W deklaracji na zakończenie narady napisano, że działania Turcji podważają stabilność i bezpieczeństwo całego regionu, powodując cierpienia coraz większej liczby cywilów i dalsze przesiedlenia oraz poważnie utrudniając dostęp do pomocy humanitarnej. By wywrzeć presję na władze w Ankarze i zmusić tureckie wojska do wycofania się z Syrii, ministrowie ustalili, że unijne kraje będą koordynować swoje stanowiska w sprawie embarga.
Syria stawia opór Turcji. Rządowa armia wkracza do akcji, sojusz z Kurdami
Poszczególne rządy mogą wydawać licencje pozwalające na sprzedać broni, ale będą musiały wziąć pod uwagę ściśle określone kryteria dotyczące stabilności regionu, do którego ma trafić uzbrojenie. - Wszystkie państwa członkowskie zobowiązały się do tego, aby zastosować te ramy do ich eksportu broni do Turcji - powiedziała szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini.
Brak embarga
Embargo na dostawy broni na poziomie unijnym nie było możliwe z kilku powodów. Jeden z nich wymienił minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz. - Należy wciąż pod uwagę stanowisko NATO i fakt, że Turcja jest członkiem NATO - powiedział szef MSZ. Poza tym, jak podkreślali unijni dyplomaci w rozmowie z brukselską korespondentką Polskiego Radia Beatą Płomecką, starano się unikać prawnie wiążącego europejskiego zakazu sprzedaży broni do Turcji, która jest jednak krajem kandydującym do Unii.
Pełne embargo stawiałoby Turcję w jednym rzędzie z Wenezuelą i Rosją, czyli krajami traktowanymi jako wrogie. Kilka krajów poinformowało już jednak o wprowadzeniu własnych zakazów sprzedaży broni władzom w Ankarze. To Francja, Niemcy, Belgia, Holandia, Włochy i Finlandia.
Unijni ministrowie spraw zagranicznych podkreślili też dziś, że konsekwencją tureckiej ofensywy może być ożywienie organizacji terrorystycznej o nazwie Państwo Islamskie. Dlatego zaapelowali, by problemem zajęła się koalicja przeciwko Daesz.
dcz/dn