Ostatki to nie tylko boczek, śledzik i tańce. Naprawdę ważne było coś innego

Tłusty czwartek w staropolskiej tradycji rozmaitych stanów był zaledwie wstępem do kilkudniowego szaleństwa. Trwało ono do tzw. kusego wtorku, czyli ostatków, lecz czasem przeciągało się nawet na pierwsze dni Wielkiego Postu.

2026-02-17, 08:42

Ostatki to nie tylko boczek, śledzik i tańce. Naprawdę ważne było coś innego
"Uczta u Radziwiłła" - fragment obrazu przypisywanego Aleksandrowi Orłowskiemu (1777-1832). Foto: Muzeum Narodowe w Warszawie

Pożegnanie tłuszczu

Perspektywa czterdziestu dni bez mięsa musiała być w dawnej Rzeczpospolitej naprawdę niewesoła, przynajmniej dla tej części społeczeństwa, która tej żywności miała zawsze pod dostatkiem i dla której zakaz jej spożywania był szczególnie przykry. Nie dziwi zatem, że przed Wielkim Postem każdy chciał najeść się do syta - niejako na zapas - mięs w najróżniejszych postaciach.

Czyniono tak przede wszystkim w ciągu trzech ostatnich dni karnawału (zwanego zapustami, mięsopustami, ostatkami lub też kusymi dniami). Okres ten kończył się równo z wybiciem północy, gdy tzw. kusy wtorek przechodził w tzw. wstępną środę (czyli Środę Popielcową rozpoczynającą czas Wielkiego Postu).

W bogatszych domach na stołach lądował boczek, słonina, kiełbasy i kołacze z serem. Produkty te miały zostać zjedzone nie tylko przez domowników, lecz także przez zaproszonych gości, wreszcie - przez służbę, czeladź i każdego, kto przybył w odwiedziny. Zgodnie z obyczajem do zamożniejszego gospodarza na poczęstunek mógł przyjść nawet najbiedniejszy chłop, by przy okazji umówienia się na tzw. odrobek w polu zakosztować tłustych potraw.

"Walka karnawału z postem" - jeden z najsłynniejszych obrazów niderlandzkiego malarza Pietera Bruegla starszego. Fot. Wikimedia/domena publiczna "Walka karnawału z postem" - jeden z najsłynniejszych obrazów niderlandzkiego malarza Pietera Bruegla starszego. Fot. Wikimedia/domena publiczna

"Chrześcijan odchodzi rozum"

Ci, których było stać, "płacili" za mięso butelką wódki. Alkohol był nieodzownym elementem karnawału, a podczas kusych dni lał się dosłownie strumieniami. Było to oczywiście motywowane wyprawianymi – na wsiach głównie przez szlachtę, w miastach przez mieszczan - hucznymi przyjęciami i tańcami.

Bawiono się przy tym tak przednio, że w większości domów, gdzie nie całkiem restrykcyjnie przestrzegano przepisów kościelnych, swawole przeciągały się poza kusy wtorek. Jędrzej Kitowicz notował w swoim "Opisie obyczajów i zwyczajów za panowania Augusta III":

"Lubo wielcy panowie i można szlachta przez cały rok zabawiali się bankietami i tańcami (...), najwięcej jednak takowych ochót sprawiali sobie począwszy od tłustego czwartku aż do wstępnej środy; często zaś bardzo rozhulawszy się choć przy postnych potrawach, gwałcili tańcami i pijatyką i wstępną środę i wstępny czwartek, ledwo hamując się w swawoli w pierwszy piątek postny (...); już w niego tańcować nie śmieli; ale co pić, to bynajmniej nie przestawali, zalewając suchoty i postne potrawy rozmaitemi trunkami i niby spłukując z gardzielów tłustości mięsopustne".

Wynika stąd, że o ile starano się przestrzegać postu dotyczącego pokarmów stałych, o tyle pijaństwo usprawiedliwiano na wszystkie możliwe sposoby. Wydawać się więc może, że cały obyczaj ostatkowy był po prostu swoistym kamuflażem dla łączącego wszystkie polskie warstwy społeczne problemu z alkoholem.

