Pułkownik alarmuje: Rosja traci 250 osób na 1 km. "To nas przeraża"
- Wojskowi z Europy są w szoku, gdy zdradzam im realia wojny - mówi nam pułkownik Serhij Hrabski. On sam jest wstrząśnięty mentalnym nieprzygotowaniem społeczeństw Europy do możliwego konfliktu. - O jednej sprawie trzeba krzyczeć do Europy. Rosjanie nie liczą się z ludzkim życiem. Jeden kilometr kwadratowy kosztuje ich średnio 250 zabitych - ich to w ogóle nie martwi - i to jest przerażające - mówi wojskowy. Apeluje, by wyciągnąć z tego wnioski.

Agnieszka Kamińska
2026-04-21, 15:11
- Rosjanie nie uzupełniają strat poniesionych na froncie. Jeśli nic się nie zmieni, mogą ogłosić mobilizację
- Na Białorusi rozbudowywana jest infrastruktura wojskowa
- W Europie ludzie są mentalnie niegotowi do wojny. To znaczy, zgadzają się, że może ona nastąpić, ale zachowują się, jakby uważali, że to nieprawda. W społeczeństwach nie widać odpowiednich przygotowań - powiedział Hrabski.
Straty rosną. Jeśli nic się nie zmieni, w Rosji będzie mobilizacja
- W różnych państwach Europy dostrzegam brak mentalnego przygotowania do zagrożenia wojną. Społeczeństwa nie przyjmują tego do wiadomości. A gdy opowiadam niektórym wojskowym, jak długi czas ludzie mogą spędzić na froncie bez rotacji, widzę reakcję zbliżoną do szoku - powiedział portalowi PolskieRadio24.pl pułkownik Serhij Hrabski, który zajmuje się m.in. szkoleniami obronnymi.
Jak powiedział, trzeba wiedzieć jedno: dla Rosji nie liczą się straty. Dlatego na froncie w Ukrainie Rosjanie nadal wywierają presję. - Choć opowiada się, że są wyczerpani, będzie to prawdą dopiero, gdy zaczną uciekać (…) Na razie idą, idą i idą. I teraz nacierają na kierunek doniecki. To główny cel ataków. Będą wywierać presję, zwłaszcza teraz, w ciągu najbliższych 2-3 tygodni. Walki będą intensywne. Dlatego Ukraina przenosi na kierunek doniecki dodatkowe siły. Celem jest zatrzymanie natarcia wroga, by Rosja nie przesuwała się dalej - wskazuje pułkownik Serhij Hrabski w rozmowie z portalem PolskieRadio24.pl.
Wojskowy ocenił, że Rosjanie napierają na froncie tak silnie także dlatego, że w ostatnim czasie uzupełnianie szeregów nie dorównuje stratom. - Rosja traci teraz około 32-35 tysięcy wojskowych miesięcznie, a uzupełnia 23-27 tysięcy. To pierwsze oznaki, że już nie potrafią zrekrutować wystarczającej liczby osób metodami, które teraz stosują - powiedział. Dlatego chcą zmaksymalizować "zysk" z tych strat.
Pułkownik ostrzegł wszystkich, że możliwe jest ogłoszenie mobilizacji w Rosji. - Jeśli sytuacja się nie zmieni, to istnieje duże ryzyko, że Rosjanie nie będą mieli innego wyjścia, niż ogłosić mobilizację. A może to się darzyć bliżej jesieni, jeśli zorientują się, że nie mogą osiągnąć swoich celów - wskazał.
Sytuacja na froncie. (Źródło: Deep State)Na Białorusi szykowana jest infrastruktura dla wojska
W tym kontekście pojawiają się inne bardzo niepokojące oznaki. - Zauważamy intensyfikację tzw. przygotowawczej działalności wojskowej na Białorusi - powiedział nam pułkownik.
O tym mówił też prezydent Ukrainy, ale i wojskowi tak uważają. Co się dzieje? - Na polecenie Kremla Łukaszenka i jego reżim przygotowują teraz tzw. infrastrukturę wojskową na kierunku Ukrainy. Osobiście pozostaję zwolennikiem poglądu, że wróg raczej nie będzie w stanie prowadzić agresji z Białorusi. Ale nie możemy wykluczyć prawdopodobieństwa, że będą próbowali stworzyć tam jakieś źródło napięcia - ocenił pułkownik w rozmowie z nami.
