Polska – Ukraina: trudne relacje
Obserwując sytuację na Ukrainie i zaangażowanie polskiej strony można odnieść wrażenie, że obywateli obu państw łączy braterska więź. Jednak wspólna historia Polski i Ukrainy częściej obfitowała w krwawe zbrodnie podszyte obustronną nienawiścią.
2013-12-09, 13:30
Posłuchaj
Sąsiedztwo Polski i Ukrainy jest bardzo skomplikowane. Rzeź wołyńska, akcja „Wisła”, podziały terytorialne stanowią jedynie wybrane epizody, które ochładzały stosunki na linii Warszawa-Kijów. W ostatnich latach sytuacja uległa zupełnemu odwróceniu. Deklarowane są przyjaźń i współpraca, o czym świadczą choćby Pomarańczowa Rewolucja, Euro 2012 i trwające obecnie protesty antyrządowe na Ukrainie.
- Uczestnictwo polskich polityków w ukraińskich wydarzeniach ma dwie płaszczyzny. Pierwsza to chęć pokazania się przedstawicieli różnych opcji politycznych w Polsce. Przychodzi teraz moment, że manifestacja ludzi chcących przystąpienia do Unii Europejskiej przeradza się w zgromadzenie antyrządowe, które występuje także przeciw prezydentowi. Nasi politycy zrozumieli wtedy, że trzeba się wycofać z Kijowa i zacząć pracę na rzecz Ukrainy w innych stolicach Europy – mówił w PR24 doktor Mariusz Edgaro Wyższa Szkoła Cła i Logistyki.
Bardzo mocne słowa odnośnie polskiego zaangażowania w wewnętrzne sprawy Ukrainy padły w rosyjskiej prasie. „Polacy to Europejczycy trzeciej kategorii”, „Jarosław Kaczyński pełzał po Majdanie” – to tylko wybrane nagłówki rosyjskich dzienników. Najpoważniejszy zarzut dotyczy tego, że pod płaszczykiem Unii Europejskiej Polska realizuje swoje interesy narodowe na Ukrainie.
- Bardzo dobrze, że społeczeństwo Ukrainy zobaczyło polskich polityków i jednoznaczne wsparcie ze strony różnych opcji dla sprawy ukraińskiej. Jednak polscy politycy powinni wycofać się już z Kijowa. Wizyta byłego szefa Parlamentu Europejskiego profesora Jerzego Buzka powinna wystarczyć jako dowód, że dążenia Ukraińców są wspierane w Europie. Natomiast nie powinniśmy już rozgrywać sprawy ukraińskiej na polskim gruncie i wykorzystywać jej do rozgrywek politycznych w zbliżających się wyborach – oceniał Gość PR24.
PR24/Grzegorz Maj