"Uczta u Radziwiłła". Obraz przypisywany Aleksandrowi Orłowskiemu (1777-1832). Fot. Muzeum Narodowe w Warszawie "Uczta u Radziwiłła". Obraz przypisywany Aleksandrowi Orłowskiemu (1777-1832). Fot. Muzeum Narodowe w Warszawie

Przy pomocy wódki panowie szlachta doprowadzali się często do tak żałosnego stanu, że gorszyło to nie tylko bardziej cnotliwych obywateli, lecz także przedstawicieli innych kultur. Zygmunt Gloger w "Roku polskim w życiu, tradycyi i pieśni" zauważył: "powiedziałbyś, że dobrze mówią Turcy, gdy utrzymują, że są czasy, w których Chrześcijan odchodzi rozum i nie wprzód do rozumu przychodzą, aż im ksiądz posypie na głowę popiołu".

Sam historyk na staropolskie ostatki patrzył z mieszaniną fascynacji, wyrozumiałości oraz ironii:

"Mięsopust dozwalał czynić, coby kiedy indziej było zgorszeniem. Wtedy godziło się pijanicy chodzić po ulicach i dać się poprzedzać muzyce umyślnie na to zgodzonej (...). Niejednemu i we troje łeb rozbito (...), a wypadłszy za drzwi pijana czereda rąbała się na ulicy(...). W tym to czasie próżniacy i rozpustnicy szlifowali miejskie bruki, strzelali po próżnicy, a po ulicach wszędzie było pełno skrzypic i dudów".

Śledziem Wielki Post się zaczyna

Rozochoceni alkoholem szlachcice urządzali też inne zabawy, które z dzisiejszej perspektywy wydają się kontrowersyjne. Panowie i panie przebierali się za reprezentantów innych grup społecznych: Żydów, Cyganów, chłopów, handlarzy, by następnie parodiować ich zachowanie.

"W ostatni zaś wtorek" – pisze Kitowicz. – "Jeden z między kompaniji ubrał się za księdza, włożywszy na suknie zamiast komży koszulę, a zamiast stuły pas na szyi zawiesiwszy, stanął w kącie pokoju na stołku kobiercem do ściany przybitym, w pół pasa zasłoniony, wydając się jak w ambonie miał kazanie z jakiej śmiesznej materyji; i to było już po skończonych tańcach na kształt pożegnania zapustnego".

Wśród polskiego ludu także kręcili się przebierańcy, po części wykorzystujący kostiumy użyte wcześniej podczas kolędowania, a po części bratając się ze szlachtą w dziele dyskryminacji, gdy udawali dziadów lub Cyganów. Niektórzy czernili twarze i zakładali wywrócony na lewą stronę kożuch, przyjmując rolę niedźwiedzia (mogli też nosić maskę).

Zapustne "wodzenie niedźwiedzia" we wsi Podmokle Wielkie w 1950 roku. Fot. Wikimedia/domena publiczna Zapustne "wodzenie niedźwiedzia" we wsi Podmokle Wielkie w 1950 roku. Fot. Wikimedia/domena publiczna

Wśród ciekawych tradycji ludowych warto jeszcze wspomnieć tradycję obchodzoną dzień później, w Popielec. W tym czasie "karano" panny i kawalerów za to, że wciąż "uchylają się" od ożenku w ten sposób, że chwytano ich i zaprzęgano do kłody lub drewnianego kloca. Ciężar ten młode osoby musiały potem, "zachęcane" batem, ciągnąć, dopóki nie wykupiły się wódką lub nie zostały zastąpione innymi nieszczęśnikami.

Oficjalny koniec karnawału i ostatków wyznaczało podanie zestawu potraw, który zapowiadał czas Wielkiego Postu. Jego symbolem był śledź, dlatego też kusy wtorek do dziś nazywa się też "śledzikiem". Oddajmy jeszcze raz głos Jędrzejowi Kitowiczowi:

"Po wieczerzy mięsnej w ostatni wtorek dawali około godziny dwunastej północnej mleko, jajca i śledzie, przygrawając niejako temi potrawami następującemu postowi i niby po stopniach od mięsa przez nabiał do niego przystępując. Ta maślana kolacyja zwała się podkurek, była wszędzie w używaniu, tak w wielkich domach, jako też w małych".

Źródło: Polskie Radio/Michał Czyżewski

Bibliografia:

  • Zygmunt Gloger, "Rok polski w życiu, tradycyi i pieśni", Warszawa 1900
  • Barbara Ogrodowska, "Święta polskie. Tradycja i obyczaj", Warszawa 1996
  • Jędrzej Kitowicz, "Opis obyczajów i zwyczajów za panowania Augusta III", cz. 1 i 2, Wrocław 2010

Polecane

Wróć do strony głównej