I dodał, że skoro nie możemy całkowicie odrzucić idei ataku z Białorusi, to musimy być przygotowani na możliwość, że może otworzyć się nowy front, nawet jeśli ten front nie będzie miał decydującego znaczenia.
Ostrzały Rosji. Gromadzą rakiety dwa tygodnie, taktyka Ukrainy działa
Wojskowy powiedział, że Ukraina uderza wyłącznie w rosyjską infrastrukturę i w obiekty służące Rosji w celach kontynuowania wojny. - Natomiast Rosjanie deklarują, że atakują infrastrukturę wojskową i kompleks wojskowo-przemysłowy na Ukrainie. - Ale gdy czytamy, które obiekty zostały zniszczone i uszkodzone, to są centra biurowe, domy, w których ludzie mieszkają, wieżowce, to są placówki dla dzieci, to są szpitale - powiedział pułkownik Hrabski.
Zaznaczył, że Rosjanie, nie będąc w stanie wygrać na froncie ani przełamać sytuacji w walce, terroryzują ludność cywilną. Dowody tego widać codziennie. Przypomniał, że Rosjanie kontynuują taktykę masowych ataków na poszczególne miasta - Kijów Odessę, Charków, Sumy i inne. Żołnierz zauważył, że w wyniku uderzeń na zakłady wojskowe, Rosjanie muszą poświęcać więcej czasu na gromadzenie zasobów uderzeniowych. - Potrzebują już nie pięciu lub siedmiu dni, ale dziesięciu, dwunastu, może dwóch tygodni - wskazał.
Pułkownik zauważył, że największe zagrożenie stanowią rakiety balistyczne, ponieważ pomimo umiejętności i determinacji ukraińskich żołnierzy i operatorów obrony powietrznej, możliwe jest odparcie tylko części z nich, nawet nie połowy. Wskazał, że na taką sytuację muszą być gotowe też państwa europejskie - na wszelki wypadek.
Ludzie są nieprzygotowani mentalnie? "Wojna może być za progiem"
Wojskowy powiedział, że w wielu krajach Europy ludzie nie są przygotowani ani materialnie, ani militarnie, ani psychicznie na zagrożenie wojenne. - Nie mogą zdać sobie sprawy, że wojna jest dosłownie tuż za drzwiami. I to najbardziej mnie zaskakuje, też w Polsce, mimo że rząd robi bardzo dużo. Ale mimo to, jeśli weźmiemy pod uwagę samą populację Polski, wciąż, delikatnie mówiąc, wielu nie zdaje sobie sprawy, co może się wydarzyć i to niekoniecznie w dalekiej przyszłości - ocenił nasz rozmówca.
Pułkownik dodał, że dopóki Ukraina walczy, Rosja nie zacznie wojny np. z Polską. Jednak na terytoria państw Europy spadają już drony. - Ludzie są mentalnie i materialnie niegotowi. Myślą może, że ochronią ich systemy Patriot. Niestety, to duża pomyłka (…) Obliczmy: na każdy dron trzeba zużyć 3-4 rakiety, by go zestrzelić. Okazuje się więc, że np. Polska przy ataku 20 dronów, zmuszona byłaby wystrzelić czwartą część rocznej produkcji rakiet. I to tylko po to, by odeprzeć jeden atak. A jeśli to nie będzie jeden atak, i nie dwa? - pytał pułkownik.
Zaznaczył, że najczęściej ludzie nie przygotowują się do wojny w ogóle. - Istnieje przekonanie, że coś może się wydarzyć. Jednak nie zostaje to przyjęte do świadomości. To znaczy, wszyscy zgadzają się, że może być wojna. A gdy na przykład zaczynasz z nimi rozmawiać o tej sytuacji bardziej szczegółowo, to tak naprawdę nie dopuszczają tego do siebie, nie uświadamiają sobie tego - wskazał pułkownik.
