Pierwsze dni wojny. "Polska pomoc utrzymała Ukrainę"

Cztery lata temu rosyjskie wojska wkroczyły na Ukrainę. Atak rozpoczął się o piątej rano, w Polsce była wtedy czwarta. - Obudził mnie wybuch rakiety, łuna rozświetliła mi pokój jak za dnia - w Polskim Radiu 24 wspominał ten dzień Bartosz Cichocki, były ambasador RP w Ukrainie w latach 2019-2023.

2026-02-24, 14:40

Pierwsze dni wojny. "Polska pomoc utrzymała Ukrainę"
Bartosz Cichocki na terenie ambasady w Kijowie. Foto: PAP/Andrzej Lange

Najważniejsze informacje w skrócie:

  • Mija czwarty rok pełnoskalowej wojny na Ukrainie, która według Moskwy miała być szybką operacją wojskową
  • - Polacy ostrzegali, że nadchodzi najgorsze - mówił w Polskim Radiu 24 Bartosz Cichocki
  • Wskazał, że w rosyjskich czołgach były nawet mundury defiladowe na paradę zwycięstwa

Mija 4. rocznica pełnoskalowej rosyjskiej agresji na Ukrainę. 24 lutego 2022 roku o poranku wojska Putina, gromadzone od jesieni 2021 przy ukraińskiej granicy, ruszyły do natarcia. Atak nastąpił także z terytorium Białorusi. Była to eskalacja konfliktu trwającego od 2014 roku - aneksji Krymu i wojny na wschodzie Ukrainy.

- Dzisiaj w Kijowie wcale nie jest bezpieczniej, moim zdaniem, niż wtedy - powiedział w Polskim Radiu 24 Bartosz Cichocki, były ambasador RP w Ukrainie, którego wojna zastała w stolicy tego kraju. Pytany o wspomnienia sprzed czterech lat, stwierdził, że to "jest moment, który każdy pamięta czy był w Kijowe czy nie". - To jest moment wyznaczający jakąś cezurę w naszych biografiach, tak jak 11 września, ataki na Nowy Jork i Waszyngton - ocenił. - Mnie akurat obudził wybuch rakiety, która uderzyła gdzieś w Browarach czy w Boryspolu pod Kijowem. To jest 40 kilka kilometrów od miejsca, gdzie ja się znajdowałem, ale huk był bardzo wyraźny. Łuna rozświetliła mi sypialnię jak za dnia. To była taka pobudka, mam nadzieję, która się już nie powtórzy - wspominał dyplomata. 

Polska ostrzegała

Pytany z perspektywy czasu, na ile można było przewidzieć, że wojna wybuchnie, wskazał, że to "chyba zależy od natury ludzkiej". - Jedni zawsze wierzą i będą wierzyć, że że jakoś się uda i że będzie dobrze - wskazał. -  Inni przyjmują jednak do wiadomości obiektywne fakty, zmiany po prostu fizyczne, które zachodzą - dodał. Przypomniał, że "ta dyskusja, czy będzie wojna, czy nie będzie, toczyła się publicznie, ale także niepublicznie, gdzieś od połowy października co najmniej". - Wiele rządów, szczególnie Amerykanie, Brytyjczycy, ale także Polacy, prezydent Duda, czy premier Morawiecki ostrzegali i władze ukraińskie, i sojuszników, że nadchodzi najgorsze - mówił. Wskazał, że on sam już w październiku przyjął założenie, że jego zadaniem jest "przygotować placówkę na najgorsze". 

Według założeń Moskwy operacja specjalna na Ukrainie miała potrwać 10 dni, a Rosjanie mieli opanować Kijów po trzech dniach. - Moi znajomi z Ministerstwa Obrony, z administracji prezydenta mówili, że przy oficerach rosyjskich znajdowano dokumenty z instrukcjami o przejęciu kontroli na przykład rządowym sektorze już po 24 godzinach - powiedział Cichocki. Wskazał, że "w niektórych czołgach były mundury defiladowe na na paradę zwycięstwa". - Naprawdę niewiele zabrakło - powiedział o scenariuszu przejęcia stolicy. 

Polska pomoc dla Ukrainy

Prowadzący przywołał nieoficjalne doniesienia, mówiące o tym, że rosyjski atak na podkijowskie lotnisko się nie powiódł, gdyż był tam właśnie rozładowywany transport z Polski, w którym były Pioruny. - Też znam taką historię, też znam tę wersję i uważam, że jest wiarygodna - powiedział dyplomata. - Polska pomoc odegrała rolę w odbiciu desantu rosyjskiego na Hostomel i polska pomoc - czy z naszych własnych zasobów, czy z zasobów sojuszników, ale wwożona przez nas do dziś - ona utrzymała wtedy i utrzymuje dziś Ukrainę w grze - podkreślił. 

Czytaj także:

Źródło: Polskie Radio 24
Prowadzący: Krzysztof Grzybowski
Opracowanie: Filip Ciszewski

Polecane

Wróć do strony głównej