more_horiz
Wiadomości

Baltic Pipe - wygrana bitwa Jarosława Kaczyńskiego. Felieton Miłosza Manasterskiego

Ostatnia aktualizacja: 27.09.2022 11:18
O naszą wolność trzeba dzisiaj walczyć wszystkimi dostępnymi środkami. Bitwy o nią toczą się cały czas, nie tylko na polach wschodniej Ukrainy. Uruchomienie podmorskiego gazociągu Baltic Pipe to ogromne zwycięstwo Polski w walce z energetycznym imperium Putina.
Dziś uroczyste otwarcie Baltic Pipe
Dziś uroczyste otwarcie Baltic PipeFoto: PAP/Marcin Bielecki

Przed wiekami wolność naszego państwa zapewniała silna, mądrze dowodzona armia. To ona zapewniała ochronę przed ingerencją obcych państw. Dobra które posiadała Rzeczypospolita pozwalały dobrze żyć naszym przodkom, a prawa zapewniały najrozleglejsze swobody w Europie, w tym pełną tolerancje religijną i etniczną. Uprawniana ziemia zapewniała obfitość pożywienia, lasy dostarczały drewna na opał, kunszt rzemieślników dostarczał broni i narzędzi. To czego mieliśmy w nadmiarze – sprzedawaliśmy sąsiadom, kupując w zamian to, czego nam brakowało. Nikt nie był w stanie szantażować Rzeczpospolitej gospodarczo, a siła jej oręża trzymała wrogów z daleka.

Kluczowy projekt

Postęp techniczny przyniósł nam niewyobrażalny dla poprzednich pokoleń komfort życia. Jednocześnie przyniósł wiele nieznanych wcześniej zagrożeń. Samowystarczalność gospodarcza państwa w epoce globalizacji nie jest już możliwa. Jednym z fundamentów niepodległości jest staranny dobór partnerów handlowych. Skoro mamy świadomość, że bez ciągłości dostaw surowców i wielu produktów nie będziemy w stanie funkcjonować, ważnym kryterium nie jest już tylko cena, ale sam sprzedający. To jaki reprezentuje system wartości, czy jest uczciwy, czy wywiąże się z zawartej umowy i czy za uzyskane od nas dochody nie stworzy armii, która stanie do walki przeciwko nam. Handel międzynarodowy powinien więc obejmować tylko krąg sprawdzonych, przyjaznych państw, nie stanowiących zagrożenia wobec Polski. W żadnym momencie historii XX i XXI wieku do takich krajów nie można było zaliczyć Rosji w jej geopolitycznych wcieleniach.

Związki technologiczne z Rosją udało się zerwać wraz z PRL-em. Nie było to wielkie wyzwanie, bo Polacy woleli zachodnie samochody od Łady i Kamaza, armia dołączyła do NATO a centra zaawansowanych technologii znalazły się daleko od Moskwy i Petersburga. Pozostało jednak uzależnienie surowcowe, które większość rządów III Rzeczypospolitej pogłębiała zamiast zrywać. I to okazało się bardzo trwałe. Rosyjski gaz i ropa uzależniają bowiem jak heroina.

W ramach rosnących krajowych potrzeb podpisywano coraz większe, wieloletnie umowy w jednym dostawcom. Waldemar Pawlak, minister odpowiedzialny za kontrakty gazowe tłumaczył nam, że gaz rosyjski pali się tak samo dobrze jak każdy inny. A jego szef, premier Donald Tuska tłumaczył, że skoro mamy już zapewnione dostawy z Rosji, to nie możemy dodatkowo zamawiać gazu z innych krajów. Prócz gazu i ropy, także sprowadzanej z Rosji, debatowano o sprzedaży Rosjanom nawet Rafinerii Gdańskiej i zakupach energii elektrycznej z projektowanej w Królewcu elektrowni atomowej. Zamiast uciekać od dostawcy niepewnego i wykorzystującego dochody ze sprzedaży surowców w sposób nieetyczny i zagrażający naszemu bezpieczeństwu, rządy PO-PSL pogłębiały nasze uzależnienie. I to wszystko w czasie, kiedy nie można było mieć już najmniejszych złudzeń, co do sposobów sprawowania władzy przez Władimira Putina.

Zarówno w Polsce jak w Europie, ludzie, którzy odmieniają dzisiaj na wszystkie sposoby słowo "praworządność" i "demokracja" by atakować rząd Zjednoczonej Prawicy, nie widzieli niczego złego w coraz bliższych relacjach z odradzającym się imperium zła. Kanclerz Niemiec Angela Merkel oparła na relacjach surowcowych z Rosją całą politykę gospodarczą RFN i przyszłość Unii Europejskiej. Premier Polski a później Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk w służalczym liście tytułował Putina "Jego Ekscelencją" i deklarował wsparcie dla rosyjskiej interesów w Europie. Jakby tych interesów było jeszcze mało!

