Tragedia w rodzinie Tomasza Komendy. Zwłoki leżały dwa lata w mieszkaniu

W jednym z mieszkań we Wrocławiu odnaleziono ciało Stanisławy Szczęsnej, matki chrzestnej Tomasza Komendy. Było zmumifikowane. Wcześniej, mimo sygnałów od rodziny i sąsiadów, nie przeszukano starannie lokalu, w którym żyła uznana na zaginioną kobieta. Zwłoki leżały tam dwa lata.

2026-03-11, 13:01

Tragedia w rodzinie Tomasza Komendy. Zwłoki leżały dwa lata w mieszkaniu
Sądzono, że zaginęła. Zwłoki pani Stanisławy dwa lata leżały w łazience. Foto: Krzysztof Kaniewski/REPORTER

Sąsiedzi zgłaszali sprawę administracji

Pierwszy sygnał wyszedł od sąsiadów z bloku. Schorowaną seniorkę widzieli ostatni raz w grudniu 2023 r., uznano, że być może pogodziła się z rodziną i wyjechała tam na święta. Gdy jednak do wiosny 2024 r. nikt jej ponownie nie ujrzał, mieszkańcy zaczęli się martwić o losy pani Stanisławy. Jednocześnie prosili służby o sprawdzenie mieszkania, bo w budynku zaczęło się pojawiać robactwo. - Usłyszeliśmy od administracji, że jak będzie niesłuszne wezwanie, to jeszcze nas obciążą kosztami, i czy wiemy, ile taka akcja kosztuje - powiedziała "Gazecie Wyborczej" jedna z lokatorek.

Dopiero niemal rok później o zniknięciu kobiety dowiedzieli się jej krewni. Administracja skontaktowała się z jedną sióstr. Matka Tomasza Komendy, Teresa Klemańska, powiedziała "GW", że nie utrzymywała z panią Stanisławą (rodzina mówiła na nią Bożena) od lat. Do kłótni między nimi doszło po skazaniu Komendy. Mimo że seniorka była jego matką chrzestną, nie była skłonna wspierać swojej bliskiej i nie szczędziła jej gorzkich słów. Koniec końców kobieta skłóciła się z resztą rodziny.

Niepokojące obserwacje syna

Mimo sporu, pani Teresa interesowała się losami pani Stanisławy. Gdy dotarła do niej informacja, że od dawna nikt jej nie widział, zawiadomiła syna siostry. Ten również nie utrzymywał z nią od lat kontaktu. Postanowił zgłosić zaginięcie na policję w maju 2025 r. Funkcjonariusze poprosili o zdjęcie zaginionej.

Mimo oporów administracji, pan Grzegorz dostał zgodę, by wejść do mieszkania, ale jedynie po fotografię. W środku jego uwagę przykuły pozostawione rzeczy. - Zobaczyłem, że na stole leży mamy inhalator, dokumenty, pieniądze, przecież nigdzie by bez nich nie wyszła. Miała astmę, nie ruszała się bez inhalatora. Chciałem się rozejrzeć po mieszkaniu, ale kazali mi zaraz wychodzić - opowiedział "Wyborczej".

Policja podała informację o poszukiwaniach ponad 70-letniej seniorki. Na nic zdały się prośby Teresy Klemańskiej, by sprawdzić mieszkanie jej siostry, a także konto w banku, bo miała zwyczaj wypłacać emeryturę i trzymać gotówkę w domu.

Wstrząsające znalezisko

Kwestia losów pani Stanisławy wyjaśniła się w grudniu 2025 roku. Dwa lata po tym, gdy widziano ją po raz ostatni. Rzeczy z jej mieszkania zaczęła wynosić firma sprzątająca. W pewnym momencie, jak wynika z relacji sąsiadki, wybuchła "tam jakaś panika". Po jakimś czasie przybyły służby.

Przypuszczenia rodziny i mieszkańców bloku się potwierdziły. W łazience znaleziono zwłoki. Były zmumifikowane. Konieczne było potwierdzenie tożsamości przez DNA, w domu nie było już ani dokumentów denatki, ani jej przedmiotów.

I siostra, pani Teresa, i syn, pan Grzegorz, zachodzą w głowę, dlaczego przez tyle miesięcy nie odnaleziono zaginionej. Tym bardziej, że mieszkała w ledwie 19-metrowej kawalerce. Dziwi ich też, że jej rzeczy się pozbyto, a nie przekazano rodzinie.

Pan Grzegorz opowiedział "GW", że na prośbę o protokół, w którym spisano rzeczy matki, administracja przekazała mu, że takiego dokumentu nie ma. Mężczyzna nie może uzyskać informacji nt. rodzinnych pamiątek, ale też biżuterii czy przechowywanych przez zmarłą pieniędzy.

Jest śledztwo prokuratury

Administracja zapytana przez gazetę o tę sprawę, nie zabrała głosu ws. protokołu, a odnosząc się do usunięcia przedmiotów stwierdzono, że "standardowym postępowaniem" jest usunięcie rzeczy, "stanowiących źródło zamieszkania insektów oraz ich potencjalnych miejsc lęgowych".

Zwrócono się również do policji z pytaniami o podjęte czynności. Jak odpowiedziano, w 2025 r. doszło do dwukrotnego otwarcia mieszkania, w trakcie którego nie ujawniono zwłok, a lokal "sprawiał wrażenie opuszczonego od dłuższego czasu". Dlatego podjęto inne działania m.in. porównania do odnalezionych niezidentyfikowanych zwłok. Sprawą śmierci matki chrzestnej Tomasza Komendy zajmuje się prokuratura.

Czytaj także:

Źródło: "Gazeta Wyborcza"/ms

Polecane

Wróć do strony głównej