Paliwa droższe o 30% w tydzień. Jakie ceny 9-15 marca?
Ceny paliw błyskawicznie zareagowały na konflikt USA-Iran i zablokowanie ruchu tankowców przez cieśninę Ormuz. Orlen podniósł ceny hurtowe o nawet 30% w zaledwie kilka dni, a to oznacza, że na stacjach będziemy tankować jeszcze drożej.
2026-03-06, 09:35
Najważniejsze informacje w skrócie:
- Zaledwie kilka dni wystarczyło, aby w wyniku eskalacji działań zbrojnych na Bliskim Wschodzie ceny detaliczne na polskich stacjach poszybowały w górę, diametralnie zmieniając koszty codziennych dojazdów.
- Na bezprecedensowe, hurtowe podwyżki złożyły się dwa kluczowe, negatywne czynniki makroekonomiczne: drastyczny skok notowań surowca na światowych giełdach oraz jednoczesne osłabienie polskiego złotego względem amerykańskiej waluty.
- Państwowy gigant naftowy, apelując o spokój, podkreśla złożoność mechanizmów cenotwórczych; niemniej twarde dane z rynku hurtowego nie pozostawiają złudzeń i zapowiadają rychłe ugruntowanie się stawek przekraczających barierę siedmiu złotych za litr.
Dzień po dniu: cenowe trzęsienie ziemi na stacjach
Przełom lutego i marca 2026 roku zapisze się w historii polskiego rynku detalicznego jako okres niespotykanej dotąd, gwałtownej zmienności. Jeszcze w piątek, 27 lutego, kierowcy cieszyli się względną stabilizacją, płacąc średnio 5,73 zł za litr popularnej benzyny Pb95 oraz 5,98 zł za olej napędowy.
Sytuacja, która dla wielu wydawała się opanowana, uległa jednak całkowitemu odwróceniu wraz z nadejściem poniedziałku (2 marca), kiedy to rynki zareagowały na doniesienia o sobotnim ataku na Iran. Wtedy to ceny na dystrybutorach zanotowały pierwszy, drastyczny skok o około 30 groszy, windując średnie kwoty do poziomu 6,07 zł dla Pb95 i 6,29 zł dla diesla.
Kolejne dni przyniosły eskalację. We wtorek, 3 marca, w wielu miastach (np. w Lublinie) stawki za Pb95 dotarły do 6,41 zł za litr. Z kolei w środę średnia krajowa dla oleju napędowego osiągnęła 6,40 zł, choć na niektórych stacjach widniały już ceny zbliżające się do 6,60 zł.
Apogeum drożyzny na pylonach zaobserwowano pod koniec analizowanego tygodnia – 5 i 6 marca w Warszawie za litr diesla trzeba było zapłacić od 7,05 zł do nawet 7,27 zł, podczas gdy paliwa w wariancie premium dobiły w wybranych lokalizacjach do niemal 7,50 zł.
Jak te drastyczne podwyżki przekładają się na portfel przeciętnego Polaka? Zakładając, że tankowanie obejmuje 25 litrów oleju napędowego, jeszcze 27 lutego płaciliśmy za nie około 149,50 zł. Biorąc pod uwagę uśrednioną cenę z 4 marca (6,40 zł), ten sam rachunek wynosił już 160 zł, co oznacza wzrost o ponad 10 złotych w kilka dni. Jeśli jednak kierowca zmuszony był zatankować 25 litrów w droższej, warszawskiej lokalizacji (po cenie 7,27 zł), koszt na paragonie wzrastał do niemal 182 zł – uszczuplając jego portfel o dodatkowe 32 złote na zaledwie jednym tankowaniu.
Prognoza cen detalicznych
Przewidywane widełki cenowe na stacjach w okresie 9 – 15 marca.
Co kształtuje ceny? Orlen tłumaczy mechanizmy
Pomimo faktu, że kierowcy z niepokojem patrzą na dystrybutory, przedstawiciele płockiego koncernu starają się tonować nastroje, wskazując, że gwałtowne ruchy na giełdach są tylko jednym z elementów ostatecznej układanki.
"Ewentualne zmiany cen ropy naftowej na rynkach światowych nie przekładają się automatycznie ani natychmiast na ceny paliw na stacjach. Na ich poziom wpływa jednocześnie wiele czynników, w tym notowania gotowych produktów paliwowych, kursy walut, koszty produkcji i logistyki, obciążenia fiskalne oraz sytuacja konkurencyjna na rynku krajowym. Z tego względu krótkotrwałe wahania cen surowca nie muszą mieć bezpośredniego odzwierciedlenia w cenach detalicznych" - wyjaśniło nam biuro prasowe Orlenu.
