Polacy zawsze kochali bociany. Ale w XIX wieku coś nagle się zmieniło

Polska miłość do bociana, tak jak w ogóle do zwierząt, bywała w dawnych wiekach ambiwalentna, jednak już od średniowiecza uważano te ptaki - zarówno żywe, jak i martwe - za pożyteczne. Fakt, że zaczęto postrzegać boćki w innym świetle, wiązał się z pewną zmianą społeczną zapoczątkowaną w XIX wieku.

2026-03-20, 08:00

Polacy zawsze kochali bociany. Ale w XIX wieku coś nagle się zmieniło
Bociany na łące. Foto: PAP/DPA

"Kto młodego bociana zje"

Bocian w kulturze europejskiej obecny jest już od czasów starożytnego Rzymu. W dawnych epokach bywał zarówno zwierzęciem symbolicznym, jak i zasobem przyrody, który mógł posłużyć człowiekowi jako surowiec do produkcji m.in. środków aptekarskich. W wydanym w 1534 roku dziele Stefana Falimirza "O ziołach i mocy ich" znajdziemy - wbrew tytułowi - także wytyczne dotyczące zdrowotnych właściwości "bocianiny":

"Kto młodego bociana zje, temu oczy do roku ciec nie będą ani boleć. Pępek bociani przeciw każdemu jadowi pomaga. Gnój bociani z wodą pijąc, na wielką niemoc pomaga" ("pępek" to żołądek, "jad" - trucizna, "gnój" - odchody, a "niemoc" - padaczka).

Bocian w gnieździe na dachu stodoły. Zdjęcie z lat 60. lub 70. XX wieku. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe Bocian w gnieździe na dachu stodoły. Zdjęcie z lat 60. lub 70. XX wieku. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Poradnik Jakuba Haura z 1689 roku zalecał ponadto tłuszcz bociani jako lekarstwo na kołtun. Na szczęście żywy bocian także był mile widziany w dawnej Polsce. W 1584 roku w "Myślistwie ptaszym" Mateusz Cygański rymował:

"To ptak domowy, pożytek go taki:
Jadowite, sprośne trawi robaki.
I przetoż rzadko myśliwiec nań jedzie,
Nie rad go jada na swoim obiedzie".

Autor nie wspomina tu o tym, o czym pisali po nim autorzy w kolejnych wiekach. Niechęć "myśliwca" do jadania bociana wiązała się bowiem z tym, że mięso tego ptaka - jak czytamy w pismach księży Jana Kluka i Eugeniusza Janoty - jest po prostu niesmaczne i łykowate. Oczywiście gdy głód zajrzy człowiekowi w oczy, nie ma rzeczy niejadalnych - niemiecki kronikarz Johann Bekmann notował w XVIII wieku, że lud Marchii Brandenburskiej jadał młode boćki jak kurczaki.

Bocian stojący na kopie siana we wsi Sienkiewicze. Zdjęcie z 1936 roku. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe Bocian stojący na kopie siana we wsi Sienkiewicze. Zdjęcie z 1936 roku. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

"Ptak domowy"

Mateusz Cygański w swoim dziele mimochodem stwierdza jednak coś bardziej istotnego. Nazywa bociana "ptakiem domowym". Pół wieku przed nim Stefan Falimirz precyzował, że chodzi tu o bociana białego, jako że "jest też drugi bocianów rodzaj, na grzbiecie wszystek czarny, a pod brzuchem trochę białaszy, ale tacy nie lęgną się przy ludziech, ale na bagnach".

Bliskość, jaką z bocianami białymi nawiązywali dawni ludzie, nie tylko na ziemiach polskich, związana była właśnie z faktem, że ptaki tak chętnie wybierały (i nadal wybierają) na miejsca gniazdowania budynki i inną ludzką infrastrukturę. Zwierzęta te już tysiące lat temu stały się tzw. gatunkiem synantropijnym, czyli przystosowanym do życia w środowisku przekształconym przez człowieka.

Gospodarstwo wiejskie na Mazurach. Na dachu budynku widoczny bocian w gnieździe. Zdjęcie z 1935 roku. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe Gospodarstwo wiejskie na Mazurach. Na dachu budynku widoczny bocian w gnieździe. Zdjęcie z 1935 roku. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Ludowa sympatia dla boćków była doprawdy niezwykła. Zygmunt Gloger w swej "Encyklopedii staropolskiej" z 1900 roku pisze:

"Bocian, po łac. ciconia, w języku ludowym zwany także boćkiem, busłem, wojtkiem, a dawniej i księdzem Wojciechem. Ptak ten, jako gady, płazy i robactwo niszczący, pozyskał opiekę u ludów słowiańskich i w Polsce stał się napół domowym. Długosz opowiada o częstych wypadkach przechowywania bocianów przez zimę w chatach ludu krakowskiego".

Gloger notuje, że każdy chciał mieć bociana w gospodarstwie, bo wierzono, że to sprowadza szczęście: "zarówno u szlachty, jak ludu zaciągano w tym celu na szczyty dachów i wierzchołki drzew stare brony i koła wozowe z wiechciem barłogu, a niekiedy i jakimś błyszczącym przedmiotem".

Etnograf był świadkiem zmian podejścia niektórych ludzi do tych ptaków. W "Encyklopedii..." czytamy: "dopiero pod koniec wieku XIX bocian zaczął być prześladowanym przez postępowych myśliwców, jako wyjadający młodą zwierzynę i zarybek". Wydaje się, że wzmiankowany tutaj "postęp" wziął się z pewnej zmiany świadomości podyktowanej gwałtownymi przemianami społecznymi ery przemysłowej.

