"Diablo" Włodarczyk o treningach: brnęliśmy w śniegu po pas
Ostatnia aktualizacja:
09.04.2010 16:10
Do Zakopanego przyjeżdża się po wytrzymałość, a treningi w Tatrach to niezwykle ciężka, ale dająca efekty praca - mówi przygotowujący się do walki o tytuł mistrza świata Krzysztof "Diablo" Włodarczyk.
"Po to
przyjechaliśmy do Zakopanego, żeby krwinki buzowały, rosła wytrzymałość i
siła. Treningi w Tatrach to zawsze niezwykle ciężka praca. Ćwiczyliśmy
nawet po trzy i pół godziny. Były też krótsze zajęcia, ale zawsze
trudne, np. wejścia na Kasprowy Wierch w dwie godziny z Kuźnic. Mieliśmy
też z Giewontu przejść granią na Kasprowy, ale było zbyt dużo śniegu i
uznaliśmy, że to niebezpieczne. Proszę mi jednak wierzyć, że
wyznaczyliśmy w zamian inne, równie ciężkie trasy, po których konieczny
był długi odpoczynek. Chcąc się zregenerować nieraz +grzaliśmy podusię+.
Oj, było naprawdę ciężko" - powiedział PAP Krzysztof Włodarczyk.
Według
pięściarza, najtrudniejszą wyprawą był właśnie marszobieg na Kasprowy
Wierch. "Na trasie Kuźnice - Myślenickie Turnie był taki odcinek, że
brnęliśmy w śniegu po pas. W tym roku w ogóle mieliśmy trudne warunki.
Wiatr, śnieżyca, zamieć - jednym słowem masakra" - wyjaśnił.
Przy
takim treningu bokserzy mają specjalną dietę. "Głównie gotowane mięso i
ryby. Mieliśmy fajną szefową kuchni, taką prawdziwą złotą rączkę - co
powiedzieliśmy, to nam przygotowała i było pyszne" - zapewnił
Włodarczyk.
Zapytany o inne formy zakopiańskiego treningu
wymienił m.in. bieganie na stadionie COS.
"Mieliśmy czasówki -
średnio około 3,5 minuty na okrążenie. Trenowaliśmy też na siłowni i w
hali - w parze z Andrzejem Wawrzykiem, choć wiadomo, że nie jest to
Giacobbe Fragomeni, z którym powalczę 15 maja o pas mistrza świata WBC w
wadze junior ciężkiej. Różnią się choćby gabarytami, ale nie myślałem,
że to jest Andrzej i ćwiczyłem elementy swojej walki tak, by weszły w
pamięć, by je potem wykonywać już odruchowo" - przyznał.
"W Łodzi
już po raz drugi spotkam się z Fragomenim, a stawką ponownie będzie
tytuł WBC, należący do rywala. Przed rokiem był remis. Nie omieszkam
wykorzystać najbliższej szansy. Umiejętności mam duże, przygotowania idą
zgodnie z planem. Pozostaje poukładać sobie wszystko w głowie i... do
boju. Siła i szybkość będą moimi atutami" - podkreślił Włodarczyk, który
zdaje sobie sprawę, że Włoch jest niebezpiecznym przeciwnikiem.
"Jest
+nieprzyjemny+. Wiadomo, że jak się na chwilę stanie i przyjmie jego
styl walki, to będzie niedobrze, ale ja zamierzam narzucić mu swój styl.
Są dobre nastroje i dobre fluidy, więc myślę, że do Zakopanego ponownie
przyjedziemy, ale już po to, żeby świętować zwycięstwo".
Walka
Włodarczyka z Fregomenim odbędzie się 15 maja.
dp, PAP