Wyprawa na Dhaulagiri

Góra Dhaulagiri liczy 8167 metrów – to siódmy pod względem wysokości szczyt świata. Chciał go zdobyć Marcin Miotk, który jako pierwszy Polak zdobył Mount Everest bez użycia tlenu. Jednak zrezygnował i udowodnił, że nadal można wierzyć w drugiego człowieka.

2013-05-17, 13:00

Wyprawa na Dhaulagiri
Dhaulagiri. Foto: flickr/don_macauley

Posłuchaj

Marcin Miotk, Rafał Rostkowski i Marek Wawrzynowski w audycji Tomasza Zimocha
+
Dodaj do playlisty

Marcin Miotk Dhaulagiri nie zdobył, powodem tego były problemy zdrowotne jego partnera. Ze względu na jego stan, zdecydował zrezygnować z wyprawy i wrócić do Polski.

Marcin
Marcin Miotk, Tomasz Zimoch, Rafał Rostkowski i Marek Wawrzynowski, foto: PR24/MM

- Na początku kwietnia dotarliśmy  pod górę, zaczęliśmy zakładać kolejne już obozy, zabezpieczyliśmy linami trudniejsze miejsca. Pogoda nie dopisywała, ponieważ wiały huraganowe wiatry. Na początku maja, podczas jednego z wyjść z moim kolegą, doszliśmy z bazy do drugiego obozu  mijając obóz pierwszy. Odpoczęliśmy i zamierzaliśmy następnego dnia ruszyć do góry w stronę szczytu. Okazało się, że mojego partnera wspinaczkowego dopadła słabość, opadł z sił, miał lekkie bóle głowy. Było to dla mnie zaskakujące, ponieważ  poprzedniego dnia czuł się dobrze. Takie nagłe osłabienie bardzo mnie wystraszyło. Była to pierwsza wyprawa kolegi na ośmiotysięcznik, ten pierwszy raz mógł spowodować jakąś chorobę wysokościową. Zeszliśmy niżej, żeby mógł trochę odsapnąć i zobaczyć co się z nim dzieje – wspominał w PR24 Marcin Miotk.

Miotk mimo świetnej formy, nie zdecydował pozostać w Himalajach. Ze względu na koletgę postanowił wrócić do kraju. W stolicy Nepalu Kathmandu napisał: „ ...wspinasz się miesiąc z partnerem na wyprawie, partner słabnie, czuje ze jest mocno osłabiony i ze musi kończyć wyprawę bo tylko zejście w dół może przywrócić mu siły. Co robisz? Mówisz mu: radź sobie sam? Czy chowasz ambicje szczytowe i pomagasz mu zejść bezpiecznie do cywilizacji i wrócić do Polski? Pytanie na miarę naszych czasów...”

- Ostatnio mamy do czynienia z pędem na kolekcjonowanie szczytów, w środowisku himalajskim zatracono gdzieś wiarę w troskę o partnera. Tak jak kiedyś powiedział słynny włoski wspinacz, celem jest człowiek, a nie góra.  Z jednej strony była to trudna decyzja, bo czułem się na siłach, żeby wejść na ten szczyt, ale z drugiej strony moją ambicją nie jest zdobycie korony Himalajów, nie mam też presji ze strony sponsorów. Zdobyłem  już na kilka ośmiotysięczników i nie jest to dzisiaj mój najważniejszy cel w życiu. Wydaje mi się, że gdzieś w tym pędzie tracimy z oczu człowieka. Sportowcy powinni dawać przykład, że wcale nie musi tak być – powiedział Gość PR24.

Czy w XXI wieku, błąd sędziego nadal jest wkalkulowany w piłkę nożną?

- Sędziowie piłkarscy mylili się, mylą i będą się mylić. Im mecze szybsze i trudniejsze, tym ryzyko popełnienia błędu jest większe. Dopóki sędziowie nie dostaną odpowiedniego wsparcia, takie sytuacje będą się zdarzały – powiedział w PR24 Rafał Rostkowski, czołowy sędzia piłkarski.

„Wielki Widzew” to opowieść o najlepszej - zdaniem autora Marka Wawrzynowskiego - klubowej drużynie piłkarskiej w Polsce. Zakończono właśnie druk książki o legendarnym łódzkim klubie, zespole z charakterem w którym grał m.in. Zbigniew Boniek.

- Widzew to drużyna kontrowersyjna i zarazem drużyna wielkich osobowości, a do tej pory nie było o niej książki. „Wielki Widzew” to pierwsza taka historia drużyny od A do Z.  – opowiadał w PR24 Marek Wawrzynowski.

PR24/RB/TK

Polecane

Wróć do strony głównej