more_horiz
Wiadomości

"Politico" docenia, Niemcy obiecują. Felieton Miłosza Manasterskiego

Ostatnia aktualizacja: 22.11.2022 22:05
W czasie, kiedy "Politico" nazwało Polskę wschodzącym mocarstwem, rząd Republiki Federalnej Niemiec zadeklarował wsparcie nam swoich myśliwców i zestawów Patriot. Przypadek? - pyta w najnowszym felietonie Miłosz Manasterski.
RFN posiadające na papierze całkiem spore siły zbrojne w praktyce nie jest w stanie pomóc swoim sojusznikom
RFN posiadające na papierze całkiem spore siły zbrojne w praktyce nie jest w stanie pomóc swoim sojusznikomFoto: jgorzynik/ Shutterstock

Lepiej późno niż wcale – chciałoby się powiedzieć Niemcom, które ze swoich sojuszniczych obowiązków wywiązywali się do tej pory marnie. Odłóżmy na bok sprawę wsparcia dla Kijowa – tu Niemcy również nie popisali się zupełnie. Patrząc jednak bez emocji - czym innym dobrowolne wsparcie dla Ukrainy, czym innym obowiązki wobec sojuszników z NATO, unijnych partnerów i najbliższych sąsiadów. Kraj, który chce odgrywać przywódczą rolę w Unii Europejskiej a nawet na świecie (to niedawne deklaracje kanclerza Olafa Scholza) nie może pozwolić sobie na militarną słabość.

Tymczasem RFN posiadające na papierze całkiem spore siły zbrojne w praktyce nie jest w stanie pomóc swoim sojusznikom. Niemiecki parlament przegłosował ustawę o tzw. Ringtausch, na mocy której kraje NATO, które przekażą posowiecki sprzęt bojowy Ukrainie otrzymają od RFN ekwiwalent w postaci nowoczesnej broni. Kiedy okazało się jednak, że Polska przekazała 300 zmodernizowanych czołgów Ukrainie (to więcej niż posiada obecnie Francja) w Berlinie rozłożono ręce. Skąd my weźmiemy tyle czołgów? Okazało się, że w ramach Ringtausch mogą nam dostarczyć góra dwadzieścia kilka pojazdów, w ratach, po jednym miesięcznie. Nic dziwnego, że wicepremier Błaszczak podziękował wtedy uprzejmie za łaskę i załatwił za oceanem dostawę dodatkowych 100 używanych Abramsów (oprócz najnowszej wersji zamówionej w liczbie 250 egzemplarzy).

W dużo trudniejszym położeniu znalazła się mała Litwa, która znajduje się pomiędzy Białorusią a Okręgiem Królewieckim Federacji Rosyjskiej, połączona z NATO tzw. Przesmykiem Suwalskim. "To najbardziej niebezpieczne miejsce na ziemi" – mówiono jeszcze kilka miesięcy temu. I rzeczywiście z perspektywy krajów bałtyckich ryzyko agresji na połączenie lądowe z Polską jest sprawą życia i śmierci. Nic tak nie pomogłoby w dobrym samopoczuciu Litwinów jak poważny kontyngent wojska sojuszniczego. 7 czerwca prezydent Litwy Gitanas Nauseda i kanclerz Olaf Scholz podpisali wspólny komunikat. Kluczowe zdanie w dokumencie brzmi: „Niemcy są gotowe poprowadzić na Litwie silną i gotową do walki brygadę, przeznaczoną do odstraszania i obrony przed rosyjską agresją”. Szczęśliwie mamy już koniec listopada a na Litwie sił niemieckich, które miały liczyć aż 5 tys. żołnierzy ani widać, ani słychać. Nie ma nawet przybliżonego terminu w jakim mogłyby się zacząć przygotowania do przeniesienia batalionu. Najwyraźniej zadanie zdecydowanie przerasta możliwości Republiki Federalnej Niemiec.

"Dwa razy dobrze obiecać, to jak raz dotrzymać" – mówił (nagrany w Amber Room) Radosław Sikorski, minister spraw zagranicznych w rządzie PO. Czy tego samego zdania jest kanclerz Olaf Scholz? I czy obietnica wsparcia naszej obrony przeciwlotniczej przez niemieckie Patrioty zostanie zrealizowana?

