Armia znalazła kilka ton materiałów wybuchowych. Nowe informacje ws. tragedii w Bejrucie
Choć jest już jasne, że do tragedii doszło na skutek zaniedbań miejscowych władz, do tej pory żaden z wysoko postawionych urzędników nie został pociągnięty do odpowiedzialności.
4 sierpnia późnym popołudniem strażacy w Bejrucie zostali wezwani do, jak się wówczas wydawało, pożaru fajerwerków w porcie. Wkrótce potem doszło do potężnej eksplozji. Okazało się, że powietrze wyleciało niemal 3 tysiące ton niezabezpieczonych chemikaliów.
00:52 11226246_1.mp3 Bejrut - rocznica wybuchu w porcie (IAR)
Azotany w porcie
Wybuch zrujnował nawet dzielnice położone kilka kilometrów od portu. - Przeżyłem wojnę, ale nigdy czegoś takiego nie widziałem. Dzięki Bogu, że żyję, a moje straty są wyłącznie materialne - mówił wówczas Hekmat, właściciel jednej z piekarni w Bejrucie. Eksplozja zniszczyła tysiące budynków, a bez dachu nad głową został co dziesiąty mieszkaniec stolicy.
Okazało się, że niebezpieczny ładunek był w porcie od sześciu lat, odkąd zawinął tam uszkodzony statek. Azotany umieszczono w niezabezpieczonym magazynie, a urzędnicy i politycy kłócili się, kto jest odpowiedzialny za usunięcie groźnego transportu.
Wybuch spowodował też jeszcze większe załamanie libańskiej gospodarki, która od dwóch lat jest w kryzysie. W ostatnich miesiącach sytuacja nadal się pogarsza. Z dnia na dzień rosną ceny, w Bejrucie nie ma prądu, paliwa, a połowa Libańczyków żyje w ubóstwie.
pkur