Bocian zimujący w gdyńskim porcie w 1936 roku. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe Bocian zimujący w gdyńskim porcie w 1936 roku. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

"Bocian tępiciel pstrągów"

W XIX wieku nastąpił prawdziwy rozkwit rybołówstwa i wędkarstwa. Przemysł nie tylko udoskonalił sprzęt i techniki rybackie, lecz także wpłynął na obniżenie cen przyrządów do amatorskiego połowu.

Industrializacja doprowadziła ponadto do rewolucji w stylu życia mieszczan. Pojawiła się nowa kategoria dnia codziennego: czas wolny. Można było go spędzić m.in. na rybach. Tłumy mężczyzn z wędkami (tych rozrywek nie przewidziano oczywiście dla kobiet) rzuciły się na brzegi wód, by łapać pływające stworzenia. Wydawało się, że lada moment opróżnią wszystkie rzeki i jeziora.

W odpowiedzi na to w drugiej połowie stulecia zaczęły powstawać pierwsze regulacje dotyczące połowów oparte nie, jak do tej pory, na uprzywilejowaniu wyższych warstw, którym wolno było łowić więcej, lecz na potrzebie ochrony środowiska przed nadmierną eksploatacją. Była to potrzeba oparta - kolejna nowość! - na wiedzy naukowej dotyczącej cykli życiowych ryb. Chodziło o to, by zakazać łowienia w okresach tarła danego gatunku, bo takie połowy mogły przetrzebić populację zwierząt.

Gniazdo bocianie na drzewie we wsi na ziemi węgrowskiej. Zdjęcie z 1930 roku. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe Gniazdo bocianie na drzewie we wsi na ziemi węgrowskiej. Zdjęcie z 1930 roku. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Według niektórych to było za mało, bo przecież człowiek to niejedyne zagrożenie. Skoro ryby (a potem także inne bezbronne stworzenia) należało chronić, trzeba było kategorycznie żądać rozszerzenia zakazów na wszystkie gatunki, które miałyby chęć na nielegalny połów. A tych nie brakowało. Wtedy właśnie m.in. bociany znalazły się na celowniku zatroskanych o dobro ryb myśliwych.

Zaczęło się, jak zauważył Gloger, pod koniec XIX wieku, a polowania na "bociana tępiciela pstrągów" trwały jeszcze przez pierwsze dekady XX stulecia. W 1905 roku Jan Sztolcman w swojej "Ornitologii łowieckiej" kategorycznie stwierdził: "bocian zwyczajny jako znaczne szkody w łowiectwie czyniący, zasługuje na tępienie".

Aktor Leopold Brodziński przygląda się bocianom spacerującym po plaży w Gdyni. Zdjęcie z okresu dwudziestolecia międzywojennego. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe Aktor Leopold Brodziński przygląda się bocianom spacerującym po plaży w Gdyni. Zdjęcie z okresu dwudziestolecia międzywojennego. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

W obronie ptaków stawali wówczas m.in. polscy chłopi, którzy dobrze znali bocianią dobroczynność. Dyskusja na temat ptaków musiała być gorąca, bo w wydanym 15 lat później podręczniku łowiectwa Sztolcman znacząco złagodził radykalną postawę. Teraz ostrożnie stwierdził, że bocian "uważany jest za szkodnika, a jako taki w ostatnich czasach tępiony" (swój udział w stworzeniu tej atmosfery skromnie pominął). A potem pisał:

"ze względu jednak, że i rolnictwu przynosi niemałe korzyści przez niszczenie myszy i pędraków, a gdy nadto cieszy się ogólnym szacunkiem ludu naszego i niemal za ptaka świętego jest uważany, przeto oszczędzać go należy, aby nie sprowadzać rozdźwięku między wsią i dworem. Ten wzgląd powinien być bardzo ważnym, gdyż i tak nie brak usilnych prób, aby ten rozdźwięk sztucznie wywołać".

Plakat promujący wystawę w Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe Plakat promujący wystawę w Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Wreszcie po wielu latach odstrzałów sprawą zajęły się najwyższe władze. W prezydenckim rozporządzeniu z 1927 roku zakazano polowań na bociany białe, a w 1932 roku rząd zapewnił prawną ochronę również bocianom czarnym. W kolejnych dekadach przepisy ochrony przyrody były wciąż udoskonalane i dostosowywane do praktyki. Zgodnie z obecnie obowiązującymi regulacjami obydwa występujące w Polsce gatunki bociana objęte są ścisłą ochroną.

Źródło: Polskie Radio/Michał Czyżewski

Bibliografia:

  • Stefan Falimirz, "O ziołach i mocy ich", Kraków 1534
  • "Mathevsza Cyganskiego Myślistwo ptasze", 1584
  • Eugeniusz Janota, "Bocian. Opowiadania, spostrzeżenia i uwagi", Lwów 1876
  • Zygmunt Gloger, "Encyklopedja staropolska ilustrowana", Warszawa 1900
  • Jan Sztolcman, "Ornitologia łowiecka czyli Podręcznik do określania krajowych ptaków łownych", Warszawa 1905
  • Jan Sztolcman, "Łowiectwo. Podręcznik dla szkół leśnych i rolniczych, Warszawa ; Wilno, 1920
  • Marcin Synak, "Jan Paweł Łukowicz (1886 - 1957). Portret myśliwego", Chojnice 2015
  • serwis internetowy "Bocianopedia"
Spotkanie z bocianem zimującym w gdyńskim porcie w 1936 roku. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe Spotkanie z bocianem zimującym w gdyńskim porcie w 1936 roku. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Polecane

Wróć do strony głównej