more_horiz
Wiadomości

"Historia się powtarza na Ukrainie". Dr Ewa Kowalska (IPN): trzeba mówić światu o zbrodniach Sowietów, o Katyniu

Ostatnia aktualizacja: 15.05.2022 13:34
- Ci, którzy przeżyli przymusowy pobyt i represje w głębi sowieckiej Rosji, spisując wspomnienia, zabiegali, aby ich doświadczenia pozostały tylko historią, z której przyszłe pokolenia powinny czerpać naukę, aby się więcej nie powtórzyły.  Niestety, jak obecnie widzimy na Ukrainie, nie należą one do przeszłości - powiedziała portalowi PolskieRadio24.pl dr Ewa Kowalska z Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN. - Milczenie i brak sądu daje przyzwolenie na dalsze bestialstwa - podkreśliła.
Rosja, 1943 r. Ekshumacja zwłok polskich oficerów zamordowanych w Katyniu w 1940 r. Powołana przez Niemców komisja stwierdziła, że ofiary zostały zastrzelone przez Rosjan
Rosja, 1943 r. Ekshumacja zwłok polskich oficerów zamordowanych w Katyniu w 1940 r. Powołana przez Niemców komisja stwierdziła, że ofiary zostały zastrzelone przez RosjanFoto: PAP/Archiwum

Dr Ewa Kowalska (Biuro Poszukiwań i Identyfikacji IPN), była dyrektor Muzeum Katyńskiego, powiedziała w rozmowie z portalem PolskieRadio24.pl, że choć z wielu powodów trudno porównywać obecnie wydarzenia i te sprzed lat, niestety można dostrzec wiele analogii między wcześniejszymi zbrodniami sowieckimi a obecnymi działaniami wojsk Rosji na Ukrainie.

- Obrońcy granic toczą walkę z agresorem, najeźdźcy gwałcą, mordują i wywożą w głąb Rosji ludność cywilną zajmowanych obszarów, obrońcy są przymusowo wcielani w szeregi armii agresora, a działania propagandowe mają na celu zafałszowanie rzeczywistości. Aż wierzyć się nie chce, że historia powtarza się na naszych oczach. Tych analogii jest wiele… - oceniła.

Historyk, zajmująca się badaniem zbrodni katyńskiej i historią deportacji oraz upamiętnieniem ofiar, zauważa, że niestety możemy dziś czerpać wiele ważnych wniosków i nauk z tamtych trudnych historycznych tragedii.

"Milczenie i brak sądu daje przyzwolenie na dalsze bestialstwa"

Jak mówi, to niestety kolejny dowód na to, że "nigdy nie jest dość pamięci, rozmów o Katyniu", innych sowieckich zbrodniach, badań ich okoliczności oraz pokazywania światu prawdy o nich.

- Milczenie, brak sądu nad zbrodniarzami, nawet moralnego zadośćuczynienia  - tylko daje przyzwolenie na dalsze bestialstwa i aneksje sąsiednich państw - dodała dr Kowalska.

Więcej w rozmowie.

PolskieRadio24.pl. Zajmuje się Pani badaniem losów rodzin Katynia, ofiar Katynia, a także ofiar deportacji.

Dostrzega Pani zapewne ostatnio aż zbyt wiele analogii z tym, co dzieje się obecnie na Ukrainie. Tortury, morderstwa, grabieże, wyniszczanie miejscowej ludności, bezprecedensowe okrucieństwo rosyjskich żołnierzy - tego doświadczaliśmy już w historii podczas najazdów sowieckich na inne narody.

Dr Ewa Kowalska, Biuro Poszukiwań i Identyfikacji IPN, była dyrektor Muzeum Katyńskiego: Historia powtarza się na naszych oczach. Tych analogii jest aż zbyt wiele.

Niestety, jak obecnie widzimy na Ukrainie, nie należą one do przeszłości.

Obrońcy granic toczą walkę z agresorem, najeźdźcy gwałcą, mordują i wywożą w głąb Rosji ludność cywilną zajmowanych obszarów, obrońcy są przymusowo wcielani w szeregi armii agresora, a działania propagandowe mają na celu zafałszowanie rzeczywistości.

Aż wierzyć się nie chce, że historia powtarza się na naszych oczach. Tych analogii jest aż zbyt wiele.

Milczenie, brak sądu nad zbrodniarzami, nawet moralnego zadośćuczynienia  - tylko daje przyzwolenie na dalsze bestialstwa i aneksje  sąsiednich państw.

Czytaj także:

Badanie zbrodni sowieckich nie jest łatwą rzeczą, bo Moskwa próbowała zataić fakt ich popełnienia, zatrzeć ślady. To samo próbuje zresztą robić także dziś.

Szczególnym przykładem zakłamywanej zbrodni jest Katyń - o którym wspominam, bo była Pani przez lata dyrektorem Muzeum Katyńskiego. Przez lata Moskwa nie przyznawała się do tej zbrodni, skonstruowała kłamstwo katyńskie, a w Rosji i dziś wiele głosów próbuje Katyń negować.

