Ultimatum Trumpa dla NATO. Sojusz trzęsie się w posadach?
Donald Trump zagroził wstrzymaniem dostaw broni dla Ukrainy, jeśli europejskie kraje nie zgodzą się na udział w odblokowaniu cieśniny Ormuz. Mimo postawionego ultimatum, prezydent USA nazywa to "koalicją chętnych" - informują osoby poinformowane o przebiegu rozmów.
2026-04-01, 21:38
Trump chciał wywrzeć presję
Cieśnina Ormuz pozostaje zamknięta dla większości krajów od czasu izraelsko-amerykańskiego ataku na Iran. Tym wąskim szlakiem morskim przepływa jedna piąta światowych transportów ropy naftowej. Czyni to z niego istotne narzędzie ekonomicznej presji w rękach Teheranu.
Nie jest tajemnicą, że blokada cieśniny jest solą w oku prezydenta Trumpa i jego administracji, ponieważ powoduje skok cen paliw na całym świecie. W zeszłym miesiącu amerykański przywódca zażądał, aby NATO wzięło udział w udrożnieniu szlaku.
Jego apele spotkały się jednak z odmową Europy. Kraje należące do Sojuszu Północnoatlantyckiego w większości stwierdziły, że ich zaangażowanie w odblokowanie cieśniny Ormuz jest niemożliwe, dopóki trwa konflikt. Inne oświadczyły wprost, że to "nie ich wojna".
Jak nie prośbą, to groźbą
Skoro Donald Trump nie mógł osiągnąć swojego celu apelami, postanowił zastosować groźbę. Ta dotyczyła wstrzymania dostaw broni na potrzeby NATO-wskiej inicjatywy mającej zapewnić Ukrainie niezbędne zaopatrzenie - relacjonowały osoby zaznajomione z rozmowami, cytowane przez dziennik "Financial Times".
W odpowiedzi kilka kluczowych państw Sojuszu - Niemcy, Francja i Wielka Brytania - na prośbę sekretarza generalnego NATO Marka Ruttego wydało pospieszne oświadczenie, w którym zadeklarowały chęć pomocy. "Wyrażamy gotowość do wniesienia wkładu w odpowiednie działania mające na celu zapewnienie bezpiecznego przejścia przez Cieśninę Ormuz" - czytamy.
- To Rutte nalegał na wspólne oświadczenie, ponieważ Trump groził wycofaniem się ze wsparcia dla Ukrainy - powiedział dziennikowi jeden z urzędników zaznajomionych w rozmowach. - Oświadczenie zostało następnie szybko sporządzone, a później dołączyły do niego inne państwa, ponieważ nie było wystarczająco dużo czasu, aby zaprosić wszystkich do natychmiastowego podpisania - tłumaczył.
Trump "dość histeryczny" ws. reakcji NATO
Zresztą dwa dni poprzedzające wydanie oświadczenia miały być dla szefa NATO wyjątkowo intensywne. W tym czasie wielokrotnie rozmawiał z Donaldem Trumpem i sekretarzem stanu Marco Rubio. Później Rutte rozmawiał z przedstawicielami europejskich krajów. Tam miał przekazać, że prezydent USA zachowywał się "dość histerycznie" w związku z odmową Europy, dotyczącą odblokowania cieśniny.
Zastępczyni rzeczniczki prasowej Białego Domu Anna Kelly przekazała wówczas stanowisko prezydenta USA. Miał on być głęboko rozczarowany postawą NATO i innych krajów sojuszniczych. Podkreślał przy tym, że "Stany Zjednoczone to zapamiętają".
- Jesteśmy tam, gdzie NATO potrzebuje ochrony przed Rosją. Ale oni nie są tam, gdzie my potrzebujemy pomocy. To absurdalne - ocenił Trump podczas zeszłotygodniowego posiedzenia jego gabinetu. Agencji Reutera powiedział natomiast, że w środę wieczorem zamierza wygłosić orędzie i poinformować Amerykanów, że rozważa wystąpienie z Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Sojusz zagrożony?
Takie stwierdzenia ze strony najważniejszego ogniwa NATO to zdecydowanie niebezpieczny kierunek. Mark Rutte pytany o komentarz w tej sprawie starał się zachować powściągliwość. - Jestem przekonany, że sojusznicy, jak zawsze, zrobią wszystko, co w ich mocy, aby wspierać nasze wspólne interesy - wskazał.
Mimo napiętej sytuacji nie wydaje się, aby kierunek NATO był tym, czego oczekuje Donald Trump. 35 krajów, które podpisało się pod przytoczonym oświadczeniem, ma się spotkać jeszcze w tym tygodniu. Omawiany będzie udział Sojuszu w otwarciu Cieśniny Ormuz, jednak dopiero po zakończeniu wojny z Iranem.
Co z uzbrojeniem dla Ukrainy?
Kolejnym skutkiem ubocznym konfliktu na Bliskim Wschodzie jest uszczuplenie puli zasobów, które mogą zostać przekazane walczącej z Rosją Ukrainie. Jest to spowodowane m.in. wzrostem popytu na pociski używane w wyrzutniach Patriot. Takimi dysponują bardzo bogate kraje Zatoki Perskiej, które obecnie muszą bronić się przed codziennymi atakami Iranu.
Marco Rubio zapewnił, że jak dotąd Stany Zjednoczone nie zmieniły swoich planów dostaw uzbrojenia na potrzeby Ukrainy w związku z wojną na Bliskim Wschodzie. - Nic nie zostało jeszcze przekierowane - podkreślił.
Nie zaprzeczył jednak, że wkrótce USA mogą użyć tych zasobów np. do uzupełnienia swoich zapasów, które są cały czas wykorzystywane przeciwko Iranowi. - Jeśli będziemy potrzebować czegoś dla Ameryki i będzie to amerykańskie, to najpierw zachowamy to dla Ameryki - nadmienił sekretarz stanu USA.
- Koniec spokoju na Grenlandii? Pentagon stawia sprawę jasno
- Trump ujawnia: Iran chce zawieszenia broni. Jest jeden warunek
- Trump ogłasza koniec wojny? "2-3 tygodnie i wychodzimy z Iranu"
Źródło: Polskie Radio/"Financial Times"/egz