Dodał, że gdy w pewnym państwie Ukraina przeprowadzała ćwiczenia i gdy jako instruktor w ramach szkoleń włączył alarm przeciwlotniczy, udano się do schronów. - Jednak było to miejsce bardzo dalekie od standardów, nawet minimalnych, które powinny być stosowane w tym przypadku. Co więcej, obiekt był ważny i z definicji powinien był być przygotowany znacznie lepiej niż jakikolwiek inny - powiedział nam wojskowy. Było to w jednym z krajów europejskich.
"Nieprzygotowani i nieświadomi"
Pułkownik dodał, że także wojskowi są często nieprzygotowani i nieświadomi, co się dzieje, jak toczy się dzisiejsza wojna. - Kiedy zaczynasz szczegółowo opowiadać, jak przesuwają się wojska, ile czasu dana osoba możne spędzić na pierwszej linii frontu, bez możliwości zmiany, bez możliwości rotacji na czas i tak dalej, są w stanie, który, powiedziałbym, jest zbliżony do szoku. (…) I to są wojskowi, którzy powinni uświadamiać społeczeństwo. Również tacy, którzy walczyli w Iraku czy Afganistanie. A co dopiero mówić o ludności cywilnej - wskazał nam pułkownik Serhij Hrabski. Dodał, że pilnym tematem jest ochrona infrastruktura energetyczna i transportowa. Bo Rosja systemowo i metodycznie niszczy takie właśnie obiekty w atakowanych krajach.
Rosja za 1 km oddaje 250 osób
Wojskowy zaznaczył, że Ukraina robi wszystko, co możliwe, by powstrzymać ten atak. - I wytrzymamy go - powiedział. Ale wskazał na ważną rzecz w nastawieniu Rosji. Według danych na dziś - statystycznie jeden kilometr kwadratowy terytorium Ukrainy kosztuje Rosjan 254 osoby. (…) Na przykład w marcu zdobyli 200 kilometrów. I to nazywamy postępem Rosjan - wskazał wojskowy.
Jak dodał, problem polega na tym, że te cyfry wstrząsają każdym w Europie, ale Rosjan nie oburzają one w ogóle. A nawet przeciwnie, mają nawet takie przerażające powiedzenie - "im więcej strat, tym większy patos zwycięstwa".
- To jest bardzo, bardzo przerażające. Trzeba zrozumieć, że można ich powstrzymać tylko na odległość. To znaczy, są gotowi poświęcić każdego, wszystko, co możliwe, po to, by iść naprzód. I nie cofną się przed niczym, jeśli będą mieli okazję iść naprzód. Trzeba o tym krzyczeć, krzyczeć - apelował wojskowy. Dodał, że to oznacza, że nie można powstrzymać Rosjan racjonalnymi argumentami. - Tylko śmiercionośna siła może ich zniszczyć. Tylko pokazanie swoich zdolności militarnych może nieco ostudzić dzisiejsze rosyjskie apetyty ofensywne. Wszystko inne, jakieś negocjacje, ustępstwa i tak dalej, jest postrzegane jako słabość, którą trzeba wykorzystać - podkreślił.
Dodał, że konieczne są przygotowania na wypadek wojny. Jak wskazał wojskowy, w wielu państwach wciąż nie ma sił bezzałogowych. A takie oddziały powinny być przy każdej jednostce, z systemem dostaw sprzętu, konserwacji, szkoleń. Ważne jest rozproszenie magazynów amunicji i broni, opracowanie inżynieryjne terenu. Do tego do rozważenia jest koncepcja obrony powietrznej, przygotowywanej np. przez poszczególne przedsiębiorstwa, bo wojsko nie jest w stanie ochronić każdego zakładu. Należy także pracować nad budową oporu narodowego. Wojskowy powiedział, że dobrze jest demonstrować swoje niektóre zdolności militarne, bo to jedna z metod zapobiegania wojnie. Inne trzeba trzymać w tajemnicy. Trzeba też budować punkty oporu i odpowiednio je wyposażać. Niektóre obiekty mogą mieć wybudowane osłony, by atak nie zakłócił ich funkcjonowania. To również sprawdzało się w Ukrainie.
- Aleś Bialacki: nie bądźcie pokrzywdzeni, bądźcie aktywniejsi
- Flash priorytetowym celem Rosjan. W nocy uderzyli w jego dom Shahedami
Żródło: PolskieRadio24.pl/Agnieszka Kamińska