W środę portal tvp.info opublikował nagranie pokazujące zbieranie podpisów na listach poparcia pod kandydaturą Trzaskowskiego, mimo że jeszcze nie została ogłoszona data wyborów prezydenckich.
Rzecznik rządu: Trzaskowski powinien powiedzieć, czy wie o zbieraniu podpisów
- Nie ulega wątpliwości, że mamy do czynienia z przestępstwem zagrożonym karą więzienia do lat 3, na mocy art. 238 Kodeksu karnego. Ten wyraźnie zabrania tego typu czynności wyborczych w okresie, w którym nie ma zarządzonych wyborów. Kwestie tę reguluje też Kodeks wyborczy na mocy art. 296 i 297, które jasno ustalają, jak wygląda proces rejestrowania kandydata i wcześniej komitetu wyborczego. To jest podstawa prawna i te regulacje zostały pogwałcone przez ludzi pomagających Trzaskowskiemu - powiedział dr Artur Wróblewski.
"Trzaskowski musiał wiedzieć"
Zapytany, czy Rafał Trzaskowski mógł być świadomy, że podpisy już są zbierane, stwierdził, że "na pewno o tym wiedział, gdyż jakiś czas temu wygadała się w tej sprawie Hanna Gronkiewicz-Waltz". Politolog odniósł się w ten sposób do wywiadu, którego b. prezydent Warszawy udzieliła 16 maja radiu RMF FM. Mówiła w nim, że "od rana mają na obu kandydatów na wszelki wypadek po 10 tys. podpisów. Tak strzelam, bo nikt mi nie powiedział". Na pytanie, kto "ma te podpisy", Gronkiewicz-Waltz odpowiedziała, że "ci, którzy je zbierają".
Nielegalna zbiórka podpisów dla Trzaskowskiego. Ujawniono nagranie
>>> [CZYTAJ RÓWNIEŻ] "Straszył zainfekowanymi kopertami, a sam je rozsyłał". Kaleta o działaniach Trzaskowskiego
Artur Wróblewski dodał, że należałoby niezwłocznie ten materiał dowodowy przekazać do Komisji Europejskiej do pani Very Jourowej i do unijnego komisarza ds. sprawiedliwości Didiera Reyndersa. Oni przygotowują raport dot. praworządności w krajach UE, dlatego należy pokazać im, co wydarzyło się w Polsce. Najpierw, że sabotowano wybory, by podmienić kandydata, bo były niekorzystne, a po drugie, że opozycja dokonuje oszustw wyborczych. Trzeba to pokazać jako dowód, kto narusza zasady praworządności w Polsce - powiedział Wróblewski.
Państwowa Komisja Wyborcza na razie sprawy nie komentuje.
PAP/koz