more_horiz
Wiadomości

Prof. Zofia Zielińska: Konstytucja 3 maja odrodziła szacunek Polaków do swego państwa i do samych siebie

Ostatnia aktualizacja: 03.05.2022 13:20
- Twórcy Konstytucji 3 maja dokonali rzeczy niezwykłej. Odrodzili szacunek Polaków dla samych siebie, dla własnego państwa i dla naszej spuścizny politycznej - powiedziała portalowi PolskieRadio24.pl prof. Zofia Zielińska, mówiąc o znaczeniu ustawy zasadniczej z 1791 roku. Przyznała także, że można dostrzec wiele analogii między obecną polityką Rosji i tą sprzed ponad 200 lat.
Zaprzysiężenie konstytucyi przez króla i stany Rzeczypospolitej Polskiej w dniu 3 maja 1791 r. w Izbie Sejmowej w Warszawie. Litografia z 2. poł. XIX wieku wedle obrazu olejnego Jana Piotra Norblina
"Zaprzysiężenie konstytucyi przez króla i stany Rzeczypospolitej Polskiej w dniu 3 maja 1791 r. w Izbie Sejmowej w Warszawie". Litografia z 2. poł. XIX wieku wedle obrazu olejnego Jana Piotra NorblinaFoto: Polona/Biblioteka Narodowa

- U podłoża zmian, jakich dokonywał Sejm Czteroletni, leżało wolnościowe dążenie społeczeństwa i poczucie, że ta wolność jest ważniejsza nad wszystko (…). Wolność polskiego społeczeństwo ostatecznie została zniszczona, podobnie jak państwo, siłą rosyjskiego wojska w 1792 roku. Rosja nie zniszczyła jednak jednej rzeczy. Przekonaliśmy się, że w krótkiej chwili pozostawienia nas bez rosyjskiej presji militarnej, potrafiliśmy zmienić nasz ustrój, czerpiąc z polskiej tradycji politycznej i umieliśmy uczynić to bardzo szybko i sprawnie - powiedziała portalowi Polskiego Radia prof. Zofia Zielińska, mówiąc o znaczeniu Konstytucji 3 maja.

Analogie z dzisiejszą Rosją: imperialna buta, korupcja, zniszczenie

Prof. Zielińska pytana o podobieństwa między polityką imperium rozbiorowego a dzisiejszą Rosją, potwierdziła, że analogii dostrzec można wiele.

- Pierwsza to imperialna buta. Rosjanie byli przekonani, że są tak silni, iż rządząc Polską, mogą narzucać jej wszystko, nie muszą dążyć do żadnego kompromisu (…). Po drugie, elity rosyjskie w XVIII wieku posługiwały się w bardzo szerokim zakresie korupcją. Wykorzystywano ludzi o niskim morale - zaznaczyła. - Do tego brak granic przyzwoitości. Uznawali, że wolno im wszystko, bo są silni. Ich ambasador publicznie poniżał króla. I wolno im było rabować, wymuszać, porywać tysiącami polskich chłopów - dodała.

Profesor dodała, że Rosjanie umieli także rozgrywać ludzi i przenikać ich mentalność.

Nasza rozmówczyni zaznaczyła, że Rosja rządziła przez niszczenie, dezorganizację i nieliczenie się z żadnym porządkiem - i tak było już w Polsce XVIII-wiecznej.

Więcej w rozmowie.

***

PolskieRadio24.pl: Co zmieniała  Konstytucja 3 maja, dlaczego ją opracowano? Dlaczego obchodzimy tę rocznicę i dlaczego o niej pamiętamy?

Prof. Zofia Zielińska (Uniwersytet Warszawski): Sejm Czteroletni, którego zwieńczenie stanowiła Konstytucja 3 maja, wytyczył sobie dwa główne cele. Nie postawiono ich od razu w pełni wyraziście, zarysowało się to w trakcie prac sejmu. Chodziło o odzyskanie przez Polskę suwerenności i zapewnienie tego, że państwo przetrwa, o podjęcie walki o jego trwanie.

