Tykająca bomba w Zatoce Gdańskiej. W Bałtyku uwalnia się trucizna

Na dnie Morza Bałtyckiego czai się toksyczna bomba z opóźnionym zapłonem - ogromne ilości amunicji z czasów II wojny światowej, która z biegiem lat ulega korozji. To nie wszystko. Szczególnie niepokojąca sytuacja dotyczy Zatoki Gdańskiej, gdzie zagrożeniem jest wrak niemieckiego tankowca pełnego paliwa.

2026-03-30, 08:35

Tykająca bomba w Zatoce Gdańskiej. W Bałtyku uwalnia się trucizna
Wrak na dnie Bałtyku. Foto: AFP/OCEAN RECYCLING, AFP PHOTO/GEOMAR
Czytaj także:

Korozja uwalnia toksyny z pocisków

Naukowcy alarmują, że słona woda przyspiesza rozpad metalowej obudowy rakiet, pocisków artyleryjskich i bomb. W efekcie do środowiska morskiego stopniowo uwalniane są niebezpieczne substancje, w tym trotyl i inne związki wybuchowe. 

Aby lepiej oszacować skalę zagrożenia, w marcu z Kilonii - której zatoka należy do najbardziej zanieczyszczonych niewybuchami obszarów - wyruszył statek badawczy. Na jego pokładzie znajduje się międzynarodowy zespół: dwunastu naukowców z Niemiec, Polski i Litwy oraz 11-osobowa załoga. 

Przez trzy tygodnie jednostka "Alkor", obsługiwana przez ośrodek badań oceanograficznych GEOMAR, prowadzi szczegółowe badania dna morskiego. Trasa rejsu obejmuje miejsca, gdzie zidentyfikowano wraki - m.in. kuter torpedowy, niszczyciel, trałowiec i okręt podwodny - na podstawie archiwalnych dokumentów wojskowych.

Widok bomby głębinowej znajdującej się na dnie Morza Bałtyckiego (Źródło: AFP PHOTO/GEOMAR) Widok bomby głębinowej znajdującej się na dnie Morza Bałtyckiego (Źródło: AFP PHOTO/GEOMAR)

Jak podkreśla kierujący ekspedycją naukowiec Aaron Beck, jednym z kluczowych celów projektu jest opracowanie skutecznych metod oczyszczania morza. - Chodzi o to, co możemy zrobić, aby zapobiec skażeniu - zaznacza.

Miliony ton amunicji na dnie Bałtyku 

Szacuje się, że wzdłuż niemieckiego wybrzeża zalega około 1,6 miliona ton amunicji. Największe nagromadzenie znajduje się w rejonie Kilonii i Lubeki, co czyni te obszary jednymi z najbardziej skażonych na świecie. 

Zdjęcie udostępnione 23 marca przez centrum badań oceanograficznych GEOMAR w Kilonii przedstawia amunicję na dnie morskim, zarejestrowaną za pomocą sonaru (Źródło: AFP/GEOMAR) Zdjęcie udostępnione 23 marca przez centrum badań oceanograficznych GEOMAR w Kilonii przedstawia amunicję na dnie morskim, zarejestrowaną za pomocą sonaru (Źródło: AFP PHOTO/GEOMAR)

Większość materiałów wybuchowych została tam zrzucona po 1945 roku przez aliantów, którzy w pośpiechu chcieli pozbyć się pozostałości nazistowskiego arsenału. Dziś, niemal 80 lat później, skutki tej decyzji zaczynają być coraz bardziej widoczne. 

Badania pokazują, że ślady rakotwórczych substancji pochodzących z amunicji są już obecne w skorupiakach i innych organizmach morskich w całym regionie. Bałtyk, jako morze płytkie i słabo połączone z oceanem, sprzyja kumulacji zanieczyszczeń. Ograniczona wymiana wód sprawia, że toksyny pozostają w ekosystemie przez długi czas.

Rakotwórcze substancje w rybach

Podczas badań naukowcy wykorzystują podwodne roboty do dokumentowania dna oraz specjalne sondy do pobierania próbek osadów i wody. W eksperymentach stosują także małże, które pozwalają określić poziom akumulacji zanieczyszczeń w organizmach żywych.

Eksperci uspokajają jednak, że obecne stężenia nie stanowią bezpośredniego zagrożenia dla ludzi. Jak wyjaśnia Beck, aby przyjąć niebezpieczną dawkę związków wybuchowych, człowiek musiałby przez ponad rok codziennie spożywać około siedmiu kilogramów ryb. 

Znacznie poważniejszym problemem może okazać się jednak paliwo zalegające we wrakach. - Na niektórych okrętach znajduje się około 10 ton amunicji, ale nawet 200 ton paliwa. To ono stanowi największe zagrożenie - podkreśla naukowiec.

Niemiecki tankowiec na dnie Zatoki Gdańskiej

Jednym z najbardziej niebezpiecznych wraków jest "Franken" - niemiecki tankowiec storpedowany 8 kwietnia 1945 roku przez wojska radzieckie. Jednostka spoczywa dziś u wybrzeży Gdańska i wciąż zawiera znaczne ilości paliwa.

W lipcu 2020 roku ówczesny minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk, odpowiadając na interpelację poselską, podkreślił konieczność podjęcia niezwłocznych działań w celu ograniczenia zagrożeń wynikających z chemikaliów zalegających na dnie Morza Bałtyckiego.

Jak wskazano, już w 2018 roku specjalny zespół powołany przez Urząd Morski w Gdyni, badający zagrożenie związane z wrakiem tankowca, uznał, że jednostka oddała paliwo jeszcze przed zatopieniem i nie była zaopatrzona w ilości wskazywane w raportach. To właśnie na tych dokumentach opierała się Najwyższa Izba Kontroli podczas swojej kontroli, po której wezwano do usunięcia wraku.

Decyzja o usunięciu wraku ostatecznie nie zapadła. Urząd Morski w Gdyni przeznaczy natomiast 150 mln zł z KPO na zbadanie obszarów pod kątem rozpoznania i neutralizacji materiałów niebezpiecznych zalegających na dnie Bałtyku. Działania obejmą także miejsce, gdzie znajduje się wrak tankowca.

"Franken" stwarza również dylemat prawny: kto zapłaci za pompowanie tego paliwa z niemieckiego statku zatopionego przez Sowietów, który obecnie spoczywa na polskich wodach?

Czytaj także:

Źródła: PolskieRadio24.pl/AFP

Polecane

Wróć do strony głównej