To był najgorszy okres w roku. "W domu nie było ani kruszyny chleba"

"Wiosna. Pięknie. Śpiew słowików. Raduje się cała przyroda, a ja głodny usiadłem na progu i płaczę gorzkiemi łzami, jak dziecko. Porywała mię myśl o samobójstwie, lecz żałowałem kochanej rodziny" – pisał sto lat temu chłop ze wschodniej Polski. Te i podobne wspomnienia wiele nam mówią o koszmarze dawnej wsi, jakim był przednówek.

2026-03-21, 08:52

To był najgorszy okres w roku. "W domu nie było ani kruszyny chleba"
Wieś Krakuszowice, okres międzywojenny.Foto: NAC

Wiosna to dla wielu ludzi najradośniejsza pora roku. Po kilku zimnych i ponurych miesiącach słońce zaczyna mocniej grzać, budzi się natura, dzień staje się wyraźnie dłuższy, a człowiek nabiera chęci do życia. Większość naszych przodków patrzyła na tę porę roku zupełnie inaczej.

"Na wiosnę rozpościera się straszna perspektywa głodu"

Wiosna mieszkańcom wsi nierozerwalnie kojarzyła się z przednówkiem. Był to czas, gdy zimowe zapasy żywności się kończyły, a pola jeszcze nie obrodziły. Stąd nazwa – przed nowymi zbiorami. Przednówek towarzyszył polskim chłopom do XX wieku. Był synonimem nędzy i głodu tak potwornego, że u niektórych, jak u przytoczonego na wstępie chłopa żyjącego w powiecie mołodeckim, tuż przy granicy z ZSRS, prowadził nawet do myśli samobójczych.

Długość trwania przednówka była kwestią indywidualną, zależną od zamożności gospodarzy, urodzaju w danym roku, sposobach przechowywania żywności, a także epidemii czy wojen. W XVI wieku wybitny pisarz polityczny Andrzej Frycz Modrzewski pisał, że wielu chłopów ma co jeść przez pół roku, a przez drugie pół żyje "w okrutnej nędzy".

Sytuacja na wsi poprawiała się wraz z rozwojem cywilizacyjnym. W okresie zaborów polscy chłopi najszybciej o przednówku zapomnieli pod panowaniem pruskim. Tam problem ten w zasadzie zniknął na przełomie XIX i XX wieku. Gorzej radzono sobie w biedniejszych zaborach: rosyjskim i austriackim.

Również po odzyskaniu niepodległości sytuacja była daleka od ideału. Położenie mieszkańców wsi (a w II RP stanowili oni 3/4 obywateli kraju) pogorszył wielki kryzys gospodarczy, który wybuchł w 1929 roku i ciągnął się w Polsce przez większość następnej dekady.

W tym okresie ogłoszony został konkurs na pamiętniki mieszkańców wsi. Nadesłane prace z całego kraju zostały wydane w dwóch seriach w połowie lat 30. jako "Pamiętniki chłopów". Włościanie opisywali tam koleje losu swoje i swojej rodziny, pisali o rozterkach i problemach. Nie zabrakło również miejsca na opisy ciężkich przednówków. "Na wiosnę rozpościera się straszna perspektywa głodu" – pisał w listopadzie 1933 roku po wyjątkowo nieurodzajnym roku chłop spod Wilna.

"Zasycić głód umierających dzieci"

Gdy zaczynało brakować jedzenia, najbiedniejsze rodziny zapożyczały się u Żydów, prosiły też o wsparcie ziemian lub bogatszych gospodarzy. Chłopi pożyczali żywność, np. zboże, w okresie, gdy była najdroższa, a oddawali równowartość po żniwach, gdy była najtańsza. W ten sposób często dług tylko się zapętlał i kolejny przednówek był równie ciężki (albo i cięższy) jak poprzedni.

Alternatywą było głodowanie. "W ten przednówek to już nam wszystkim groziła głodna śmierć" – czytamy we wspomnieniach mieszkańca powiatu łukowskiego z 1933 roku. Gospodarza uratował krewny, który pożyczył mu 1,5 korca żyta. Ten je sprzedał, a za zarobione pieniądze kupił ziemniaki, dzięki którym udało mu się przeżyć do żniw.


