Rosja stworzyła drona "hula-hop". Uderza za linią frontu
Rosjanie wykorzystują nową metodę w celu zwiększenia zasięgu dronów. Opiera się ona na pierścieniu, zamontowanym wokół bezzałogowca. Dzięki temu okupanci są w stanie uderzać znacznie głębiej, jednak znaczącą wadą są koszta użytkowania takich urządzeń.
2026-03-31, 12:01
Rosjanie atakują dronami na tyłach
Drony FPV to zdecydowanie jedna z kluczowych metod walki zarówno po stronie ukraińskiej jak i rosyjskiej. Standardowe bezzałogowce światłowodowe tego typu cechują się ok. 20-kilometrowym zasięgiem. Rosjanie znaleźli jednak sposób, aby zwiększyć go ponad dwukrotnie - do ok. 50 km.
Cały system polega na pierścieniu zamontowanym wokół drona. Pozwala to na wzmocnienie strumienia aerodynamicznego z wirników i skierowanie go bezpośrednio w dół. "Postawiliśmy sobie za cel wysłanie standardowego drona na odpowiednią odległość - i udało nam się go osiągnąć" - poinformował w tym tygodniu dyrektor generalny firmy Ushkuynyk Aleksandr Czadajew. Wspomniana firma jest producentem dronów FPV z siedzibą w Nowogrodzie Wielkim. Produkuje ona ok. 50 tys. bezzałogowców miesięcznie.
Dron z pierścieniem, o którym mowa, to "Książę Włodzimierz Światosławicz", czyli w skrócie KVS. Z uwagi na zwiększony zasięg, jest on w stanie docierać do pozycji ukraińskiej artylerii, obrony przeciwlotniczej i logistyki, ustawionej za linią frontu.
Ukraińcy popełnili błąd?
Dron jest masywniejszy od swoich odpowiedników z dwóch przyczyn. Po pierwsze dodatkową masę stanowi pierścień. Po drugie większy zasięg jest możliwy tylko dzięki większej ilości przewodu światłowodowego, który stanowi kolejne dodatkowe obciążenie.
Eksperci wskazują, że Rosja mogła rozwinąć swoje technologie w zakresie dronów zdolnych do uderzeń na tyłach frontu, ponieważ Ukraina skupiła się przede wszystkim na bezzałogowcach krótkiego zasięgu do atakowania pojazdów i piechoty w szarej strefie. Obecnie - mimo że ukraińskie drony jakościowo wypadają lepiej - Rosja szuka swojej przewagi właśnie w takich lukach.
Oczywiście, jak można wielokrotnie obserwować na nagraniach, ukraińskie bezzałogowce są skuteczne w swoich zadaniach. Mimo tego były dowódca kompanii ochotniczej walczącej po stronie Ukrainy Ryan O'Leary uważa, że taki nacisk na jeden rodzaj dronów jest błędem. "W wojnie dronów nie chodzi o liczbę zabitych dzisiaj. Chodzi o kontrolę nad przestrzenią powietrzną jutro. Własność nad głębią oznacza kontrolę nad ruchem, logistyką, komunikacją i decyzjami w sektorze, a nie tylko w okopach" - napisał w mediach społecznościowych.
KVS znacznie droższy
W reakcji na działania Rosji Ukraińcy szybko skierowali do walki więcej dronów średniego zasięgu typu FP-2 i Buława, co ma w pewien sposób wyrównać stosunek sił na takich dystansach. Warto jednak nadmienić, że również KVS ma swoje wady, a są nimi przede wszystkim koszty.
O ile sam pierścień nie stanowi dużej części ostatecznej ceny zmodyfikowanego bezzałogowca, o tyle dodatkowe kilometry światłowodu już zdecydowanie tak. Większość tego typu przewodów produkowana jest przez chińskie firmy. Te odnotowały ostatnio gwałtowny skok cen za kilometr. Jest to spowodowane przede wszystkim wzrostem popytu w związku z wojną w Ukrainie i innymi konfliktami na świecie.
- Ptaki "Madziara" zniszczyły wyrzutnie na Krymie. "Tornado" poszło z dymem
- Rosjanie stracili kluczową broń na Krymie. Koniec "bezpiecznego zaplecza"
- Rosjanie trzymali drony w kryjówkach. Tajemnica szybko wyszła na jaw
Źródło: Polskie Radio/euromaidanpress.com/egz