Po pierwszym rozbiorze w 1772 roku byt państwa  - co rozumiała polska elita - nie był już pewny. Jak się niestety okazało, ta intuicja była słuszna.

Natomiast niesuwerenność Rzeczpospolitej i głęboka zależność od Rosji mają  znacznie dłuższa metrykę niż Sejm Wielki. Początki sięgają 1709 roku, gdy Piotr I zwyciężył pod Połtawą i stał się tak silny, że mógł rozpocząć podporządkowywanie sobie Polski.

Czytaj także:

Jak Sejm Czteroletni rozumiał kwestię przetrwania państwa?

Sejm wytyczył sobie świadomie wspomniane dwa główne cele, odzyskanie suwerenności i zapewnienie przetrwania państwu, już po kilku tygodniach prac.

W rozumieniu ludzi osiemnastowiecznych sprawa przetrwania państwa to była kwestia racjonalnej jego organizacji, czyli konstytucja, ustawa zasadnicza, określająca podstawy ustroju politycznego, społecznego, sądowniczego, kulturalnego.

Jeśli chodzi o suwerenność, symbolicznie zrzucono rosyjską gwarancję już po kilkunastu dniach obrad sejmu drogą faktów dokonanych - uznano, iż Rzeczpospolita może podejmować decyzje, na które gwarancja rosyjska nie pozwala.

Interesująca jest postawa Prus w tej kwestii. Prusy, które wzięły udział w pierwszym rozbiorze, zmierzały do dalszego, pełnego rozczłonkowania Rzeczypospolitej. W  marcu 1788 r. wygasło  przymierze Prus z Rosją,  trwające niemal nieprzerwanie od 1764 roku, a wcześniej także, poza przerwą w latach 40.i 50. Usłyszawszy o projekcie przymierza polsko-rosyjskiego, które Stanisław August negocjował z Katarzyną II, Berlin poczuł się w matni. Traktat przymierza zawierał wszak klauzulę, w której alianci poręczali sobie wzajemnie obronę integralności terytorialnej państwa. Gdyby przymierze zostało zawarte, zamknęłoby Prusom drogę do dalszego podziału Polski. Berlin postanowił więc działać: w Petersburgu zgłosił weto w sprawie przymierza, a w Warszawie zamierzał zdyskontować żywe nastroje antyrosyjskie i zachęcać sejm do poczynań przeciw wschodniemu imperium. Miało to doprowadzić  do rosyjskiego odwetu w postaci kolejnego rozbioru. Na zewnątrz Fryderyk Wilhelm II demonstrował wobec sejmu uczucia przyjazne, sugerował, że może zawrzeć przymierze z Polską; chodziło o  to, by w Polsce nie zwyciężyła opcja zawarcia przymierza z Rosją. Ta prowokacja pruska się udała, ale nie w pełni; Fryderyk Wilhelm II udając życzliwość, nie mógł zbyt otwarcie przeciwdziałać polskim reformom. A traktował je jako śmiertelne zagrożenie dla Prus - wszak powstały one w dużej mierze na ziemiach, o które Polacy mogli się upomnieć.

Tymczasem prace polskiego sejmu postępowały. 20 października 1788 (a więc już 14 dni po rozpoczęciu obrad) uchwalono, że armia ma liczyć 100 tysięcy żołnierzy, podczas gdy Rosja pozwalała na 30 tysięcy.  To był doraźny efekt rachub na pruską przyjaźń i sojusz, ale u podstaw tkwiła wola odzyskania wolności.

W styczniu 1789 roku obalono Radę Nieustającą. Była ona centralnym organem władzy ustawodawczej narzuconym przez Rosję na sejmie rozbiorowym 1773-1775 r. Obalenie Rady to też było likwidowanie symboli podległości. A równocześnie pozbawienie kraju centralnej władzy wykonawczej oznaczało potrzebę uchwalenia nowej konstytucji - państwu niezbędny był wszak dokument, wskazujący jego podstawowe organy, regulujący ich działania i wzajemne relacje.

