Poszkodowani w Zondacrypto przerywają milczenie. "Ordynarna kradzież"
Stracili setki tysięcy złotych, czują się oszukani i nie ukrywają emocji. Poszkodowani w aferze związanej z giełdą kryptowalut Zondacrypto mówią wprost: to kradzież. Polskie Radio dotarło do klientów platformy, którzy od tygodni bezskutecznie próbują wypłacić swoje środki.
2026-04-22, 17:00
Zondacrypto nie wypłaca pieniędzy klientom. "Ordynarna kradzież"
Pan Mateusz zareagował natychmiast, gdy tylko pojawiły się pierwsze sygnały o problemach technicznych w Zondacrypto. Jak relacjonuje, otrzymał wiadomość e-mail z zapewnieniem, że wypłaty zostaną zrealizowane w ciągu kilku dni. Tak się jednak nie stało.
- Po kilku dniach pieniędzy nadal nie było. Napisałem ponownie i otrzymałem odpowiedź, że sprawa będzie wyjaśniana. W końcu zgłosiłem sprawę na policję - mówi.
Podkreśla, że klienci są bezradni wobec sytuacji. - Nie wiadomo, do kogo się zgłosić. Nie mamy żadnych narzędzi, by wywrzeć presję na firmie. Jesteśmy zdani na działania państwowych służb - dodaje.
Część komentujących wskazuje, że inwestowanie w kryptowaluty wiąże się z wysokim ryzykiem. Poszkodowani stanowczo odrzucają jednak taką interpretację. - To nie jest sytuacja, w której ktoś zainwestował i stracił, bo wartość aktywów spadła - tłumaczy pan Mateusz. - Wpłaciłem swoje pieniądze, a teraz nie mogę ich odzyskać. To nie spekulacja, tylko zwykła kradzież - podsumowuje.
Podobne emocje towarzyszą innym klientom platformy. Wielu z nich podkreśla, że problem nie dotyczy nietrafionych inwestycji, lecz braku dostępu do własnych środków.
Pół miliona złotych zamrożone
Wśród osób, które straciły pieniądze, jest Joanna Magdalena Płaczki, właścicielka firmy modowej. Jak mówi, na platformie straciła około pół miliona złotych w kryptowalutach. Problemy zaczęły się 13 kwietnia, kiedy próbowała przenieść środki na tzw. zimny portfel [zabezpiecza on dane dostępu do kryptowalut, środki są tam przechowywane offline - przy. red.]. - Otrzymałam informację o problemach technicznych. Początkowo był jeszcze kontakt z biurem obsługi. Zajrzałam też na ich profil w mediach społecznościowych i zauważyłam, że coś jest nie tak - relacjonuje.
Z czasem sytuacja się pogarszała. - W ciągu dwóch tygodni wydarzyło się wszystko to, o czym później informowały media. Pieniądze zostały wyprowadzone, a my straciliśmy dostęp do środków - dodaje.
Skala afery Zondacrypto rośnie
Śledczy szacują, że liczba pokrzywdzonych może sięgać nawet kilkudziesięciu tysięcy osób. Wstępnie wartość strat określono na około 350 milionów złotych, jednak kwota ta stale rośnie wraz z napływem kolejnych zgłoszeń. Prokuratura wszczęła w tej sprawie śledztwo.
Sprawa wywołała również reakcję na poziomie legislacyjnym. Rząd pracuje nad kolejną wersją ustawy regulującej rynek kryptowalut. Nowe przepisy mają zwiększyć bezpieczeństwo inwestorów i ograniczyć ryzyko podobnych sytuacji w przyszłości. Na razie jednak dla tysięcy klientów najważniejsze pozostaje jedno pytanie: czy i kiedy odzyskają swoje pieniądze.
Przemysław Kral, szef grupy Zondacrypto, wydał we wtorek oficjalne oświadczenie, w którym poinformował o natychmiastowym odcięciu pracowników od narzędzi wewnętrznych i zwolnieniu ich z obowiązku pracy. Z treści dokumentu wynika, że przebywa w Monako. Oświadczenie, do którego dotarł dziennikarz "Superwizjera" Michał Fuja, de facto potwierdza paraliż giełdy i zapowiada "całkowitą likwidację Pracodawcy" w ramach spółek BB Trade Estonia OÜ, Expofer Servis House S.R.O. oraz Orion Software Sp. z o. o.
Źródło: Polskie Radio/Tomasz Zielenkiewicz