Kampania Stanowskiego. "Gdyby decydował internet, to kończyłaby się kadencja Korwina-Mikkego"

- Krzysztof Stanowski raczej zapłaci polityczną cenę, niż zdobędzie biznesowe zyski. Podmioty publiczne i politycy różnych opcji inaczej zaczną go postrzegać, niż miało to miejsce przed kampanią wyborczą - mówił w Polskim Radiu 24 politolog prof. Rafał Chwedoruk. Gościem był również publicysta Marcin Piasecki.   

2025-04-05, 15:40

Kampania Stanowskiego. "Gdyby decydował internet, to kończyłaby się kadencja Korwina-Mikkego"
Stanowski zgłosił w PKW swoją kandydaturę na prezydenta. Foto: PAP/Leszek Szymański

W piątek minął termin, w którym kandydaci na prezydenta mogli składać podpisy w Polskiej Komisji Wyborczej. Do grona osób, które dokonały tej formalności, dołączył dziennikarz Krzysztof Stanowski. "Równo cztery miliony, zajęło mi to cztery dni. Pobiliśmy rekord, żaden kandydat nawet się nie zbliżył do takiej liczby - poinformował. Podkreślił też, że powodzenie misji w zbieraniu podpisów to przede wszystkim zasługa Internetu. 

  • Gośćmi Kamila Szewczyka w audycji Polskiego Radia 24 "Gra o Pałac" w sobotę (5.04) o godz. 11.06 byli politolog prof. Rafał Chwedoruk i publicysta Marcin Piasecki ("Rzeczpospolita").

Marcin Piasecki przyznał, że ma problem z kampanią Stanowskiego. - 4 mln podpisów robi wrażenie, ale nie ma odzwierciedlenia w sondażach. Eksperci od odbioru Internetu twierdzą, że zadziałał jego Kanał Zero. Chodzi o wyczucie i wpływ na internetową publiczność. Nie jest to więc kandydat niepoważany. Jednak z drugiej strony, to co mówi, plasuje go jako happenera. Wygląda na to, że jego poparcie w wyborach będzie śladowe. Uzyska za to swoje cele w postaci jeszcze większej rozpoznawalności i popularności - stwierdził publicysta. 

Posłuchaj

Prof. Rafał Chwedoruk i Marcin Piasecki gośćmi Kamila Szewczyka (Gra o pałac) 48:43
+
Dodaj do playlisty

Cena. Koniec politycznej popkultury 

Sukcesu Stanowskiemu nie wróży politolog prof. Rafał Chwedoruk. - Gdyby Internet miał  samoistnie o czymś decydować, to dziś kończyłaby się dziś druga kadencja prezydenta Janusza Korwina-Mikkego. Jednak rzeczywistość jest bardziej złożona. Stanowski miał poważne ambicje polityczne. W dobie globalizacji, w różnych częściach świata zgłasza je wielu biznesmenów. W sytuacji, gdy sondaże przed rozpoczęciem kampanii nie odzwierciedlały popularności internetowej, w przełożeniu na wymiar polityczny, to została ona przeistoczona w happening. Wyraźnie wzorowano się przy tym na francuskim komiku Coluchu, który na chwilę zaistniał w sondażach, by wycofać się przed wyborami prezydenckimi we Francji w 1981 roku. W przypadku Stanowskiego wszystko wymknęło się spod kontroli. Raczej zapłaci polityczną cenę, niż zdobędzie biznesowe zyski. Podmioty publiczne i politycy różnych opcji inaczej zaczną go postrzegać, niż miało to miejsce wcześniej. Słaby wynik Szymona Hołowni i Stanowskiego będzie oznaczać dojrzałość i stabilizację systemu partyjnego. To będzie symboliczny koniec politycznej popkultury w Polsce - podsumował politolog.    

Sondaże przedwyborcze dają Stanowskiemu maksymalnie 2 proc. poparcia. 

REKLAMA

Źródło: Polskie Radio 24/jt

Polecane

REKLAMA

Wróć do strony głównej