Nikt nie spodziewał się tej wygranej. 50 lat temu polscy hokeiści zszokowali ZSRR

To był pierwszy i jedyny raz w historii. W środę mija 50 lat o chwili wiekopomnego i sensacyjnego meczu, w którym polscy hokeiści zmierzyli się z ZSRR. „Wyszliśmy na lód, licząc na najmniejszy wymiar kary” - mówił po latach Andrzej Zabawa, jeden z bohaterów największej niespodzianki w dziejach naszego hokeja.

2026-04-08, 08:58

Nikt nie spodziewał się tej wygranej. 50 lat temu polscy hokeiści zszokowali ZSRR
W 1976 roku Polska sensacyjnie pokonała ZSRR. Foto: PAP/Kazimierz Seko
Czytaj także:

Polacy zmierzyli się z maszyną. "Zmiatali każdego"

Do 1976 potyczki Polaków z jednym z odwiecznych rywali nie dawały podstaw do optymizmu. Przegraliśmy wszystkie z 25 spotkań, a w historii tej rywalizacji nie brakowało wyników, po których nasza drużyna miała problemy, by się pozbierać. Cztery poprzednie starcia przed mistrzostwami świata w Katowicach zakończyły się wysokimi porażkami - ekipa ZSRR rozbiła Polaków kolejno 0:17, 2:13, 1:15. Na początku 1976 roku przegraliśmy 1:16.

Na papierze Biało-Czerwoni nie mieli więc najmniejszych szans. Rywale byli jedną z najlepszych drużyn na świecie, prawdziwym postrachem dla innych zespołów, którzy na wielkie turnieje jechał jak po swoje. Do meczu przystępowali jako mistrzowie świata i mistrzowie olimpijscy.

- Reprezentacja ZSRR to była w tamtych czasach maszyna. Zmiatała po kolei każdego, kto się nawinął. Myślę, że pierwsi w nasze zwycięstwo uwierzyli kibice... Czechosłowacji w połowie drugiej tercji. Przyjechało ich do Katowic dużo, kupili bilety na cały dzień i wielu zostało na naszym spotkaniu - opowiadał Andrzej Tkacz, bramkarz naszej reprezentacji. Po raz kolejny potwierdziło się, jak nieprzewidywalny potrafi być sport.

Szczęście w nieszczęściu

Bardzo niewiele brakowało, by późniejszy bohater meczu w Katowicach w ogóle nie wystąpił w tym spotkaniu. I to wcale nie z powodu względów zdrowotnych czy sportowych. Tkacz przyjechał dzień przed meczem do hotelu, przed którym doszło do kuriozalnej sytuacji.

Zawodnik poinformował kilku agentów Służby Bezpieczeństwa, że jest członkiem zespołu i chce wejść do budynku. Ci jednak nie uwierzyli mu, doszło do sprzeczki, a zawodnik został potraktowany gazem łzawiącym, zakuty w kajdanki i zmierzał do aresztu. Miał jednak szczęście w nieszczęściu.

- Uratował mnie jakiś major. Przechodził obok i mnie poznał. Potem nawet przepraszali, ale oczy były całe czerwone i piekły. Coś tam jednak widziałem, broniąc strzały Ruskich - wspominał Tkacz tę sytuację w TVP Sport.

Źródło: CAF Źródło: CAF

Cud na lodzie

W meczu Polaków prowadził były hokeista Józef Kurek, który objął zespół w 1975 roku. Trudno było mu jednak wyrzucić z pamięci występ z igrzysk w Austrii i bolesną klęskę. Podobnie było w przypadku wielu zawodników, którzy nie spodziewali się tego, że są w stanie zaskoczyć faworyzowanych rywali.

- To 1:16 było moją największą porażką w karierze. Przed spotkaniem w Spodku trener prosił nas, byśmy jak najdłużej utrzymali bezbramkowy remis. Nikt nie mówił o strzelaniu goli Rosjanom. To wydawało się niemożliwe - wspominał jeden z naszych hokeistów na łamach "Przeglądu Sportowego".

Biało-Czerwoni mieli wytrzymać napór przeciwników. W ich wypowiedziach pojawiały się też zdania, że myśleli o tym, by uniknąć kompromitacji i po prostu starać się zagrać jak najlepsze spotkanie. Ekipa ZSRR podeszła też do spotkania tak, jakby wygrała je jeszcze przed rozpoczęciem.

- Do bramki wszedł rezerwowy Aleksander Sidelnikow, zamiast słynnego Władysława Tretiaka. To lekceważenie srogo się na nich zemściło, bo zmiennik gwiazdy nie tylko radzieckiego, ale i światowego hokeja puścił cztery gole. Dopiero wtedy na lód wyjechał Tretiak. Po pierwszej tercji było 2:0 dla Polski, po drugiej 5:2. Najlepiej pamiętam decydującego gola, strzelonego pod koniec trzeciej tercji, na około półtorej minuty przed końcem. Uderzyłem z klepki, będąc dwa metry od niebieskiej linii. Zauważyłem, że obrońca stał na linii strzału, zasłaniał Tretiakowi i tak go pokonałem. Było 6:3. Wtedy uwierzyliśmy, że ten mecz możemy wygrać, choć Rosjanie jeszcze na 15 sekund przed końcową syreną strzelili na 6:4 - wspominał Wiesław Jobczyk, który zdobył trzy gole w tym meczu.

„6:4, ale dla Polski. Sensacja, jakiej nie było" - wielkimi literami, na pierwszej stronie "Przeglądu Sportowego", obwieszczono ten sukces.

Posłuchaj

Sprawozdawcą tego meczu był w Polskim Radiu Andrzej Zydorowicz (IAR) 0:41
+
Dodaj do playlisty

 Wygrana bitwa, przegrana wojna

Całą Polska oszalała ze szczęścia. Jednak niespodziewane zwycięstwo nie było na rękę komunistycznym władzom, które obawiały się politycznego rewanżu ze strony Moskwy.

- Wygrana Polski nad Związkiem Radzieckim była nieco przytuszowana. Pewnie po meczu ktoś gdzieś mógł mieć z tego powodu problemy, ale przed meczem nie słyszeliśmy, że nie możemy wygrać tego spotkania” - wspominał Jobczyk. planetofhockey.com.

Było to jednak pyrrusowe zwycięstwo, bo Polacy spadli z grupy A. Już w kolejnym meczu Czechosłowacja, której Biało-Czerwoni utorowali drogę do mistrzostwa świata, rozgromiła ich 12:0. Gospodarze znaleźli się w gronie zespołów zagrożonych spadkiem, z Finlandią i RFN. Dramatyczna przegrana z RFN 1:2 - przeciwnicy zdobyli decydującego gola 21 sekund przed końcem - spowodowała, że Polska, obok NRD, opuściła hokejową elitę.

- To była wygrana bitwa, a przegrana wojna. Była ambicja, chęć utrzymania się, co było sztuką, bo w elicie występowało przecież tylko osiem drużyn. Po meczu z ZSRR wierzyliśmy się, że to się uda, wywalczyliśmy przecież najwięcej punktów w historii naszych występów w grupie A, a zabrakło... 21 sekund - skomentował Tkacz.

Źródło: PolskieRadio24.pl/PAP/ps

Polecane

Wróć do strony głównej