more_horiz
Wiadomości

Paweł Nowacki: w TVP budowaliśmy nastrój głębokiej powagi narodowych dni żałoby

Ostatnia aktualizacja: 09.04.2020 08:00
- Gdy informacje o tej tragedii się potwierdziły, natychmiast dotarło do mnie, że w obecnej sytuacji musimy realizować nie tylko segment informacyjny, publicystyczny, ale że nasza antena musi od teraz budować nastrój głębokiej powagi narodowych dni żałoby - mówi w rozmowie z portalem PolskieRadio24.pl Paweł Nowacki, który w czasie gdy trwały przygotowania do wizyt polskich władz w Katyniu 7 i 10 kwietnia 2010 roku, kierował działem publicystyki w Programie Pierwszym Telewizji Polskiej.
10. rocznica katastrofy smoleńskiej
10. rocznica katastrofy smoleńskiejFoto: PAP/ITAR-TASS

Portal PolskieRadio24.pl: Jak wyglądały przygotowania Telewizji Polskiej do transmisji uroczystości w Katyniu, które miały się odbyć się 7 kwietnia z udziałem premierów Donalda Tuska i Władimira Putina oraz 10 kwietnia, gdy na cmentarz katyński, wraz z polską delegacją, miał przybyć śp. prezydent Lech Kaczyński?

lk12.jpg
Gruziński ekspert: Europa powinna podzielać odwagę Lecha Kaczyńskiego

Paweł Nowacki, były kierownik działu publicystyki w Programie Pierwszym Telewizji Polskiej: Rozmowy na temat organizacji obchodów prowadziliśmy już na początku roku. 6 stycznia miałem spotkanie z szefem Kancelarii Prezydenta RP Władysławem Stasiakiem, z którym dyskutowaliśmy o tym, w jaki sposób Telewizja Polska przeprowadzi transmisję z uroczystości rocznicowych w Katyniu. Wtedy nie wiedzieliśmy jeszcze, jaka będzie dokładna data obchodów, oraz że wizyty będą rozdzielone.

Sprawa rozgrywała się w wielkim sporze między Kancelarią Prezydenta a Kancelarią Premiera, ale nie dotyczyła on tylko kwestii organizacyjnych. Główna linia podziału dotyczyła traktowania i oceniania Zbrodni Katyńskiej. Wielu polityków Platformy Obywatelskiej, w tym ówczesny premier Donald Tusk, uznawali, że w ramach resetu, który miła nastąpić w stosunkach polsko-rosyjskich, należy tę zbrodnię traktować tak, jak życzą sobie tego Rosjanie, czyli jako zbrodnię wojenną, a nie jako zbrodnię przeciwko ludzkości.

CZYTAJ TAKŻE: Rząd Tuska zaprzepaścił szansę na szybkie wyjaśnienie tragedii. Holendrzy ws. MH17 działali skutecznie>>>

Ten spór był wówczas niezwykle intensywny. Dla mnie osobistym przeżyciem było, że śp. Arkadiusz Rybicki, który również zginął w Smoleńsku, a którego znałem jeszcze z czasów działalności opozycyjnej w PRL, upierał się, żeby ze względu na reset stosunków z Rosją, traktować Zbrodnię Katyńską jak zbrodnię wojenną. To było dla mnie niezwykle trudne przeżycie, bo ja go znałem jako człowieka, który w latach 70. pisał na gdańskich murach "Katyń pamiętamy".

Jak w obliczu takiej retoryki działała kancelaria prezydenta Lecha Kaczyńskiego? Czy w czasie rozmów dotyczących transmisji w TVP poruszano tę kwestię?

ołdakowski kaczyński 1200.jpg
"Straciłem mentora. Kogoś, kto zmienił mój świat". Jan Ołdakowski wspomina Lecha Kaczyńskiego

W Pałacu Prezydenckim było jasne, że należy tam pojechać, żeby "wykrzyczeć", że była to zbrodnia przeciw ludzkości, że jest to kwestionowane. Tego między innymi dotyczyła cześć przemówienia prezydenta Lecha Kaczyńskiego, które miał wygłosić 10 kwietnia w Katyniu. Prezydent pytał w nim: "jeśli to nie był mord przeciwko ludzkości, to co możemy dziś nazwać takim mordem?". Decyzją polityczną, bez jakikolwiek sądów, skazano na zabicie ponad 21 tys. jeńców wojennych. Dlatego doszło do rozdzielenia tych wizyt. Spotkanie Donalda Tuska i Władimira Putina nad grobami katyńskimi zaplanowano tak, że miało ono być historyczne, natomiast wizyta prezydenta, według tej narracji, miała być wizytą "prywatną", bo po stronie rosyjskiej miały w niej brać udział władze najniższego szczebla w osobie mera Smoleńska.

