Polacy coraz dłużej na chorobowym. Przeciętne zwolnienie to już 11 dni
W 2025 roku Polacy byli nieobecni w pracy przez 290,5 mln dni - o pół miliona więcej niż rok wcześniej. Łącznie do ZUS trafiło 27,5 mln zwolnień, a więc ponad jedno na każdego pracującego w Polsce.
2026-04-28, 09:01
Najważniejsze informacje w skrócie:
- Pracownicy coraz częściej zmuszeni są do korzystania z pomocy medycznej z powodu zaburzeń psychicznych i ogólnego przeciążenia organizmu
- Rynek pracy zmaga się z paradoksem: tysiące chorych osób pracują z obawy przed utratą części pensji, podczas gdy plaga "lewych" zwolnień na przedłużenie weekendu wciąż przybiera na sile
- Najmłodsi, przerażeni sztuczną inteligencją, wykonują obowiązki mimo wyraźnej infekcji, podczas gdy starsze roczniki, mające dużo większy dystans do korporacyjnej rzeczywistości, kurują się w domach bez wyrzutów sumienia
ZUS podał, że w 2025 roku statystyczny ubezpieczony, który otrzymał od lekarza zaświadczenie o czasowej niezdolności do pracy, przebywał na zwolnieniu średnio przez 11 dni. Analizując średnioterminowe trendy, widać wyraźne spiętrzenie problemu – chociaż w stosunku do 2024 roku skumulowana liczba dni nieobecności wzrosła nieznacznie, bo o 0,2%, to w zestawieniu z rokiem 2021 luka na rynku pracy powiększyła się aż o 8 milionów dni.
Lekarze wystawiają też dużą liczbę tak zwanych krótkich absencji, opiewających na maksymalnie pięć dni, których w minionym roku było 9,8 miliona, z czego 1,8 miliona stanowiły zwolnienia zaledwie jednodniowe.
Za lawinowo rosnącymi statystykami stoją konkretne jednostki chorobowe. Polscy pracownicy najczęściej zmagają się z dolegliwościami układu mięśniowo-szkieletowego oraz tkanki łącznej, które wygenerowały łącznie 42,4 mln dni absencji. Tuż za nimi plasują się schorzenia, które jeszcze kilka lat temu stanowiły tabu – zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania, odpowiadające za 34,1 mln dni poza pracą. Ten konkretny wskaźnik jest pokłosiem pogarszającej się równowagi między życiem zawodowym a prywatnym, toksycznych relacji w firmach oraz nadmiernego nakładania obowiązków na pojedynczych zatrudnionych.
Kolejne miejsca w zestawieniu przyczyn zajmują choroby układu oddechowego (32,9 mln dni), urazy i zatrucia (31,7 mln dni) oraz dolegliwości związane z ciążą i porodem (31,6 mln dni). Na margines statystyk zeszły już powikłania po COVID-19, które odpowiadały za zaledwie 1,2 mln dni nieobecności.
Choć liczby wskazują na masowe wyludnianie się biur z powodów zdrowotnych, eksperci rynku pracy zwracają uwagę na zjawisko tak zwanego prezenteizmu. Zależnie od prowadzonych badań, od niemal 38% do nawet 69% Polaków przyznaje, że woli zalogować się z domu lub fizycznie przyjść do zakładu pracy z infekcją, niż pójść do przychodni.
Powodem jest chłodna, finansowa kalkulacja, ponieważ przejście na oficjalne L4 skutkuje natychmiastowym obcięciem wynagrodzenia o 20% za objęte zwolnieniem dni, a pracownicy dodatkowo obawiają się utraty premii i nawarstwienia zaległości.
🧠 Czy to już wypalenie?
⚡ Objawy z ciała
🗨️ Zmiany nastroju
☁️ Blokady umysłu
Wyłącz powiadomienia i całkowicie odetnij się od pracy na pełny weekend. Jeśli po tym czasie twoja niechęć do poniedziałku nie jest "zwykłym brakiem chęci", lecz fizycznym lękiem i paraliżem – to nie jest zmęczenie. To sygnał od twojego układu nerwowego, że zasoby adaptacyjne się wyczerpały.
To moment na konsultację u psychiatry lub psychologa.
Na przeciwległym biegunie tej patologii leży kwestia zorganizowanego wyłudzania świadczeń. Aż co piąty zatrudniony otwarcie deklaruje w ankietach pobieranie "lewego" zwolnienia lekarskiego, a wyrywkowe audyty przeprowadzane przez wyspecjalizowane firmy wykazują, że nawet ponad 30% kontrolowanych zaświadczeń to nadużycia. Ten mechanizm służy najczęściej omijaniu systemu urlopowego – tak zwane zwolnienia weekendowe w poniedziałki i piątki dają szansę na dłuższy wypoczynek, spokojne przeprowadzenie domowego remontu czy po prostu dorobienie na boku u innej firmy.
Zrozumienie tych zjawisk ułatwia spojrzenie na rynek przez pryzmat wieku pracowników. Wbrew obiegowym opiniom o roszczeniowym podejściu do kariery, to właśnie najmłodsze Pokolenie Z odczuwa największy przymus pracy podczas choroby. Aż 45% osób poniżej 25. roku życia oraz blisko 52% tych przed "trzydziestką" loguje się do systemów z gorączką, co jest podyktowane ogromnym strachem przed zastąpieniem przez sztuczną inteligencję i koniecznością nieustannego udowadniania własnej przydatności.
Jednocześnie ta sama generacja wykazuje się dużą odwagą w dbaniu o sferę mentalną – 27% "Zetek" pobiera zwolnienia w momentach przebodźcowania, traktując zdrowie psychiczne na równi z fizycznym, co często budzi opór i niezrozumienie u starszych kadr.
Z kolei pracownicy powyżej 50. roku życia wykazują najzdrowsze, tradycyjne podejście do systemu ubezpieczeń. W tej grupie wiekowej presję pracy podczas infekcji czuje zaledwie 26% badanych – jeśli czują się źle, po prostu udają się do łóżka, aby się leczyć.
- Tak wygląda budżet singla. Marzec znów namieszał w wydatkach
- Rodzina na cenowej pauzie. Marzec tańszy o jeden bilet autobusowy
- Emeryta stać na więcej. Waloryzacja wygrała z cenami w sklepach
Źródło: ZUS/Michał Tomaszkiewicz