Budżety obywatelskie: chodzi o dobro wspólne
Mija pięć lat od wdrożenia w naszym kraju pierwszych budżetów obywatelskich.
2016-04-04, 10:15
Posłuchaj
Dają one szansę na to, aby mieszkańcy danych miast czy gmin sami zdecydowali na co zostanie przeznaczona część ich podatków, a przez to zostaną zrealizowane nasze potrzeby i rozwiązane problemy, których często nie dostrzegają urzędnicy.
Moda na współdecydowanie
̶ W Polsce zapanowała moda na budżety partycypacyjne - mówi Filip Pazderski, ekspert Instytutu Spraw Publicznych. - Coraz więcej polskich samorządów decyduje się na prowadzenie tego narzędzia. W tym momencie to jest już ponad 100 miast i innych jednostek samorządowych, które się zdecydowały oddać mieszkańcom podjęcie decyzji ws. wycinka budżetu – wyjaśnia rozmówca.
Sytuacje niedopuszczalne
Jednak nie wszystko i nie wszędzie działa tak jak powinno. Zdarzają się bowiem takie sytuacje, że projekt wybrany przez mieszkańców nie jest realizowany.
- To są sytuacje niedopuszczalne. Jest etap, w którym urzędnicy weryfikują pomysły zgłaszane przez mieszkańców. Sprawdzają, czy one się nadają do realizacji, czy należą do kompetencji danej jednostki terytorialnej i czy są one do zrealizowania w danym roku budżetowym. Jeżeli urzędnicy jakiś pomysł zaakceptowali i pozwolili na niego głosować to nie powinno być takich sytuacji, że potem stwierdzają, że się nie da – podkreśla gość radiowej Jedynki.
Dobro wspólne
Inną "zmorą" budżetów obywatelskich w Polsce jest kierowanie się interesem wąskiej grupy mieszkańców, a nie całej społeczności.
- Bywa, że mieszkańcy wybierają projekty, które mają służyć ich interesom. Na przykład doinwestowanie boiska lub pracowni komputerowej w szkole, gdzie uczą się ich dzieci. W budżecie partycypacyjnym chodzi bardziej o dobro wspólne – dodaje.
Pierwszym polskim miastem, w którym pojawił się budżet obywatelski był Sopot. W ślad za nim poszły m.in. Warszawa, Poznań, Elbląg, Wodzisław Śląski oraz gminy: Kęty czy Świebodzin.
Błażej Prośniewski, abo