more_horiz
Wiadomości

Grodzki o "podziękowaniach" dla lekarzy. Internauci: co za pogarda

Ostatnia aktualizacja: 20.01.2020 21:13
- Wdzięczność można wyrazić listem, nie ma potrzeby żadnych kwiatów, bombonierek czy marnej jakości koniaków, nie mówiąc już o pieniądzach, bo to nie wchodzi w rachubę - powiedział na antenie Radia Zet marszałek Senatu Tomasz Grodzki, odnosząc się do tematu "podziękowań" za pracę lekarską. Internauci odpowiedzieli na jego słowa.
Marszałek Senatu prof. Tomasz Grodzki
Marszałek Senatu prof. Tomasz GrodzkiFoto: PAP/Rafał Guz
grodzki pap 1200.jpg
"Mama wyszła z gabinetu. Zakręciła jej się łza w oku". Grodzki o zarzutach: to bzdury

Jego słowa wywołały prawdziwą burzę w internecie. "Jaka pogarda była z jego strony do pacjentów, którzy tej marnej jakości koniaki mu przynosili?", "Ciekawe jakie trunki teraz zamawia Kancelaria Senatu", "Tupet, megalomana Grodzkiego, tupet jak nic", "No to się wyjaśniło - w tych kopertach były listy dziękczynne" - wskazywali internauci na Twitterze.

grodzki 1200 pap.jpg
"Nawet mu powieka nie drgnęła". Kolejny świadek oskarża Grodzkiego o łapówki

Poniżej tylko część przykładowych komentarzy.

Przypomnijmy, że Prokuratura Regionalna w Szczecinie na początku grudnia ub.r. wszczęła śledztwo dotyczące przyjęcia korzyści majątkowej w szpitalu w Szczecinie-Zdunowie w 2009 r. w związku z pełnieniem funkcji publicznej. Prowadzi je wspólnie z Centralnym Biurem Antykorupcyjnym, które do tej pory przesłuchało pięć osób.

Jak informowała prokuratura, po zeznaniach świadków wyodrębniono cztery zdarzenia, co do których prokurator będzie ustalał, czy wyczerpywały znamiona przestępstw o charakterze korupcyjnym.

"Nawet mu powieka nie drgnęła"

W ostatnich dniach pojawiły się kolejne wypowiedzi osób, które przekazywały prof. Grodzkiemu pieniądze.  - Nawet mu powieka nie drgnęła. Wsunął kopertę do szuflady, zamknął i nawet się na mnie specjalnie nie spojrzał - powiedział pan Marek, którego rodzina miała przekazać 7 tys. złotych za operację chorego ojca.

- Byłam przy tym, jak matka weszła do gabinetu ordynatora i dała mu te pieniądze - mówiła z kolei pani Marta ze Szczecina. - Mama kazała mi poczekać na zewnątrz, nie chciała mnie zabrać ze sobą. Zawsze uczyła nas, że łapówek dawać nie wolno. Ale ta sytuacja zmieniła wszystko. Chciała ratować tatę - wspominała.

twitter.com/PAP/pb

Zobacz także

Zobacz także