"Kopanie buraków", Leon Wyczółkowski, przed 1893 r. Fot. Cyfrowe MNW "Kopanie buraków", Leon Wyczółkowski, przed 1893 r. Fot. Cyfrowe MNW

Inni gospodarze w "Pamiętnikach…" pisali: "Straszny przednówek zaglądnął już bardzo wcześnie do mojej chaty. Nie mieliśmy co jeść. Trzeba było pożyczyć kartofle i zboże, aby przeżyć do żniw", "Podatek zapłaci i jeszcze musi na przednówku kupić jeść, bo mu braknie", albo "Musiałem jeszcze kupować na przednówek, bo swojego nie wystarczyło".

Średniozamożny gospodarz z Małopolski pisał: "We wsi mojej dużo ludzi na przednówku głód cierpiało. Do mnie to cięgiem przychodzili, by choć parę litrów zboża czy ziemniaków pożyczył. Pożyczałem, dokąd starczyło. Przychodziły i dzieci głodne, to tych musiało się pożywić".

O najbardziej zdesperowanych, rodzicach głodujących dzieci, pisał bardzo obrazowo gospodarz z powiatu radomszczańskiego:

"Minionej wiosny, kiedy już słońce zaczęło pożerać wilgotność pól, na dworskich ziemniaczyskach ukazali się ludzie i poczęli zbierać zmarznięte i przegniłe ziemniaki, leżące na roli, wypłókane [sic] przez śniegi i deszcze, by potem zanieść je do domu i po zdjęciu wierzchniej skorupy, piec krochmalowe placki na kominie, aby zasycić głód umierających dzieci".


Śpiąca wieśniaczka. Aut. J. Kordysz, Podole, ok. 1860 r. Fot. Cyfrowe MNW Śpiąca wieśniaczka. Aut. J. Kordysz, Podole, ok. 1860 r. Fot. Cyfrowe MNW

Co jedzono na przednówku?

Jakość wyżywienia w tym okresie (jak i przez cały rok) zależała od poziomu zamożności gospodarzy. Podstawowy składnik diety polskiego chłopa został tu już kilkukrotnie wymieniony. Chodzi oczywiście o ziemniaki. Choć wieś produkowała żywność (od zbóż, warzyw, owoców, przez nabiał, po mięso), rolnicy sprzedawali te produkty, by zapłacić podatki, spłacić długi i kredyty oraz móc kupić sól, naftę, zapałki czy odzież.

"Wiosną przychodzi się często niedojadać, gdzie jaka kura trzymać, która niesie jajka i te jajka zbieramy, ni jednego jajka nie przyjdzie się skosztować i musimy sprzedawać" - pisał gospodarz z okolic Wołkowyska.

Poza ziemniakami podawanymi pod różną postacią raczono się również chlebem, choć często różnił się on od naszego wyobrażenia o dawnym, prawdziwym wiejskim chlebie. Popularne w XIX wieku kalendarze ludowe zamieszczały przepisy na chleb z pędów perzu z odrobiną mąki. Zwłaszcza na przednówku sięgano też po różne "wypełniacze", typu sproszkowane żołędzie, mielona korę, opiłki drzewne, igliwie, ziemniaki i ich obierki, plewy czy chwasty, takie jak lebioda.

Gdy przychodziła wiosna, dietę chłopów uzupełniały dzikorosnące rośliny, takie jak szczaw, pokrzywa czy właśnie wspomniana lebioda. Jadano je z ziemniakami lub sporządzano z nich zupy, do których dodawano kaszę i groch. Jedzono również m.in. kapustę czy kiszone ogórki. Żywność reglamentowano, często jadano dwa, a niekiedy jeden posiłek dziennie. Można było też nieco oszukać głód, kładąc się spać jak najwcześniej i wstając jak najpóźniej.


