Więzienie za malowanie jaj. Niewielu Europejczyków pamięta o tym zakazie
"Farbowanie jaj (wielkanocnych) oraz wprowadzanie do obrotu takich jaj zostaje do odwołania zakazane" - takie obwieszczenia zawisły w 1915 roku w austriackich miastach. Nie tylko tam wprowadzono takie przepisy. Dlaczego wielkanocna tradycja była wtedy źle widziana przez władze?
2026-04-04, 08:05
Żywność jako broń
"Jedzenie wygra wojnę" - hasło amerykańskiej Agencji Żywności kierowanej przez Herberta Hoovera - miało zarówno jasną, jak i ciemną stronę. W 1917 roku ówczesny prezydent USA Woodrow Wilson powierzył Hooverowi (który 12 lat później sam został prezydentem) misję organizacji pomocy żywnościowej dla sojuszniczych krajów w zniszczonej Wielką Wojną Europie.
Pomocą objęto m.in. Wielką Brytanię, w której w ciągu trzech lat wojny produkty spożywcze zdrożały średnio o 130 procent, ponieważ system racjonowania żywności nie nadążał za niedoborami podaży.
Plakat propagandowy amerykańskiej Agencji Żywności z hasłem "Jedzenie wygra wojnę". Fot. Wikimedia/domena publiczna Ale slogan Hoovera stał się równocześnie podstawą wojennej doktryny gospodarczej aliantów, polegającej na odcięciu państw Ententy od dostaw jedzenia. Blokada morska uniemożliwiła Niemcom i Austro-Węgrom import żywności i pasz z rynków zamorskich. Kryzys pogłębiły kolejne skutki wojny: brak rąk do pracy, rekwizycje koni, niszczenie infrastruktury i paraliż transportu, a także inflacja napędzona finansowaniem działań militarnych.
Katastrofy dopełniła pogoda. Zimne wiosny i mokre lata w 1916 i 1917 roku w Europie oznaczały m.in. słabe zbiory zbóż i masowe gnicie ziemniaków. Rezultaty były opłakane. Wielokrotnie wzrosły ceny wielu płodów rolnych i innych produktów (często o 500 procent, czasem nawet o 900 lub więcej procent).
"Jedzenie to amunicja - nie marnuj go". Plakat propagandowy amerykańskiej Agencji Żywności. Fot. Wikimedia/domena publiczna Wydział Obrotu Jajami
W związku z podwyżkami drastycznie podrożały pasze, a to przełożyło się na sytuację w hodowlach. Wielu hodowców było zmuszonych wybić zwierzęta, których nie mogli wykarmić, co w krótkim czasie doprowadziło do podwyższenia cen mięsa i innych produktów odzwierzęcych. Tragedia nie ominęła oczywiście drobiu. A konsekwencją zmniejszenia populacji kur musiały być niedobory jajek.
Według danych przedstawionych w kwietniu 1918 roku w publikacji amerykańskiego Departamentu Pracy, najtrudniejsza sytuacja była w Niemczech. Przykładowo w Lipsku między sierpniem 1914 roku a sierpniem 1917 roku ceny jaj wzrosły o 357 procent.
W mieście tym średnio tygodniowo przypadało zaledwie pół jajka na mieszkańca. Lipszczanie i tak mieli lepiej od Berlińczyków czy Wrocławian, którzy mogli średnio liczyć na ćwiartkę jajka w tygodniu. Wobec tego mieszkańcy m.in. Bremy, Hanoweru czy Monachium musieli dziękować Bogu, mogąc pozwolić sobie na całe jajo raz na tydzień.
Żołnierze kanadyjscy podczas posiłku w latach Wielkiej Wojny. Fot. Wikimedia/domena publiczna W obliczu kryzysu w państwach europejskich powstawały urzędy do spraw żywności, którym nierzadko przyznawano wyłączność na handel i dystrybucję produktów spożywczych. Gdy na Węgrzech w okresie od lipca 1914 roku do czerwca 1917 roku jajka podrożały o 200 procent (w tym samym czasie w Wielkiej Brytanii o 95 procent), Węgrzy w celu uregulowania dostaw powołali Wydział Obrotu Jajami i podlegającą mu Spółkę Handlu Jajami. Była ona jedynym legalnym hurtowym nabywcą jajek.