Co bardzo symbolicznie podkreśla związki tej tragicznej przeszłości z tym, co dzieje się teraz, niedawno podczas agresji Rosji na Ukrainę rosyjskie rakiety uderzyły w cmentarz w Charkowie, gdzie pochowani są również polscy oficerowie, ofiary zbrodni katyńskiej. Z kolei 10 kwietnia w Smoleńsku demonstracyjnie zorganizowano przejazd ciężkiego sprzętu pod cmentarz w Katyniu.

Zbrodnia katyńska, dokonana przez funkcjonariuszy NKWD miała pozostać tajemnicą.

W ostatnim czasie widać było kontynuację wcześniejszych zamierzeń, by nadal fałszować sprawstwo mordu.

Warto pamiętać, że  wcześniej oprócz całego kompleksu działań, także  propagandowych, w tym na arenie międzynarodowej, do wymazania pamięci o zgładzonych miały się przyczynić m.in. wywózki ich bliskich w głąb ZSRS. Obecnie IPN prowadzi badania w tej sprawie.

W ten sposób chciano definitywne pozbyć się nosicieli pamięci o ofiarach i zarazem tych, którzy byli podobnie jak one ukształtowani, byli nosicielami ducha narodu, reprezentowali nie tylko odmienny światopogląd, ale stanowili również określoną siłę intelektualną i społeczną, którą chciano zlikwidować.

Niemal jednocześnie z decyzją Biura Politycznego KC WKP(b) 5 marca 1940 r., gdyż już 7 marca 1940 r. Ławrientij Beria, ludowy komisarz spraw wewnętrznych ZSRS, polecił deportować do rejonów Kazachskiej SRS wszystkich członków rodzin obywateli polskich przetrzymywanych w obozach  specjalnych NKWD i więzieniach zachodnich obwodów Ukrainy i Białorusi.

Za najliczniejszą deportację rodzin ofiar Katynia można uznać wywózkę z kwietnia 1940 do Kazachstanu. Zesłani byli zmuszeni walczyć o przeżycie w kołchozach i sowchozach obwodów: kustanajskiego, akmolińskiego, aktiubińskiego, pawłodarskiego, semipałatyńskiego, północnokazachstańskiego.

Liczebność wówczas przymusowo przesiedlonych według dokumentów NKWD wynosi 61 tys., a według dokumentów przechowywanych w archiwach zachodnich - 320 tys. Rodziny skazanych na śmierć zgodnie z decyzją 5 marca 1940 r. były jednak deportowane już wcześniej, gdyż w lutym 1940, jak też później w czerwcu - lipcu 1940 r. oraz maju - czerwcu 1941.


PAP PAP

Rosja zatem  planowała szczegółowo swoje okrucieństwa, ale jednocześnie i to, w jaki sposób sprawi, że zbrodnie nie wyjdą na światło dzienne. Z tego także powinniśmy zdawać sobie sprawę.

Oczywiście do tej pory nie mamy informacji  o wszystkich zbrodniach popełnionych przez Sowietów, także w przypadku osób deportowanych, o których pani wspomniała, ale trwają badania IPN na ten temat. Pani w Biurze Poszukiwań i Identyfikacji IPN zajmuje się poszukiwaniem tych miejsc upamiętnień.

Pomimo upływu lat nadal dalecy jesteśmy, wobec braku pełnego udostępnienia dokumentów przez stronę rosyjską, od wymienienia po imieniu wszystkich osób deportowanych w latach 1940-1941, zwłaszcza tych, które na zawsze zostały na obszarze sowieckiej Rosji. Szczątki większości z nich nie są z godnością pochowane na cmentarzach, ich miejsca spoczynku nie są upamiętnione.

Instytut Pamięci Narodowej, w myśl ustawy z 2018 r., zgodnie z którą prowadzone są prace poszukiwawcze miejsc spoczynku osób straciły życie wskutek walki z narzuconym systemem totalitarnym lub wskutek represji totalitarnych i czystek etnicznych, podjął się zadania stworzenia bazy nieupamiętnionych miejsc pochówku Polaków na obszarze byłej Rosji sowieckiej.

Dla przykładu, jednym z obszarów, do których trafiła rzesza polskich zesłańców był obwód archangielski. Do niego zmierzały transporty wyjeżdzające 5 lutego 1940 r. głównie z województw: nowogródzkiego, poleskiego, wołyńskiego i tarnopolskiego.

Informacje gromadzone w bazie pozwalają na wymienienie deportowanych osób z imienia i nazwiska oraz wskazanie ich miejsc pogrzebania.

Wnikając poprzez wspomnienia oraz dane pozyskane z dokumentów sowieckich w tamtą rzeczywistość, uświadamiamy sobie ogrom bólu tych, którzy żegnali umierających, jak też tych, którzy odchodzili pozostawiając bliskich skazanych na dalszą walkę o przeżycie, w której nie mogli im już pomóc.

