more_horiz
Gospodarka

Rząd przyjął projekt nowelizacji tzw. ustawy wiatrakowej. Teraz o ich budowie będą decydowały samorządy

Ostatnia aktualizacja: 05.07.2022 18:45
Po uchwaleniu tej ustawy przez Sejm decyzja o możliwości lokalizowania nowych lądowych elektrowni wiatrowych będzie należała do mieszkańców okolicznych terenów – poinformowała Kancelaria Prezesa Rady Ministrów.  
Dzięki nowelizacji ustawy wiatrakowej jest szansa, ze zaczniemy znowu budować farmy wiatrowe na lądzie a nie tylko morzu.
Dzięki nowelizacji ustawy wiatrakowej jest szansa, ze zaczniemy znowu budować farmy wiatrowe na lądzie a nie tylko morzu. Foto: Shaiith/Shutterstock

Rząd przyjął projekt ustawy o zmianie ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych oraz niektórych innych ustaw, przedłożony przez  ministra ochrony środowiska. Nowelizacja przewiduje, że nowe elektrownie wiatrowe będą mogły być lokowana wyłącznie na podstawie Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego.

"Rząd chce wzmocnić stanowisko lokalnych społeczności dotyczące rozwoju energetyki wiatrowej. Decyzja o możliwości lokalizowania nowych inwestycji w zakresie lądowych elektrowni wiatrowych oraz odblokowanie możliwości rozwoju budownictwa mieszkalnego w sąsiedztwie tych elektrowni będzie zależała od mieszkańców okolicznych terenów” – podano we wtorkowym komunikacie KPRM.

O czym będzie mógł decydować samorząd

W komunikacie KPRM stwierdzono, że nowe przepisy gwarantują mieszkańcom, którzy zdecydują się uwolnić lokalizację okolicznych terenów pod zabudowę nowej infrastruktury wiatrowej, maksymalizację bezpieczeństwa eksploatacji tej infrastruktury. Ponadto, inwestorzy będą musieli ograniczyć oddziaływanie elektrowni na środowisko poprzez wykorzystanie najnowszych technologii.

W komunikacie przypomniano, że utrzymana zostanie podstawowa zasada lokalizowania nowej elektrowni wiatrowej, zgodnie z którą obiekt taki może powstać wyłącznie na podstawie Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego.

Stały choć zmienny limit odległości

Jednak zgodnie z nowymi przepisami, plan zagospodarowania przestrzennego będzie mógł określać inną – niż wyznaczoną przez regułę 10H (tj. 10-krotność całkowitej wysokości projektowanej elektrowni wiatrowej) – odległość elektrowni wiatrowej od budynku mieszkalnego, jednak z zachowaniem bezwzględnej odległości minimalnej wynoszącej 500 metrów.


Posłuchaj
05:10 Szymon Kowalski wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej mówi o nowelizacji ustawy 10H przyjetej przez rząd ( "Ekspres Gospodarczy" Szymon Kowalski wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej mówi o nowelizacji ustawy 10H przyjetej przez rząd ( "Ekspres Gospodarczy" Błażej Prośniewski PR1)

 

"Podstawą dla określania odległości elektrowni wiatrowej od zabudowań mieszkalnych będą m.in. wyniki przeprowadzonej strategicznej oceny oddziaływania na środowisko (SOOŚ), wykonywanej w ramach MPZP. W SOOŚ analizuje się m.in. wpływ emisji hałasu na otoczenie i zdrowie mieszkańców” – stwierdzono w komunikacie.

Dodano w nim także, że minimalna bezwzględna odległość bezpieczeństwa będzie dotyczyć lokalizowania nowych budynków mieszkalnych w odniesieniu do istniejącej lub planowanej elektrowni wiatrowej. Utrzymany zostanie zakaz lokalizacji elektrowni wiatrowych na obszarach parków narodowych, rezerwatów przyrody, parków krajobrazowych i obszarów Natura 2000. Obowiązek zachowania odległości pozostawiono w przypadku parków narodowych (10H) i rezerwatów przyrody (500 metrów).

Jak powstał limit 10H

Wprowadzona ustawą o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych z 2016 r. tzw. zasada 10H wprowadziła zakaz wznoszenia turbin wiatrowych w mniejszej odległości od zabudowań i pewnych form ochrony przyrody - parków narodowych, rezerwatów, parków krajobrazowych, obszarów Natura 2000 oraz leśnych kompleksów promocyjnych. Zakaz działa w dwie strony, ponieważ zakazane jest również wznoszenie budynków mieszkalnych w odległości mniejszej niż 10H od istniejących turbin wiatrowych.

Czytaj także:

10H jest zdefiniowane jako 10-krotność całkowitej wysokości wiatraka do najwyższego punktu osiąganego przez obracające się łopaty.


PR24.pl/PAP/PKJ/PR1/Błażej Prośniewski