Ostatecznie zdecydowano, że do smoleńska pojadą dwie delegacje, 7 i 10 kwietnia.

W momencie, gdy się okazało, że będą dwie wizyty, a nie jedna, to był pewien problem. Nie ukrywam, że strona rosyjska przez cały czas wykonywała dość przedziwne figury, żeby utrudnić nam transmisję 10 kwietnia. Chcieliśmy, żeby duży wóz transmisyjny pojechał również na uroczystości 10 kwietnia, ale okazało się, że nie może być wpuszczony do Rosji w terminie, jaki by nam odpowiadał. Chcieliśmy wysłać dwa wozy transmisyjne, na 7 kwietnia i na 10. Mówiono, że wpuszczą wóz na 7 kwietnia, by mógł transmitować wydarzenia z uroczystości z udziałem Donalda Tuska i Władimira Putina, a po tej dacie wozu już nie wpuszczą, bo główne obchody odbywają się tylko w tym terminie. Dlatego ostatecznie wóz, który miał obsługiwać też obchody 10 kwietnia, wysłaliśmy wcześniej, by ekipa czekała tam na miejscu i by mogła obsłużyć również obchody z udziałem prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

CZYTAJ TAKŻE: "Straciłem mentora. Kogoś, kto zmienił mój świat". Jan Ołdakowski wspomina Lecha Kaczyńskiego>>>

Warto też zaznaczyć, że prawie do ostatniej chwili czekaliśmy na scenariusz od strony rosyjskiej, który miał opisywać plan spotkania Donalda Tuska z Władimirem Putinem. Gdy już go otrzymaliśmy, okazało się, że spotkania premierów nie będzie nad grobami polskich oficerów, tylko będzie spacer dwóch premierów po nekropolii katyńskiej, a główne obchody odbędą się przed bramą główną. Tu należy wytłumaczyć, że po 1943 roki, kiedy Niemcy dokonali pierwszej ekshumacji zwłok w Katyniu, kolejne były dokonywane po 1989 roku. Wówczas dokonano tam bardzo wielu odkryć mordów. Okazało się, że mordowano tam nie tylko Polaków, ale również obywateli Związku Radzieckiego.

Operacja rosyjska od wielu lat polega na tym, żeby pokazywać, iż pomordowani w Katyniu oficerowie to jest tylko margines zbrodni. Spotkanie Donalda Tuska z Władimirem Putinem miało też ten wymiar. Ich przemówienia nie były wygłoszone nad grobami polskich oficerów, tylko przed bramą memoriału. Przed wielkim cmentarzyskiem, na którym spoczywają ofiary systemu stalinowskiego z Polski, ale nie tylko.

A jak były zaplanowane obchody 10 kwietnia? Co mieliście w scenariuszu?

Tego dnia mieliśmy zaplanowane studio, które miało nadawać na żywo z Katynia. Jan Pospieszalski i Joanna Lichocka, wówczas dziennikarka TVP, mieli na miejscu relacjonować przebieg obchodów. Zaplanowane były też m.in. wywiady z prezydentem Lechem Kaczyńskim czy z pierwszą damą Marią Kaczyńską, której rodzina osobiście doświadczyła Zbrodni Katyńskiej, ponieważ jeden z jej krewnych został tam zamordowany. Rozmowy związane ze Zbrodnią, dyskusje i analizy miały być również prowadzone w warszawskim studiu.

Ten scenariusz nie został zrealizowany, bo 10 kwietnia rządowy samolot Tu-154, na którego pokładzie znajdowała się polska delegacja i załoga, w sumie 96 osób, rozbił się w Smoleńsku. Jakie pierwsze informacje do was docierały?

Pierwszy komunikat, który otrzymaliśmy, to był komunikat, że coś się stało przy lądowaniu rządowego samolotu, ale nie doszło do katastrofy. Drugi, że doszło do jakiegoś zderzenia z innym samolotem, ale na pewno nie jest to Tu-154. Te informacje na początku były sprzeczne. Przez kilka minut nie wiedzieliśmy, co się stało, aż do momentu potwierdzenia, że wydarzyła się tragedia. My tak naprawdę byliśmy wtedy przygotowani do transmisji wydarzeń z Katynia. Tam były nasze wozy i nasi reporterzy, tam były kamery telewizyjne.