W ten sposób wspomniana baza staje się już nie jest tylko statystycznym ujęciem danych strat demograficznych, swoistą buchalterią zbrodni, podobną do strat w produkcji, czy w handlu, niejako odczłowieczonych liczb, lecz jest dowodem zbrodni, popełnionej na każdym ze zmarłych.

Do dzisiaj ci, którzy przeżyli, zwłaszcza ówczesne starsze dzieci, wspominają swoich zmarłych braci, siostry i dziadków oraz pełną zdeterminowania postawę matek pracujących do utraty sił z myślą o rodzinie.

To jednak tylko część historii osób deportowanych.

To oczywiście drobna część zbrodni sowieckich, które powinny być zbadane i pokazane światu. Lepsza znajomość historii, świadomość okrucieństw popełnianych przez Rosję, mogłaby pomóc lepiej zrozumieć jej działania państwom spoza regionu.

Jest to o tyle istotne, że metody stosowane niegdyś przez Sowietów niestety wracają podczas agresji Rosji na Ukrainę.  Państwa zachodnie często nie są w stanie uwierzyć, że tego rodzaju okrucieństwa mogą mieć miejsce - a my pamiętamy analogie z historii.

W tych okolicznościach, ma Pani rację - szerzenie wiedzy o historii Katynia, zbrodni sowieckich nabiera jeszcze większej wagi.

To prawda. Warto przypomnieć, że wrzesień 1939 r., to czas samotnej walki obywateli II Rzeczypospolitej, państwa które zaledwie 20 lat temu odzyskało niepodległość, z ponownie sprzymierzonymi siłami niedawnych  zaborców, ciemiężącymi Polskę przez 200 lat, tym razem noszących nazwy hitlerowskie Niemcy i sowiecka Rosja.

Podczas zmagań wojennych sprzymierzone z Polską państwa w rzeczywistości tylko monitorowały sytuację, a wady w strukturze Ligi Narodów (poprzedniczki ONZ), która po okropnościach I wojny światowej mała czuwać, aby rozlew krwi się nie powtórzył, spowodowały, iż wszelkie decyzje były poddane interesom poszczególnych państw, czego skutkiem był brak zdecydowanych działań na rzecz utrzymania pokoju. 

Obrońcy polskich granic, którzy dostali się do niewoli Armii Czerwonej, zostali wbrew traktatom międzynarodowym przekazani w ręce NKWD.

Policjanci, straż więzienna, oficerowie polskiego wojska, w 60% rezerwiści, przedstawiciele polskiej inteligencji wielu profesji, zostali skierowani do obozów specjalnych w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie.

Zaledwie po pół roku, w pierwszych dniach kwietnia 1940 r., z tych miejsc wyruszyły transporty wiozące ich do miejsc kaźni, które były realizowane do połowy maja 1940 r. Pociągi z nieco później aresztowanymi, uznanymi za wrogów władzy sowieckiej, przetrzymywanymi w więzieniach w Brześciu, Wilnie, Pińsku i Baranowiczach zmierzały do katowni w Mińsku, a z więzień: lwowskiego, rówieńskiego, wołyńskiego tarnopolskiego, drohobyckiego i stanisławowskiego były kierowane do Kijowa, Charkowa i Chersonia. Dotąd stronie polskiej nie zostały przekazane pełne listy nazwisk osób jadących na śmierć ze wspomnianych miejsc przetrzymywania do każdego ze wskazanych miejsc mordu.

Nie znamy wielu dokumentów, rozkazów i sprawozdań wykonawczych, w tym dat zakończenia rozstrzeliwań skazanych na śmierć, zgodnie z decyzją Biura Politycznego KC WKP (b) z 5 marca 1940 r. Wiemy tylko, że raport o wypełnieniu mordu katyńskiego został złożony dopiero w listopadzie 1940 r. Nie znamy także wszystkich miejsc ukrycia zwłok ofiar.

Poruszając kwestię ofiar NKWD spoczywających w wielu miejscach pochówku, należy pamiętać, że dotąd powstałe Polskie Cmentarze Wojenne są nieodłączną częścią wielkich cmentarzy ofiar represji sowieckich. Katyński las kryje obok szczątków polskich oficerów zamordowanych zgodnie z decyzją katyńską, także szczątki Polaków, ofiar represji lat 1937 - 1938.

Jednocześnie należy pamiętać, że ziemia katyńska, podobnie jak ziemia Charkowa, Miednoje i Bykowni, kryje tysiące szczątków obywateli sowieckich wielu narodowości. Polskie ofiary są ich częścią, stanowią jedno z ogniw wielkiego łańcucha zbrodni dokonanych przez NKWD.

***

Dziękuję za rozmowę.

***

Rozmawiała Agnieszka Marcela Kamińska, PolskieRadio24.pl

Zobacz także

Zobacz także