasowych - to jest nasza praca. Moją pracą nie jest bycie memem, gdy zapomnę akredytacji. To oczywiście zabawne, ludzie mają o czym gadać, ale z naszej perspektywy nie uważam, żeby to było potrzebne - zaznaczyła. Dzień przed meczem z Rybakiną Świątek została zatrzymana przez ochronę, ponieważ zapomniała akredytacji i nie mogła bez niej wejść do strefy dla zawodników.

Świątek stwierdziła, że rozmawianie o tym z organizatorami nie ma większego sensu. To wydaje się zrozumiałe - w profilach w mediach społecznościowych widać wyraźnie, jak dużo miejsca zajmują właśnie sytuacje, które nie są bezpośrednio związane ze sportową rywalizacją.

Polska tenisistka odpadła w środę w ćwierćfinale turnieju, przegrywając z reprezentantką Kazachstanu Jeleną Rybakiną 5:7, 1:6. Dla polskiej tenisistki najlepszym wynikiem w Melbourne pozostaje półfinał, do którego awansowała dwa razy - w 2022 i 2025 roku. Ma na swoim koncie sześć tytułów wielkoszlemowych: cztery we French Open i po jednym w US Open oraz Wimbledonie.

Polecane

Wróć do strony głównej