Marcin Gortat gratuluje Prokomowi: wykonali kawał roboty
Ostatnia aktualizacja:
29.03.2010 19:38
Zawodnicy NBA nie interesują się Euroligą. Wolą baseball, amerykański futbol, hokej. Jednym z nielicznych koszykarzy, który śledzi to, co dzieję się na Starym Kontynencie jest Marcin Gortat.
W NBA do decydującej fazy rozgrywek - play off -
pozostały dwa tygodnie. Sezon zasadniczy kończy się 14 kwietnia. Zespół
Orlando, w którym gra Gortat, zajmuje obecnie pozycję lidera w tabeli
Southeast Division. Jest pewien udziału w play off, ale nadal nie
wiadomo, z której pozycji przystąpi do drugiej fazy. W 74 meczach
odniósł 52 zwycięstwa, co daje mu 0,703 procent wygranych i drugą
pozycję na Wschodzie za Cleveland Cavaliers.
PAP: Czy rozgrywki
Euroligi interesują zawodników NBA? W Europie trwa właśnie walka w
ćwierćfinałach; po raz pierwszy w tej fazie jest Asseco Prokom Gdynia.
Marcin
Gortat: Jestem jedynym w zespole Orlando i pewnie jednym z niewielu w
lidze, który wie, co się dzieje w europejskiej koszykówce. Moi koledzy
interesują się wyłącznie baseballem, futbolem, może czasami rozgrywkami
NHL. Wielkie gratulacje dla zawodników Prokomu, dla trenera, dla klubu.
Wykonali kawał fantastycznej roboty i mam nadzieję, że to jest kolejny
krok do tego, żeby popularyzować koszykówkę w naszym kraju.
PAP:
Czy wyjaśnił pan nieporozumienie z nowym trenerem reprezentacji Igorem
Griszczukiem? W Orlando był prezes Polskiego Związku Koszykówki Roman
Ludwiczuk, a mimo to w pana blogu znalazła się informacja, że nikt z
panem o występach w narodowym zespole nie rozmawiał.
MG: Wokół
mojej gry w reprezentacji powstało małe zamieszanie. Trener Griszczuk
trochę niefortunnie się wyraził, mówiąc, że ustalił ze mną szczegóły.
Myślę, że nie było to celowe. Rozmawialiśmy telefonicznie następnego
dnia. Wyjaśniliśmy sobie wszystko. Rozmawialiśmy o wielu ważnych
sprawach, szczegółach. Podtrzymuję deklarację daną prezesowi. Bardzo
chciałbym pomóc w wywalczeniu awansu do finałów mistrzostw Europy. Mój
udział w meczach reprezentacji zależy jednak od wielu rzeczy, nie tylko
ode mnie. Z prezesem Ludwiczukiem mówiliśmy o promocji koszykówki w
Polsce, budowie silniejszej reprezentacji.
PAP: Jako zmiennik
Dwighta Howarda jest pan zależny od jego formy. On ma już 15 fauli
technicznych i kolejny będzie karany odsunięciem od gry. W takiej
sytuacji otwiera się szansa na pierwsze w tym sezonie wyjście w
podstawowej piątce Orlando.
MG: Tak naprawdę nie ma to
znaczenia, bo jeśli będę dobry, będę wychodził na parkiet i nie
potrzebuję do tego faulu Howarda. Kto wie, czy to szesnaste przewinienie
nie zostanie popełnione teraz specjalnie, żeby trenerzy i sam Howard
mieli pewność, że do końca sezonu, w play off może już grać normalnie,
spokojnie, z dużą agresywnością. Czasami biorą mnie diabli, że wchodzę
na boisko najczęściej wtedy, gdy Howard schodzi, ale taka jest moja rola
w Orlando. Muszę zaakceptować to i przywyknąć do niej. Oceniam sytuację
realnie, dlatego postawiłem sobie realny cel - chciałbym być najlepszym
centrem wśród rezerwowych NBA. O niczym innym nie myślę.
PAP:
Jak spędzi pan Święta Wielkiej Nocy w Orlando?
MG: Gdy jestem sam
na Florydzie, święta nie mają takiego wymiaru jak w Polsce. W zeszłym
roku mieliśmy chyba nawet trening, więc tak naprawdę był to normalny
dzień i nawet nie pamiętam, żeby specjalnie była jakaś świąteczna
atmosfera. Podobnie będzie i w tym roku. Wykonam parę telefonów, do
rodziców, znajomych, złożę życzenia, ale na tym chyba się skończy.
Amerykanie nie obchodzą Wielkanocy według jednego wzoru, tradycji tak
jak w Polsce. Każda rodzina świętuje inaczej.
dp, PAP