Żołnierz Azowa zbiera fundusze dla ukraińskiej armii. "Przygotowujemy się do kontrofensywy"
Arsenij Fedosiuk, sierżant pułku Azow, został zwolniony z rosyjskiej niewoli w Sylwestra 2022 roku. Obecnie przebywa w Wenecji, gdzie razem z żoną Julią zbiera pieniądze na wyposażenie ukraińskiej armii - informuje "Corriere della Sera". Żołnierz opowiada o walkach w Azowstalu, ostrzelaniu obozu jenieckiego w Ołeniwce, torturach i rażeniu prądem przez Rosjan.
2023-05-16, 15:49
"Gdy tylko zostałem zwolniony, przeszedłem operację przepukliny" - powiedział Fedosiuk "Corriere della sera". "Byliśmy w Izraelu dwa miesiące na operacji i fizjoterapii. Ale jego zmartwieniem jest to, że nie będzie mógł ponownie walczyć" - dopowiada Julia, absolwentka filozofii, która pracuje obecnie jako asystentka deputowanego partii Zełenskiego.
Arsenij nie zgadza się z żoną: "Wrócę na front, chciałbym dołączyć do mojej grupy. Było nas czterdziestu pięciu zwiadowców, niektórzy nadal są więźniami. Już od roku".
"Przygotowujemy się do kontrofensywy"
Małżeństwo spotyka się z ludźmi, by zbierać fundusze: "Przygotowujemy się do kontrofensywy. Sprzęt w Mariupolu był najnowocześniejszy, ale musieliśmy go zostawić w hucie. Na przykład dobry noktowizor termowizyjny kosztuje 5 tysięcy dolarów".
REKLAMA
Arsenij został zwolniony w Sylwestra. "Traciłam nadzieję. Wtedy rankiem 31 grudnia zadzwonił telefon, który zmienił moje życie" - wspomina Julia. Arsenij kiwa głową: "Ja też byłem zaskoczony, nie wyobrażałem sobie wymiany więźniów w Sylwestra. W drodze do domu od razu zadzwoniłem do mamy. »Jestem prezentem noworocznym«, powiedziałem jej".
Fedosiuk opowiada o tym, jak w kwietniu ub. roku razem z kolegami podjął się prawie niemożliwej misji dotarcia do huty przez rzekę Kalmius. "Byliśmy otoczeni na prawym brzegu rzeki, chcieliśmy dotrzeć do innych, zabarykadowanych w hucie, na lewym brzegu. Dwustuosobowa kolumna pieszo przedarła się nocą przez pozycje Rosjan na brzeg. Inni jechali za nami samochodami z rannymi. Pod ostrzałem artyleryjskim przeprawiliśmy się łodziami przez rzekę. Temperatura wody miała ok 5 stopni Celsjusza. Wielu naszych ludzi zginęło podczas tej przeprawy".
Grady miały odwrócić uwagę
"Po hałasie mogę stwierdzić, z jakiej odległości coś jest wystrzeliwane - kontynuuje Arsenij - Tego wieczoru, po kilkunastu strzałach, nastąpiła pierwsza eksplozja, na zewnątrz, jakieś piętnaście metrów od mojego pokoju. Po krótkiej przerwie Grady znów zaczęły strzelać. Po sześciu strzałach doszło do drugiego wybuchu wewnątrz dawnego laboratorium. Ale to nie był pocisk Grad: to była eksplozja, w środku podłożyli bombę".
REKLAMA
"Te pociski (Grady) miały odwrócić uwagę (od eksplozji podłożonych przez Rosjan ładunków wybuchowych - red.)" - zauważa Julia.
Co najmniej 54 ludzi zginęło. "Kiedy Rosjanie opublikowali nagranie z ciałami leżącymi na ziemi, myśleliśmy, że to podróbka. Wtedy niektóre kobiety rozpoznały swoich mężów. Pamiętacie Olgę Andrianową? Była ze mną i Kateriną w Rzymie. To jej mąż tam wtedy zginął" - wspomina Julia.
"Moje najgorsze dni w Mariupolu były lepsze niż te spędzone jako więzień. Torturowali mnie, razili prądem, żeby wydobyć zeznania. Miałem silne bóle pleców i zawroty głowy z głodu: przynosili nam skromne porcje owsianki na śniadanie, a na obiad zupę".
Sytuacja pogorszyła się po 27 września, wraz z przeniesieniem do ciężkiego więzienia w Taganrog w Rosji. "Kiedy go zwolniono, jadł o każdej porze, nawet w nocy" - mówi Julia.
REKLAMA
- Pod Bachmutem zginęło dwóch rosyjskich pułkowników. "Narastają problemy okupanta"
- Rosjanie coraz bardziej w defensywie. Nie mają sił i środków do przeprowadzenia ataku
PAP/mn
REKLAMA