Krzysztof Włodarczyk: Czakijew czuł się zbyt pewnie. Nie docenił mnie

Krzysztof "Diablo" Włodarczyk po powrocie do kraju podkreślił, że był pewien, iż walka z Rosjaninem Rachimem Czakijewem nie skończy się na punkty. Polski bokser po raz piąty obronił w Moskwie tytuł mistrza świata federacji WBC w wadze junior ciężkiej.

2013-06-22, 23:44

Krzysztof Włodarczyk: Czakijew czuł się zbyt pewnie. Nie docenił mnie
Krzysztof "Diablo" Włodarczyk po przylocie na lotnisko Chopina w Warszawie. Foto: PAP/ Grzegorz Jakubowski

"Mieliśmy tak twarde rękawice, że jeden albo drugi musiał zostać znokautowany. W pewnym sensie to była loteria. Gdybym nie trzymał rąk w górze, to dostałbym jakiś cios i mógłbym odpłynąć. Ale on za bardzo czuł się mocny i nie docenił mnie" - analizował Włodarczyk, który w sobotni wieczór wylądował na lotnisku Okęcie. W piątek wygrał w stolicy Rosji przez techniczny nokaut w ósmej rundzie.
Jego zdaniem rywal popełnił duży błąd, ruszając na początku mocno do ataku i nie rozkładając odpowiednio sił w walce, którą zakontraktowano na 12 rund.
31-letni bokser wraz ze swym sztabem wielokrotnie oglądał pojedynki Czakijewa i wiedział, że ze strony przeciwnika może spodziewać się takiej taktyki.
"To zawodnik, który bardzo dynamicznie zaczyna. Trzeba naprawdę uważać na niego w początkowych rundach, a później realizować założony plan. Choć nawet kiedy był zmęczony, to jego ciosy były odczuwalne. To nie tak, że on głaskał czy rzucał rękami, tylko naprawdę bił" - podkreślił.
Włodarczyk w trzeciej odsłonie wylądował na deskach, a w szóstej niewiele zabrakło, aby ponownie znalazł się na macie. Mimo to, jak zapewnił, ani przez moment nie zwątpił w zwycięstwo.
"W ogóle innego scenariusza nie zakładałem. Jestem zawodnikiem, który do ostatniej sekundy finałowej rundy widzi swoją szansę, nokautuje wówczas i wygrywa" - zadeklarował.
Według niego błędem dwa lata młodszego Rosjanina było także przywiązywanie zbyt małej wagi do wyprowadzanych przez Polaka ciosów lewą ręką.
"Nie boksowałem nią może tak często jak trzeba. On bardziej skoncentrował się na prawej ręce, a lewą zlekceważył i ta go pokarała" - ocenił.
"Diablo" przyznał, że piątkowa walka była prawdopodobnie najtrudniejszym z pojedynków, które stoczył w obronie pasa WBC.
"Choć bardzo niewygodnym rywalem był też Portorykańczyk Francisco Palacios (Włodarczyk wygrał z nim w 2011 roku niejednogłośnie na punkty). Bił bardzo mocno trzeba było na niego uważać" - wspominał.
Urodzony w Warszawie sportowiec, który w najbliższym czasie zamierza wybrać się na zagraniczne wakacje, nie wykluczył ponownego spotkania na ringu z Czakijewem.
"Czemu nie? Chciałbym jednak wcześniej stoczyć walkę w obronie pasa, a potem mogę znów z nim boksować. Nie ma problemu" - zapewnił.
Efektem piątkowego starcia - oprócz zatrzymania pasa - był także m.in. rozbity łuk brwiowy. Jak powiedział, nie przejmuje się takimi sprawami.
"Można powiedzieć, że w tym sporcie takie pamiątki to sama przyjemność. Zastosuję jakieś maści i za półtora do dwóch tygodni nie powinno być już śladu" - dodał.
Sukces Włodarczyka docenił premier Donald Tusk, który przed południem rozmawiał telefonicznie z 31-letnim zawodnikiem i pogratulował mu zwycięstwa.

ah

Polecane

REKLAMA

Wróć do strony głównej