Jak Trump obliczył cła? Zaskakujący wzór. "Absolutnie nieznana metoda"
Donald Trump ogłosił podniesienie stawek celnych, co uderzy w zdecydowaną większość państw świata. Metodologia stojąca za obliczeniami nie jest jasna. Pojawiła się teoria, że po prostu podzielono deficyt handlowy przez wartość importu. W rozmowie z portalem PolskieRadio24.pl prof. Witold Orłowski podkreśla, że to absolutnie niespotykany sposób. - Nikt nie ma pojęcia, jak to zostało obliczone - wskazał ekonomista.
2025-04-03, 12:59
Donald Trump ogłosił nowe stawki celne. Europa dostała 20 procent
Stawka minimalna ogłoszonych przez Donalda Trumpa taryf wynosi 10 proc. Ponad 60 krajów, w tym państwa Unii Europejskiej, zostało jednak objętych wyższymi cłami w wysokości 20 proc. W przypadku Chin stawka celna wynosi aż 54 proc. Z kolei Kanada i Meksyk objęte są osobnymi cłami w wysokości 25 proc., które dotyczą większości produktów. W mocy pozostają również osobne 25-proc. stawki celne na samochody i części do aut.
Co ciekawe cła zostały nałożone także na niezaludnione Wyspy Heard i McDonalda, ale nie dotknęły Rosji, Białorusi, Korei Północnej czy Kuby.
W jaki sposób obliczono stawki?
Przedstawiając wysokości ceł dla partnerów handlowych Stanów Zjednoczonych, prezydent Trump wielokrotnie podkreślał, że stawka dla każdego państwa ma charakter wzajemny. Niewiele wiadomo jednak o metodologii stojącej za tymi obliczeniami. Amerykański dziennikarz James Surowiecki podzielił się swoimi podejrzeniami za pośrednictwem portalu X.
Według specjalisty stawki obliczono, dzieląc deficyt handlowy, który Stany Zjednoczone mają z danym krajem przez wartość eksportu tego państwa do USA. Następnie ostateczna kwota została obniżona o połowę. Idąc tym tokiem rozumowania, deficyt handlowy USA w handlu z Unią Europejską w 2024 roku to ponad 235 miliardów dolarów, a amerykański import towarów z krajów unijnych wyniósł około 605 miliardów dolarów. Zatem pierwsza kwota stanowi ok. 39 proc. drugiej, co pokrywa się z deklaracją Białego Domu.
REKLAMA
Metodologia jest nieznana. Specjalista podejrzewa, że chodzi o VAT
Biały Dom przestawił przyjętą metodologię na oficjalnej stronie, jednak nie rozwiewa to wątpliwości. Prof. Witold Orłowski z Akademii Vistula i Politechniki Warszawskiej, uważa, że wszystkie wyliczenia, które są stosowane na świecie, w żaden sposób nie pokazywały takich wysokości ceł, jakie prezydent Donald Trump przedstawił jako obowiązujące w Unii Europejskie.
- Prezydent Trump nie ujawnił, w jaki sposób jego doradcy oszacowali ich wysokość. Cła europejskie wynoszą kilka procent, a oni doszli do wniosku, że to jest odpowiednik 40 proc., tłumacząc, że liczyli inne opłaty, które nie są cłami, a faktycznie taką rolę pełnią. Można się domyślać, dlatego że parokrotnie padło coś na temat VAT-u, że mógł on zostać doliczony. Rzeczywiście, VAT jest podatkiem nakładanym na amerykański import. Jest nakładany na wszystkie sprzedawane towary. Ale to mogłoby być wyjaśnieniem, w jaki sposób można było dojść do 40 proc. obciążeń. Jednak metoda jest absolutnie nieznana, nikt nie ma pojęcia, w jaki sposób zostało to obliczone - powiedział portalowi PolskieRadio24.pl prof. Witold Orłowski.
Czytaj także:
- Trump ogłasza cła. Komisja Europejska reaguje. "Będziemy chronić nasze interesy"
- Szefowa KE reaguje na ruch Trumpa. "Światowa gospodarka znacznie ucierpi"
Źródło: Polskie Radio/The New York Times/pm/kor
REKLAMA
REKLAMA