Koncern dodał, że ciągłość dostaw jest w pełni zabezpieczona, a zdywersyfikowany portfel, niezależny od zablokowanej Cieśniny Ormuz, stanowi bufor dla logistyki paliwowej w Polsce.
Podwójne uderzenie: droga ropa i słabnący złoty
Aby jednak w pełni zrozumieć, dlaczego ceny na pylonach zaczęły przypominać rosnące słupki na giełdowych wykresach, trzeba przyjrzeć się twardym danym rynkowym. Przed eskalacją konfliktu, cena baryłki ropy Brent oscylowała w dość bezpiecznym, stabilnym przedziale 70-72 dolarów. Realne widmo zablokowania przepływu 20 milionów baryłek dziennie z Zatoki Perskiej wywołało jednak natychmiastową wycenę tak zwanej premii za ryzyko. Już 2 marca ropa wystrzeliła do 77,74 USD za baryłkę, a 5 marca przebiła granicę 85 dolarów, osiągając pułap 85,41 USD.
Sytuację polskich rafinerii, kupujących surowiec za oceanem, pogorszył dodatkowo rynek walutowy. Złoty, w obliczu rosnącej niepewności, stracił na wartości. O ile 27 lutego za jednego dolara amerykańskiego płaciliśmy 3,58 zł, o tyle 3 marca kurs ten przekroczył już 3,68 zł. Połączenie drożejącego surowca i słabej waluty odbiła się w krajowych cennikach hurtowych.
Dlaczego diesel drożeje szybciej?
Analiza mechanizmu rynkowego, który wywołał dysproporcję cen paliw w 2026 roku.
Struktura europejskiej rafinerii
Większość europejskich i polskich zakładów została zaprojektowana tak, że z każdej baryłki ropy naturalnie „wypływa” więcej benzyny.
Polska jest samowystarczalna w produkcji benzyn – rzadko musimy je importować.
Lokalna produkcja tworzy naturalny bufor bezpieczeństwa cenowego.
Strukturalny głód diesla
Europa (w tym Polska) boryka się z permanentnym niedoborem oleju napędowego względem zapotrzebowania transportu i przemysłu.
Ażeby zaspokoić rynek, olej napędowy musi być masowo sprowadzany statkami.
Jesteśmy bezpośrednio uzależnieni od drożności szlaków handlowych poza naszym kontynentem.
Wrażliwość na logistykę
Gdy szlaki morskie – takie jak zablokowana Cieśnina Ormuz – stają się niebezpieczne, mechanizm cenowy reaguje natychmiastowo.
To właśnie diesel, jako produkt „z importu morskiego”, pierwszy reaguje panicznym skokiem cen na rynkach światowych.
Ryzyko braku fizycznej dostawy (tzw. supply shock) jest wliczane w cenę diesla znacznie mocniej niż w cenę benzyny.
Szok w hurcie zwiastuje dalsze podwyżki na stacjach
Na koniec lutego tona metryczna benzyny Pb95 kosztowała w hurcie 4473 zł, a oleju napędowego – 4777 zł. Niespełna tydzień później, 6 marca, wyceny te osiągnęły odpowiednio 5008,20 zł oraz 6150,20 zł. Oznacza to, że w ciągu kilku dni czysty koszt nabycia hurtowego litra benzyny wzrósł o około 12%, natomiast w przypadku oleju napędowego mówimy o potężnym skoku rzędu niemal 29%.
Dla przeciętnego kierowcy te wskaźniki makroekonomiczne niosą bardzo bezpośredni, pesymistyczny przekaz. Historycznie rzecz biorąc, stacje benzynowe starały się łagodzić pierwsze fale podwyżek, rezygnując z części własnej marży, co dawało klientom kilka dni swoistego bufora. Obecnie jednak, w obawie przed potężnymi stratami (tzw. brakiem marży odtworzeniowej), ajenci stacji przenoszą rosnące koszty na pylon niemal natychmiast, aktualizując cenniki po kilka razy na dobę.
Eksperci rynku paliwowego, analizując ten pionowy trend w hurcie, nie mają dobrych wieści – przewidują oni, że kolejne dni nieuchronnie upłyną pod znakiem stawek dochodzących do 7,30 zł za litr w przypadku diesla oraz okolic 6,30 zł dla najpopularniejszej benzyny.
- Styczniowe zamieszanie w portfelu singla. Podwyżka minimalnej minimalnie za mała
- 2000 zł pękło. Rodziny wygrały bitwę z cenami, ale przegrały wojnę
- Święta, święta i nie po świętach. Ceny w styczniu łaskawsze dla emerytów
Źródło: Orlen/e-petrol/Reflex/Michał Tomaszkiewicz