Walka o wpływy, spotkanie w ministerstwie i "pucz". Kulisy rozłamu w Polsce 2050
Grupa parlamentarzystów odeszła z Polski 2050, zakładając nowy klub parlamentarny pod nazwą Centrum. Polskie Radio rozmawiało z osobą z partii, która opowiedziała o kulisach rozłamu w ugrupowaniu.

Emanuel Grzegorczyk-Zając
2026-02-18, 15:59
"Będziesz ze mną, to będziesz silny"
Obie strony konfliktu przyjęły swoją retorykę. Polska 2050 zarzuca Centrum m.in. niechęć do przewodniczącej Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Źródło Polskiego Radia zaprzecza tej wersji i wskazuje na zgoła inne powody.
- To jest tak, że jedna, dwie, czy trzy osoby potrafiły zdobyć taki negatywny wpływ na innych. Do pozyskania tego wpływu zaczęły używać bardzo złych metod. To było powiązane z różnego rodzaju zależnościami, na zasadzie "będziesz ze mną, to będziesz silny" - wskazała osoba z partii.
Brak spotkania na posiedzeniu?
Paulina Hennig-Kloska podczas konferencji dotyczącej utworzenia klubu Centrum wskazała, że podczas poprzedniego posiedzenia Sejmu klub Polski 2050 nie zebrał się. Źródło Polskiego Radia relacjonowało jednak, że w istocie nie było oficjalnego spotkania, ale przewodnicząca Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz chciała spotkać się z członkami klubu w kierowanym przez siebie Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej.
- Na ostatnim posiedzeniu Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz poprosiła nas do ministerstwa i w pierwszej wersji twierdziła, że to jest posiedzenie klubu. Padło pytanie, czy jest to formalne posiedzenie klubu. Wtedy zaprzeczyła i stwierdziła, że to spotkanie nowej przewodniczącej i zarządu z klubem parlamentarnym - mówiło źródło wewnątrz partii.
- Powiedzieliśmy "dobrze, spotkajmy się, ale po południu, lub następnego dnia, bo to spotkanie nieformalne nie jest tak istotne". Tamta strona bardzo mocno podkreślała, że chcą to zrobić wtedy, że chcą to zrobić w ministerstwie, co również budziło wątpliwości. Ministerstwo nie jest od tego, żeby się spotykała przewodnicząca partii z naszym klubem. Tam się spotyka ministra z osobami, które mają sprawy do niej w związku z jej stanowiskiem. My się baliśmy, że ktoś nam zarzuci niewłaściwe użytkowanie ministerstwa - słyszymy.
W związku z tym spora grupa członków partii nie była obecna na spotkaniu. Część nie dojechała, część nie przyszła. Z kolei ci, którzy byli obecni, nalegali - bezskutecznie - o spotkanie w sali klubu.
Kontrowersje wokół klubu
Wówczas w Polsce 2050 panowało już jednak bardzo duże poruszenie w związku z usunięciem Aleksandry Leo z funkcji wiceszefowej klubu po - jak to określił poseł Bartosz Romowicz - "próbie puczu" w kontekście wyborów do Rady Krajowej.
Jego zdaniem posłanka "usiłowała wybrać za plecami Pawła Śliza (szefa klubu parlamentarnego - przyp. red.) reprezentację klubu w Radzie Krajowej". Zresztą bardzo napięta atmosfera panowała również wokół samych wyborów do Rady Krajowej.
- Można było rozmawiać w klubie, ale chodziło o to, żeby kogoś poniżyć, żeby komuś pokazać, gdzie jest jego miejsce. Paweł Śliz powołał wtedy Bartka Romowicza jako pierwszego wiceprzewodniczącego, który nota bene - jak się okazało w poniedziałek - ma prawomocny wyrok za zniesławienie, więc gdzie my jesteśmy? - twierdzi źródło.
Tej wersji wyboru na wiceprzewodniczącego klubu pod koniec stycznia zaprzeczał sam poseł Romowicz, który pisał na X, że funkcję pełni od września 2024 roku.
O co chodzi z "uchwałą kagańcową"?
Na tym nie koniec niepokojących doniesień z wewnątrz partii. Źródło Polskiego Radia twierdzi, że wśród osób, które przyłączyły się do Centrum, są takie, które doświadczają "ataków botów". Te mają sprawiać wrażenie, że zostały przez nich zakupione. Automaty produkują w mediach społecznościowych wpisy, które dyskredytują grupę. Co interesujące, konta klubowe i poczta członków Centrum zostały usunięte jeszcze w czasie trwania ich konferencji.
Ponadto, w grę wchodzi również nowa uchwała Rady Krajowej, zwana przez Centrum "uchwałą kagańcową". Szymon Hołownia stwierdził, że wszystkie osoby, które wystąpiły z klubu Polski 2050, tracą z automatu miejsca w ciałach statutowych. - W zasadzie na mocy tej uchwały nie powinni nas wyrzucać. Nie wiem, na jakiej podstawie to robią - oceniło źródło Polskiego Radia.
Uchwała przewidywała brak ruchów personalnych. Zdaniem osoby z wewnątrz partii, która rozmawiała z Polskim Radiem, chodziło jednak o ochronę Pawła Śliza przed odwołaniem ze stanowiska przewodniczącego klubu parlamentarnego. Źródło przekazało, że była do tego potrzebna większość głosów.
- Rozłam w Polsce 2050. Pełczyńska-Nałęcz: dezerterzy, którzy nie zdali egzaminu
- Trzęsienie ziemi w Polsce 2050. "Koalicja rządząca zawiśnie na jednym głosie"
- Oni odchodzą z Polski 2050. Pełna lista nazwisk
Źródło: Polskie Radio/Emanuel Grzegorczyk-Zając