Władze, monopolizując handel, walczyły równocześnie ze spekulantami, których aktywność napędzała podwyżki. Aby ukrócić spekulację, we wrześniu 1917 roku Urząd ds. Rynku w Wiedniu ustalił maksymalną cenę jaj (inną dla jaj galicyjskich i inną dla węgierskich). Austriacki aparat państwowy szybko zresztą zaczął wykazywać się nadgorliwością, ścigając każdego, komu udało się zdobyć żywność poza oficjalnym obiegiem.
W październiku 1917 roku autor wiedeńskiego "Die Zeit" krytykował rząd za "rozporządzenie dotyczące torby podróżnej": "większe i mniejsze torby należące do podróżnych sprawdzane są, z niespotykanym brakiem taktu, nie tylko w Wiedniu, lecz także podczas podróży, a niewielkie ilości żywności, jak na przykład 10 jajek lub butelka mleka, są konfiskowane".
Niemiecka pocztówka przedstawiająca kuchnię polową podczas I wojny światowej. Fot. Wikimedia/domena publiczna Odsiadka za pisanki
Skoro produkty żywnościowe, w tym jajka, stały się z dnia na dzień tak cenne, zaczęto pilnować, by nic się nie marnowało. Podczas gdy agencja Hoovera uprzejmie zachęcała sytych obywateli USA do obchodzenia m.in. "dni bezmięsnych" i "dni bezpszennych", w głodnej Europie Środkowej musiano wprowadzać surowe zakazy dotyczące "nieprzepisowego" korzystania z jedzenia.
W Niemczech i w Szwajcarii nie wolno było karmić drobiu i bydła zbożem, które choć trochę nadawało się do zmielenia na mąkę. Zwierzęta nie miały również prawa pić mleka (prócz cieląt). Niemcy zabronili wykorzystywania ziemniaków do produkcji alkoholu (chyba że dla wojska), a w Austrii zakazano domowego warzenia piwa.
Plakat propagandowy amerykańskiej Agencji Żywności z hasłem "Jedzenie wygra wojnę" oraz propozycją "dni bezmięsnych" itp. Fot. Wikimedia/domena publiczna Państwowa administracja, wychodząc z założenia, że nie ma nic ważniejszego od oszczędności, szukała ich, gdzie się da. Nie wahała się nawet narazić na gniew społeczny i cenzurować powszechnie lubianych tradycji, jeśli mogły one skutkować marnotrawstwem. To rozumowanie stało właśnie za wprowadzonymi na terenie Austro-Węgier zakazami barwienia wielkanocnych jaj.
Tuż przed Wielkanocą 1916 roku premier Węgier István Tisza podpisał dekret, który zabraniał obywatelom tego kraju malowania jajek. Za naruszenie tego przepisu groziła grzywna w wysokości do 600 koron lub nawet dwumiesięczne więzienie. Dekret obowiązywał także rok później, o czym wiosną 1917 roku strapionym ludziom przypominały gazety.
Pocztówka wielkanocna z okresu międzywojennego. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe "Do odwołania zakazane"
Z pewnością wzorem dla Węgier było prawo wprowadzone w kwietniu 1915 roku na terenie Austrii. Rozlepiono wówczas po miastach obwieszczenie o treści:
"Na podstawie cesarskiego rozporządzenia z dnia 20 kwietnia 1854 r., Dz. u. p. nr 96, farbowanie jaj (wielkanocnych) oraz wprowadzanie do obrotu takich jaj zostaje do odwołania zakazane (...). Naruszenia zakazu będą karane (...) grzywną porządkową w wysokości od 2 do 200 koron lub aresztem od 6 godzin do 14 dni".
Pocztówka wielkanocna z 1915 roku. Fot. Polona/domena publiczna Zakaz malowania jaj obowiązywał wówczas m.in. w Krakowie, który jako miasto w Galicji pod austriackim zaborem musiał respektować cesarskie prawo. Ponieważ jednak Kraków w 1918 roku wrócił do odzyskującej niepodległość Polski, przepis dotyczący jajek nie został uchylony, choć z pewnością o nim zapomniano.
Odkryto to dopiero przed Wielkanocą 2008 roku. Wówczas na drodze półżartobliwego "Reskryptu w sprawie barwienia jaj wielkanocnych" ówczesny prezydent Krakowa Jacek Majchrowski oficjalnie zniósł cesarski zakaz. Więzienie za malowanie jajek nikomu już pod Wawelem nie grozi.
Źródło: Polskie Radio/Michał Czyżewski