Rewolucja w szpitalach? Rząd chce wprowadzić limity na pensje personelu
- W niektórych szpitalach nawet 106 proc. budżetu jest przeznaczone na wynagrodzenia, co jest skrajnie trudną sytuacją - oświadczyła ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda. Jak zapowiedziała, resort planuje określić limit dla szpitali.
2026-05-08, 11:51
Trudna sytuacja w szpitalach. Resort zdrowia planuje ograniczenia
Ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda o pensjach dla personelu szpitali mówiła w piątek w "Jeden na jeden" w TVN24. - Trwają rozmowy na temat tego, jaki procent w budżecie szpitali powinien być przeznaczony na wynagrodzenia lekarzy. Wiemy, że w niektórych szpitalach nawet 106 proc. budżetu jest przeznaczone na wynagrodzenia, co jest skrajnie trudną sytuacją dla podmiotu - powiedziała.
Jak przekazała, obecnie "zbierane są dane". - Przymierzamy się do tego, żeby określić procentową granicę budżetów szpitali, które są zakontraktowane w Narodowym Funduszu Zdrowia, bo mówimy tutaj o sytuacjach gospodarowania środkami publicznymi, żeby taką granicę postawić - mówiła.
Sobierańska-Grenda oceniła, że gdyby było to 60-70 proc. budżetu to "szpitale by sobie z tym poradziły". Szefowa resortu zaznaczyła, że mowa nie tylko o pensjach lekarskich, ale wszystkich osób, które pracują w szpitalach. - Chciałabym, żebyśmy pamiętali, że w szpitalu pracuje personel i lekarski, i pielęgniarki, opiekunowie medyczni, administracja. To naprawdę są duże przedsiębiorstwa - podkreśliła.
"Moim priorytetem jest uporządkowanie obszaru diagnostyki"
W rozmowie ministra zdrowia odniosła się także do zmian w finansowaniu diagnostyki i doniesień o przekładaniu badań o rok. - Jest miesiąc od wprowadzonych zmian. Pracujemy nad tym, żeby system uporządkować. Natomiast mnie zaskakuje to, że w niektórych regionach tak mało jest zakładanych kart DiLO (Karta Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego, tzw. zielona karta - red.). Mam nadzieję, że zachęcimy podmioty stuprocentowym płaceniem za pacjentów, którzy są diagnozowani w ramach jednak karty DiLO - mówiła.
Prowadząca zwróciła uwagę, że są także pacjenci, którzy potrzebują badań, a nie mają raka. - Jeżeli jest podejrzenie, to lekarz doskonale wie, że może założyć kartę DiLO. Natomiast myślę, że dzisiaj te wprowadzone zmiany przede wszystkim mają wprowadzić korytarze życia dla pacjentów właśnie z podejrzeniem onkologicznym, dla tych pacjentów, którzy tego potrzebują najbardziej - odpowiedziała Sobierańska-Grenda.
- Rozumiem, że każda wprowadzona zmiana może budzić emocje i kontrowersje. Ja się wsłuchuję we wszystkie te głosy. To nie jest tak, że to, co jest wprowadzone, nie będzie modyfikowane. Rozsądny i racjonalny regulator NFZ ma prawo analizować, zmieniać. Moim priorytetem jest uporządkowanie obszaru diagnostyki - zaznaczyła.
Nowe zasady finansowania diagnostyki
Przypomnijmy, NFZ od 1 kwietnia płaci 60 proc. za gastroskopię i kolonoskopię, a 50 proc. za rezonans magnetyczny i tomografię komputerową wykonane ponad limit określony w kontrakcie. Przed zmianą badania te były finansowane w 100 procentach. Zmiana, czyli wprowadzenie tzw. stawek degresywnych, ma przynieść w 2026 r. 625 mln zł oszczędności.
Środowisko lekarzy apelowało, że redukcja nakładów na diagnostykę przyczyni się do niebezpiecznych opóźnień w rozpoznawaniu chorób.
Pod koniec marca Naczelna Izba Lekarska ostrzegła, że kilkanaście przychodni, poradni, ambulatoryjnych zakładów endoskopii i diagnostyki obrazowej zgłosiło, że wprowadzenie stawki degresywnej spowoduje, że ich kontrakty wkrótce się wyczerpią.
- Meteorolodzy ostrzegają przed burzami. W tych regionach będzie groźnie
- Podejrzenie hantawirusa u Holenderki. Jest komunikat WHO
Źródło: TVN24/PAP/aw