Właśnie przez to, że strona rosyjska skrajnie obniżyła rangę tego wydarzenia, żaden dziennikarz nie był na lotnisku smoleńskim. Ja byłem wówczas nadwydawcą, miałem koordynować zarówno studio smoleńskie, jak i warszawskie. Gdy informacje o tej tragedii się potwierdziły, natychmiast dotarło do mnie, że w obecnej sytuacji musimy realizować nie tylko segment informacyjny, publicystyczny, ale że nasza antena musi od teraz budować nastrój głębokiej powagi narodowych dni żałoby.

CZYTAJ TAKŻE: Biografka Marii Kaczyńskiej: miała wielkie poczucie humoru i łatwość nawiązywania kontaktów>>>

Chyba każdy z nas pamięta te transmisje. Były niezwykle poruszające.

Transmisje były zarówno w dniu wydarzenia, jak i w niedzielę, a od poniedziałku zaczęły się transmisje z przylotu ciał ofiar katastrofy wojskowymi samolotami z Rosji do Polski. Wtedy też powstała nowa forma wiadomości kierowanych wówczas przez Jacka Karnowskiego i Marzenę Paczuską. Stworzyli wtedy nową formę wiadomości łączących informację z elementami elegijnymi. To były wydarzenia, które trwały tydzień, aż po wielkie uroczystości żałobne, które odbyły się w sobotę na Placu Piłsudskiego, a potem na Wawelu, gdzie pochowano parę prezydencką. Telewizja Polska wówczas stanęła na wysokości zadania, zresztą to media publiczne przyciągały w tym czasie największą liczbę odbiorców. To napawa pewną refleksją, że Polacy w obliczu trudnych, dramatycznych sytuacjach chcą być związani z mediami narodowymi z Telewizją Polską i Polskim Radiem.

Wtedy też TVP wykorzystała utwór Michała Lorenca pt. "Wyjazd z Polski". Ta muzyka wielu Polakom już zawsze będzie się kojarzyła z tamtymi tragicznymi wydarzeniami.

Utwór Michał Lorenca wprowadziły do tych elementów elegijnych wiadomości. Rzeczywiście stał się on absolutnie symbolicznym motywem muzycznym, mimo że został skomponowany w zupełnie innym celu. Pochodził ze ścieżki dźwiękowej filmu "Różyczka", a stał się absolutnym symbolem tej tragedii.

A czym ta katastrofa była Pańskim zdaniem dla Polaków, którzy przeżywali tę tragedię we własnych domach, oglądając kolejne relacje telewizyjne, dla tych którzy przyszli pod Pałac Prezydencki, by zapalić znicz, czy stali w długich kolejkach, by oddać cześć ofiarom?

Pamiętam, że wraz z żoną i synem też staliśmy kilka godzin w zimnie, by pożegnać parę prezydencką. To było niezwykłe przeżycie. Wśród tych ludzi stała tam też 14-letnia dziewczyna, która przyjechała z okolic Poznania. Powiedziała, że pierwszy raz jest w Warszawie. To mnie niezwykle poruszyło i zbudowało, że ludzie z całej Polski zjechali się, by oddać cześć tym 96 osobom. Oblicza się, że przez Krakowskie Przedmieście w tamtym czasie przewinęło się około 300 tys. ludzi. Ta tragedia dla wielu osób, w tym dla mnie, ma wymiar osobisty. Ja przeżyłem głęboki wstrząs, bo zginął w niej mój serdeczny przyjaciel Janusz Krupski, który pełnił funkcję kierownika Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych. W latach 70. działaliśmy razem w antykomunistycznej opozycji. Zawdzięczam mu też życie, bo kiedyś, podczas wędrówki w Tatrach złapał mnie, dzięki czemu nie spadłem w przepaść. Gdy doszło do tragedii, gorączkowo sprawdzałem na liście, kto znajdował się na pokładzie. Wtedy dotarło do mnie, że również on zginął.

CZYTAJ TAKŻE: Wybitni politycy, działacze, wojskowi. W Smoleńsku zginęła polska elita>>>

Ten czas to był rodzaj narodowych rekolekcji, które również dziś przeżywamy, w obliczu pandemii koronawirusa. Wtedy i dziś pojawia się pytanie, co Bóg chce nam powiedzieć. Z całą pewnością, to co się wówczas wydarzyło, było bardzo głębokim przeżyciem Polaków, którzy uznali, że Polska jest czegoś warta. W momencie, kiedy ginie prezydent wraz z małżonką, ostatni Prezydent RP na uchodźstwie, dziewięćdziesięciu kilku wysokich urzędników państwowych, a także takie postacie historyczne, jak Anna Walentynowicz, to to jest znak, który naprawdę musimy głęboko czytać. A to, jak go odczytamy, zależy tylko od nas.

rozmawiał Paweł Kurek

Zobacz także

Zobacz także