Czytaj także:

Zerwanie energetycznych więzów z Federacją Rosyjską było dla Polski niesłychanie trudne. Owszem, można nie przedłużyć kontraktu jamalskiego. Skąd jednak wziąć gaz skoro wszystkie rury prowadzą do Rosji? Rząd Prawa i Sprawiedliwości rozpoczął wieloletni proces inwestycyjny budowy zupełnie nowej infrastruktury, która pozwoliłaby na sprowadzenie błękitnego surowca z innych, niż tylko rosyjski kierunków. Nie było to wcale zadanie łatwe – tak politycznie, jak i technicznie. Zasoby gazu w Europie nie są sprawiedliwie podzielone pomiędzy państwa, co otworzyło niestety przestrzeń do surowcowej ekspansji Rosji. Nie mogliśmy poprosić o sprzedaż gazu Czechów, Słowaków, Węgrów, Litwinów a nawet Niemców, bo wszystkie te kraje polegały jak i my na rosyjskich surowcach.

Rosyjsko-niemiecki Nord Stream

Dlatego potrzebna była niesłychanie śmiała wizja sięgnięcia gazociągiem bardzo daleko, przed dwa morza, do samego szelfu norweskiego. Kiedy powstał pierwszy niemiecko-rosyjski Nord Stream technologia podwodnego gazociągu wydawała się nam w Polsce niedostępna i niemożliwa. Tymczasem właśnie otwieramy własny podmorski gazociąg, który już na samym początku będzie dużo lepszy od Nord Stream 1 i Nord Stream 2. Będzie lepszy, ponieważ popłynie nim gaz. w przeciwieństwie do obu ukończonych, ale zablokowanych niemieckich inwestycji. Niemcy sami na własnej skórze przekonali się już jak Rosja wykorzystuje dostawy surowców energetycznych do tworzenia nacisków politycznych na państwa, nawet tak zamożne jak RFN.

Baltic Pipe jest zresztą całkowitym przeciwieństwem Nord Stream 1 i 2, ich antytezą. Baltic Pipe to gazociąg niosący Polsce i Europie Centralnej wolność i niezależność (dzięki niemu Polska staje się hubem gazowym dla naszego regionu). Nord Stream odwrotnie, zgodnie z przewidywaniami liderów Prawa i Sprawiedliwości, przyniósł zniewolenie, kryzys energetyczny i wojnę na Ukrainie. Symboliczne odkręcenie kurka Baltic Pipe przez premiera Mateusza Morawieckiego to nie tylko niebywały skok cywilizacyjny Rzeczpospolitej Polskiej sięgającej swoim gazowym ramieniem setki kilometrów pod morzami, ale przede wszystkim ruch zapewniający nam upragnioną wolność od wschodniego sąsiada.

Przed laty potrzeba było wielkiej wyobraźni, żeby zrozumieć jak groźny jest gaz w systemie zniewalania narodów przez Kreml. Nie zabrakło jej Jarosławowi Kaczyńskiemu, który mimo potężnych oporów postanowił zawalczyć o suwerenność energetyczną Polski. Postawiono przeciwko niemu potężne działa medialne i polityczne. Czy może nas dziwić, że jest i był tak zacięcie zwalczany przez tych, którzy składali podpisy na rosyjskich kontraktach?

Cena była ogromna, także osobista, bo Rosja nie waha się używać nawet zbrodni przeciwko tym, którzy pragną niepodległości. Uruchomienie Baltic Pipe pokazuje, że jednak można pokonać imperium zła. Kiedy trwa wojna na Ukrainie, to zwycięstwo ma nawet wymiar militarny i przekłada się na rosnącą słabość rosyjskiego agresora. Wygrana polityczna bitwa stoczona o wybudowanie Baltic Pipe będzie zapisana w historii tymi samymi zgłoskami, co te, stoczone przez naszą wojsko odpierające hordy ze wschodu. To nasz kolejny "cud nad Wisłą", choć może powinno się mówić "cud pod Bałtykiem". I choć wiktoria z 1920 r. do którego poprowadził marszałek Józef Piłsudski miało bardziej spektakularny charakter, wygrana bitwa Jarosława Kaczyńskiego będzie miała także doniosłe znaczenie dla losów Polski i Europy.

Miłosz Manasterski

Zobacz także

Zobacz także