Decyzję dotyczącą wymiaru kary dla kibiców Legii Warszawa Komisja Ligi podjęła w piątek rano. Trzy mecze zakazu wyjazdowego oznaczają, że Legia będzie grała do końca sezonu bez wsparcia swoich kibiców - nie pojadą oni na spotkania z Pogonią Szczecin i Lechią Gdańsk. Do tego dojdzie też pierwszy wyjazdowy mecz następnego sezonu, który stołeczny zespół rozegra z... Jagiellonią Białystok.
Do incydentu, w wyniku którego środowy mecz Legia - Jagiellonia został przerwany w 77. minucie spotkania, po tym jak kibice odpalili race i świece dymne, które spowodowały gęsty dym, który unosił się nad murawą. Przerwa trwała kilka minut. Sędziujący ten pojedynek Paweł Gil doliczył do spotkania 8 minut.
Źródło: Press Focus/x-news
W samej końcówce dodatkowego czasu gry doszło do dwóch wydarzeń, które spowodowały olbrzymie zamieszanie na boisku. Najpierw arbiter nie podyktował rzutu karnego dla gości, po tym jak Bartosz Bereszyński zahaczył w polu karnym Przemysława Frankowskiego. Chwilę później po sugestiach sędziego bocznego zdecydował się odgwizdać kontrowersyjną "jedenastkę" po tym, jak piłka trafiła w rękę obrońcę Jagiellonii.
Sytuację wykorzystał Orlando Sa, a Legia wygrała 1:0. Emocje po tym spotkaniu sięgnęły zenitu i wywołały lawinę negatywnych komentarzy dotyczących poziomu sędziowania. Jagiellonia może czuć się pokrzywdzona, jest zespołem, który w tym sezonie był najczęściej krzywdzony przez decyzje arbitrów.
Legię czeka wyjątkowo trudna końcówka sezonu. Jeśli warszawski zespół chce obronić tytuł mistrza Polski, musi liczyć na potknięcie Lecha Poznań i wygrywać wszystkie swoje spotkania. W tej chwili tracą do "Kolejorza" jeden punkt. Oba zespoły mają do rozegrania jeszcze cztery mecze, w których nie będzie miejsca na błędy.
ps, PolskieRadio.pl