Chłopiec białoruski pilnujący wozu rodziców. Targ w Nieświeżu, maj 1934 r. Fot. NAC Chłopiec białoruski pilnujący wozu rodziców. Targ w Nieświeżu, maj 1934 r. Fot. NAC

"Jakiż to obraz nędzy musi tam być"

Oczywiście w najgorszej sytuacji były biedne i wielodzietne rodziny. "Biedniejsi na przednówku mało kiedy chleb piekli, a dużo było takich co na Wielkanoc ostatni raz ze starego upiekli chleba i trzeba było czekać aż do nowego" – wspominał swoje dzieciństwo urodzony w 1899 roku chłop z Podkarpacia.

"Na przednówku, kiedy już twardnieje żyto, są u nas modne tzw. życiaki. Jest to rodzaj kaszy sporządzonej z poprzetrącanych w żarnach ziarn żyta, którą się praży w garnku i później biedota ją zajada z maślanką lub mlekiem" – czytamy u cytowanego już gospodarza z radomszczańskiego.

Inaczej żywili się zamożniejsi gospodarze. Jeden z nich, pisał w "Pamiętnikach…", że w jego okolicy mieszkają ludzie, którzy na przednówku "całemi tygodniami jedli bez soli, więc można sobie wyobrazić, jakiż to obraz nędzy musi być tam, gdzie już soli nie ma za co kupić". Zaznaczył, że sam nie doświadczył takiej biedy, by jeść dania bez soli, "ale nieokraszone to już wiele razy".


Miejscowość Goszcza, marzec 1938 r. Fot. NAC Miejscowość Goszcza, marzec 1938 r. Fot. NAC

"Na samo wspomnienie aż ciarki przechodzą"

Głód głodem, ale pracować trzeba było. O trudnych wiosennych miesiącach w okresie odradzania się niepodległej Polski pisała żona gospodarza spod Warszawy:

"Nikt sobie wprost nie wyobrazi jaki to ciężki był przednówek. Jadła się tylko raz na dzień i to z postem, a pracować trzeba było ponad siły, trzeba było obrobić swoje, a jeszcze i coś zarobić u ludzi, bo przecież nie było czem zasadzić, ani zasiać pola. Trzeba było na to wszystko zarobić, a także coś na życie i na jakikolwiek przyodziewek".

Po przejściu armii bolszewickiej w 1920 roku wiele gospodarstw zostało doszczętnie zniszczonych. "Nadeszła znów ciężka zima głodna i chłodna, a potem jeszcze cięższa wiosna i przednówek. Na samo wspomnienie aż ciarki przechodzą, co człowiek musiał przecierpieć i napracować się, żeby obsiać i obsadzić znów jako-tako pole i nie umrzeć z głodu" – pisała gospodyni.

Cytowany wcześniej gospodarz, który za pożyczone żyto kupił ziemniaki, wspominał dorywczy zarobek wiosną przy stawianiu piwnicy. Praca szła ciężko, bo człowiek "siły nie ma po kartoflach". Inny został wezwany do budowy drogi gminnej: "Praca odbywała się podczas przednówku, kiedy w domu nie było ani kruszyny chleba, a i ziemniaków w wielu domach nie stało". Dodawał, że w czasie letnich zbiorów "naród osłabiony niezmiernie, tak że kosiarze podczas minionych żniw mdleli przy pracy we dworze".

Jak widać, przymieranie głodem i nieustanna walka o przetrwanie mieszkańców wsi nie wiążę się jedynie z dawnymi wiekami i pańszczyzną. Tego wielu naszych przodków doświadczyło jeszcze kilkadziesiąt lat temu. 

Źródła: Polskie Radio/th

Pamiętniki chłopów, 1935;

A. Chwalba, W. Harpula, Cham i pan. A nam, prostym, zewsząd nędza?, 2022;

M. Kuchta, Kuchnia chłopska w okresie XX-lecia międzywojennego w świetle wspomnień chłopów (Peasants cuisine in ‘20s and ‘30s of 20th century in diaries), "Officina Historiae", nr 7 (2024).

Polecane

Wróć do strony głównej