Wicepremier i minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak odniósł się do propozycji bardzo pozytywnie. Nie ma wątpliwości, że każde wzmocnienie obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej Polski działa również na korzyść Niemiec. Obecnie z innych kierunków niż ze Wschodu nie można się spodziewać ataku, więc w interesie bezpieczeństwa RFN byłoby jak największe uszczelnienie polskiego nieba. Mamy do czynienia z poważną propozycją odpowiedzialnego sąsiada, czy też Berlin znów w coś gra?

Propozycja niemieckiego wsparcia zbiegła się w czasie z głośnym artykułem w "Politico". Dostrzeżono w nim fakt, który nad Wisłą słabo przebija się w debacie publicznej w związku z tendencją do umniejszania sobie, którą prezes PiS Jarosław Kaczyński określił swego czasu jako mikromanię. Dzisiaj opozycja już nawet krytykuje władze RP za spokojną reakcję na incydent w Przewodowie. Tymczasem "Politico" oceniają z dystansu widzi sprawy zupełnie inaczej: brak nerwowości i "stoicka" postawa władz Polski wynika bowiem z poczucia siły i oceny zagrożenia z takiej właśnie perspektywy. "Polska ma prawdopodobnie najlepszą armię w Europie. I będzie się ona tylko umacniać"– ocenia "Politico" wyliczając całą potężną listę zakupów amerykańskiego, koreańskiego, brytyjskiego i oczywiście także rodzimego uzbrojenia.

W kategoriach politycznych gest wsparcia polskiej obrony powietrznej przez Niemcy może być odczytany jako próba ratowania twarzy przez Berlin. Trochę na zasadzie – pożyczę bogatemu, to wyjdzie na to, sam jestem bogaty. A pożyczkobiorca okaże się, że nie jest taki zamożny, skoro potrzebuje moich pieniędzy. Wiele wskazuje, że to w dużej mierze ruch PR, który ma de facto osłabić wydźwięk artykułu "Politico" i innych podobnych ocen wskazujących na pewną siebie postawę Warszawy. "Politico" nie jest w niej bowiem odosobnione, także w samej Rosji obawiano się potencjalnego odwetu ze strony Polski i co tu kryć, także Ukraina chętnie przyjęłaby nasze wsparcie. Za taką interpretacją działania Niemiec przemawia także propozycja, by w pakiecie z Patriotami skierować niemieckie samoloty do patrolowania polskiego nieba w ramach Air Policing. Media puściły to mimo uszu, skupiają się na potrzebnych nam Patriotach. Tymczasem ta część propozycji to w zasadzie faux pas wobec kraju, który posiada siły powietrzne na tyle silne, by chronić poza Polską kilka innych krajów. Nasze myśliwce patrolują niebo nad Litwą, Łotwą, Estonią i Słowacją w ramach Air Policing i nie potrzebujemy do niczego w kraju niemieckiej "policji powietrznej". Jednak kto nie ma tej wiedzy, ten odczyta niemiecką propozycję w taki sposób, że Polacy nie mają  ani obrony przeciwlotniczej ani samolotów, więc Berlin musi im pomóc, pozycjonując się militarnie ponad naszym krajem.

Oczywiście w wielkiej polityce każdy ruch ma wiele znaczeń i może być różnie interpretowany. Chciałbym, żeby gest RFN wynikał z rosnącego szacunku i respektu wobec sąsiada, zgodnie z deklaracją premiera Turyngii Bodo Ramelowa, który w rozmowie "Sueddeutsche Zeitung" mówił, że "Warszawa musi być dla nas równie ważna jak Paryż". Chciałbym też, żeby Niemcy zamiast osłabiać Polskę, dostrzegli wreszcie korzyści jakie mają z posiadania za wschodnią granicą stabilnego i silnego sojusznika, będącego, tak, jak przed wiekami "przedmurzem Europy".

Czy tak się stanie i czy niemieckie Patrioty nie pozostają kolejną niespełnioną obietnicą rządu RFN? Przekonamy się już wkrótce.

Czytaj także:

Miłosz Manasterski

Zobacz także

Zobacz także