Stan Polskich Sił Zbrojnych
Podczas uroczystej defilady z okazji święta Wojska Polskiego armia dumnie prezentuje swoich żołnierzy, a przede wszystkim pojazdy i samoloty bojowe. Sprzęt robi wrażenie na widzach, ale nieuchronne jest pytanie o kondycję Polskich Sił Zbrojnych.
2014-08-15, 10:24
Posłuchaj
Wśród sprzętu, jaki można podziwiać podczas wojskowej defilady, znalazły się między innymi wozy opancerzone Rosomak, czołgi Leopard, armatohaubica Dana, myśliwce F-16 i MIG-29, samoloty transportowe Herkules i CASA. W sumie 120 sztuk sprzętu, który w przypadku konfliktu zbrojnego ma zadecydować o bezpieczeństwie Polski.
– Armia ma okazję pokazać to, co jest w niej najnowocześniejsze i nie jest widoczne na co dzień dla zwykłych obywateli, którzy ze swoich podatków utrzymują wojsko. Wbrew głosom mówiącym o zbyt dużej rozrzutności na zbrojenia w kontekście obecnej sytuacji budżetowej wydaje mi się, że jest to dobre – mówił w PR24 Andrzej Walentek, publicysta i specjalista tematyki wojskowej.
Zadyszka polskiej zbrojeniówki
Produkcja w polskim przemyśle zbrojeniowym od lat znajduje się w stagnacji. Powstają nowe konstrukcje całkowicie krajowej produkcji, jak choćby wóz opancerzony Rosomak, ale Polskie Siły Zbrojne wciąż bardzo chętnie zakupują sprzęt za granicą. Dopiero w ostatnich latach zwrócono uwagę na problemy polskiej zbrojeniówki i podjęto kroki w sprawie jej rozwoju.
– Zadyszka polskiej zbrojeniówki trwa od zakończenia PRL-u, kiedy przemysł ten był bardzo silnie rozbudowany. Po upadku komunizmu wiele zakładów zostało zlikwidowanych, ponieważ nie tylko załamały się stosunki gospodarcze w ramach Układu Warszawskiego, lecz także polska armia nie potrzebowała tak dużych ilości sprzętu. Zabrakło jasnej polityki jeśli chodzi o rozwój i zmiany w przemyśle zbrojeniowym. Łatwiej było kupować sprzęt zagraniczny niż myśleć o rozwijaniu własnego potencjału – wyjaśniał Gość PR24.
Wojskowi a politycy
O zakupie sprzętu wojskowego decydują politycy i często ich decyzje są rozbieżne z wizją wojskowych. Wprost przeciw takiej sytuacji zaprotestował w roku 2009 generał Waldemar Skrzypczak, który wskazał, że uwagi wojskowych mających doświadczenie na polu walki nie są brane pod uwagę podczas zakupu wyposażenia dla armii.
– Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, do czego zakupiony sprzęt finalnie ma służyć. Wśród wojskowych, a już najczęściej wśród polityków zdarza się, że podejmują oni istotne decyzje, które wiele kosztują, ale są podejmowane na zasadzie niejasnych sympatii decydentów – ocenił Andrzej Walentek.
PR24/GM