more_horiz

Eksperci: wiele czynników wpływa dziś na wartość złotego, inwestorzy uciekają, gdy tylko poczują zagrożenie

Ostatnia aktualizacja: 16.11.2022 10:00
To co dzieje się ze złotych jest procesem skomplikowanym. Nasza waluta nie osłabła, mimo że stopy procentowe pozostały na tym samym poziomie. Znacznie natomiast straciła wczoraj po informacji o możliwym zagrożeniu Polski atakiem ze strony Rosji. Gdy okazało się, że tak prawdopodobnie nie było, natychmiast zaczęła się umacniać. Pokazuje to jak silnie wojna za wschodnią granicą, wpływa na złotego i zachowania inwestorów - mówili goście audycji "Rządy Pieniądza": Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego i Piotr Bartkiewicz ekonomista Pekao SA.
zdjęcie ilustracyjne.
zdjęcie ilustracyjne.Foto: SukanPhoto/Shutterstock.com

- W efekcie wydarzenia z wczorajszego wieczora zagraniczni inwestorzy uciekali od złotego. To pokazuje jak nerwowo rynki zagraniczne reagują na sytuację wojenną za naszą granicą. Powstało zagrożenie, że być może mamy do czynienia z atakiem Rosji na Polskę, a w zasadzie na NATO, a to groziło dużą eskalacją obecnego konfliktu zbrojnego. Dlatego inwestorzy zaczęli mocno wycofywać się ze złotego i kierować do walut zawsze postrzeganych jako bezpieczne czyli dolara amerykańskiego czy franka szwajcarskiego. Na szczęście informacje nie są już chyba tak złe jak były wczoraj, wygląda na to, że ataku jednak nie doszło i dziś od rana obserwujemy powrót wartości złotego -  analizowała Monika Kurtek.

Podkreśliła, że generalnie złoty podlega wielu czynnikom globalnym. To zarówno wojna na Ukrainie, jak i decyzje banków centralnych jak amerykański FED czy EBC.

Odnosząc się do nie podwyższenia stóp procentowych przez RPP co powinno skutkować osłabieniem złotego, ale tak się nie stało, ekonomistka Banku Pocztowego zauważyła, że wiąże się to także z przewidywaniami, że FED nie będzie już tak restrykcyjnie podwyższał stóp procentowych. To poprawiło nastroje globalne i w efekcie wsparło złotego.

Polacy teraz nie spanikowali

- Gdyby Polacy uciekali do walut to złoty by się osłabił. Widzieliśmy to na początku marca tego roku, gdy dolar dotarł do Poziomu 5 zł, co było w dużej mierze napędzane  właśnie przez ucieczkę Polaków do dewiz. Czy powinno się tak robić to indywidualna decyzja każdego. Gdyby to były moje pieniądze, to bym wziął pod uwagę to, żeby zdywersyfikować oszczędności. I niekoniecznie  chodzi na waluty, ale np. o zainteresowanie instrumentami finansowymi - mówił Piotr Bartkiewicz.

Zaznaczył jednak, że jeśli jest to osoba, która dysponuje kilkudziesięcioma tysiącami oszczędności z całego życia to raczej nie powinna "grać na rynku walutowym".  Stwierdził, że "dla osób bez doświadczenia, wiedzy nie kończy się to dobrze, chyba że ktoś ma korzyści psychologiczne z tego, że część środków ma zgromadzone w dewizach".

Jak oceniać dane GUS?

Goście "Rządów Pieniądza" odnieśli się też do wczorajszych danych GUS o inflacji za październik, która ostatecznie wyniosła 17,9 proc. Towary zdrożały rok do roku o 19,5 proc., zaś usługi o 13 proc. Najbardziej wzrosły ceny opału, bo o 147 proc., zaś żywności o 22 proc., przy czym tylko w ciągu ostatniego miesiąca o 2,7 proc.

- Inflacja w najbliższych miesiącach będzie pięła się w górę. W listopadzie możemy przekroczyć 18 proc., a rok zakończymy na poziomie ok. 18,5 proc. Kluczowa jest żywność, bo do kilku miesięcy jej ceny rosną szybciej od oczekiwań analityków i powyżej trendów sezonowych z lat poprzednich - powiedziała Monika Kurtek.

Ekonomistka stwierdziła, że gdyby inflacja na koniec pierwszego kwartału 2023 r. wzrosła do 25-26 proc. to zakłada jako możliwy scenariusz także listopadowa projekcja NBP, dla przeciętnego konsumenta byłaby ona wyższa a przy żywności ocierała się realnie o 30 proc.

Inflacja bez "tarczy" będzie większa?

W opinii Piotra Bartkiewicza wpływ na inflację na początku przyszłego roku będzie miało odwołanie tarczy antyinflacyjnej.

- Gdy przewidywaliśmy, że będzie ona obowiązywała w całym przyszłym roku to szczyt inflacji wypadał na poziomie ok. 21 proc. w lutym. Odwołanie połowy tarczy to ok. 1,5 pkt. proc. co daje inflację ok. 22,5 proc. Musimy podejść z pokorą i ostrożnością do oceny gdzie ten szczyt ostatecznie będzie – mówił Piotr Bartkiewicz.

Według niego 26 proc. inflacji jest możliwe i „"est to poziom narysowany w wachlarzu opracowany przez NBP w ostatniej projekcji". Ale jak stwierdził ekonomista stałoby się to "przy dalszym przekładaniu przez przedsiębiorców  rosnących kosztów na ceny końcowe, odwołaniu tarczy i jeszcze jakimś pechu".

 

 

Audycję prowadziła Anna Grabowska, zapraszamy do jej wysłuchania.


Posłuchaj
23:13 Monika Kurtek z Banku Pocztowego i Piotr Bartkiewicz z banku Pekao SA komentują kursy walut w relacji do złotego ( "Rządy Pieniądza" Anna Grabowska PR Monika Kurtek z Banku Pocztowego i Piotr Bartkiewicz z banku Pekao SA komentują kursy walut w relacji do złotego ( "Rządy Pieniądza" Anna Grabowska PR24)

 

PR24/Anna Grabowska/sw




 

Zobacz także

Zobacz także