Po wielu perypetiach konstytucję uchwalono 3 maja 1791 r.  Najważniejszym krokiem na drodze do jej powstania stało się pojednanie między obozem królewskim i reformatorami spod znaku dawnej opozycji czyli współczesnym pokoleniem Familii Czartoryskich; dowodził nią Ignacego Potocki;  jego zmarła żona była wnuczką Augusta Czartoryskiego. To pojednanie dokonało się latem 1790 r. - po dwóch latach sejmu.

Droga do ustawy zasadniczej była nader kręta - dość powiedzieć, że pierwszy projekt konstytucji - wypracowany przez Ignacego Potockiego Projekt do formy rządu - sejm odrzucił. Uczynił słusznie, gdyż Potocki przekazał pod obrady kolubrynowy, nieprzeciętny … gniot.  Jest tytułem do chwały Potockiego, że potrafił to uznać i przekazać w grudniu 1790 r. rolę ustawodawcy rzeczywistemu autorowi Konstytucji 3 Maja, który potrafił ją ułożyć, królowi Stanisławowi Augustowi. W toku korekt królewskiego projektu, wprowadzanych  w trybie tajnym, doszło do pewnych zmian, dlatego mówimy o czterech autorach autorach. Owe tajne narady i uzgodnienia toczyły się najpierw między królem a Ignacym Potockim i nie były łatwe, zważywszy, że Stanisław August był z przekonania monarchistą, Potocki zaś republikaninem. Pośredniczył między nimi sekretarz króla, Scipione Piattoli, który twórczo uzgadniał kształt poprawek głównych dyskutantów. Czwartym współautorem stał się sekretarz marszałka Sejmu, Stanisława Małachowskiego, ksiądz Hugo Kołłątaj, niegdyś reformator Akademii Krakowskiej, już wówczas doceniany jako niezwykły umysł polityczny. Doszedł on do najtajniejszego grona najpóźniej. Zajmował się głównie sprawami społecznymi, pomógł też ustalić ostateczny tekst polskiego przekładu ustawy, której pierwowzór król, z uwagi na Piattolego, ułożył po francusku. W efekcie konstytucji Rzeczpospolita stała się monarchią konstytucyjną - krajem o silnej władzy monarszej, wyraziście wszakże ograniczonej zasadami konstytucji.

Co zmieniła Konstytucja 3 maja?

Wzmocniła sejm usuwając zeń veto i uczyniła go prawdziwym wyrazicielem woli narodu; nie można było już odwoływać się do "braci"  w ziemiach czy powiatach. Sejm ten miał określony czas obrad, ale w ciągu dwuletniej kadencji mógł je wznawiać, ilekroć zaszła potrzeba ("sejm zawsze gotowy").

Jeszcze ważniejsze była reforma władzy wykonawczej. Wzmocniono centralny ośrodek wykonawczy, monarchię, poprzez rząd zwany Strażą Praw, w której decydujący głos miał król. To oraz silna inicjatywa ustawodawcza władcy  uczyniło z władzy wykonawczej sprawny instrument. Rząd nadal - zgodnie z polską tradycją - pozostał odpowiedzialny przed sejmem, a pewne jego decyzje (np. zawieranie traktatów międzynarodowych) wymagały ratyfikacji parlamentu.

W zakresie sądów reformy nie były tak rewolucyjne: pozostawiono sądownictwo stanowe. Jednak miasta otrzymały pełny samorząd sądowy, zaś w pewnych wypadkach sąd uzyskał prawo wkraczania między chłopa i pana, czyniąc wyłom w sądownictwie patrymonialnym dziedziców.

W kwestiach społecznych najważniejsza była reforma stanu mieszczańskiego. Nie stworzono drugiej izby sejmowej, ale mieszczanie uzyskali realny wpływ na decyzje parlamentu, a więc i państwa, oraz dostęp do wszystkich praktycznie państwowych godności. Zaś obowiązkowe coroczne nobilitacje dodatkowo dokonałyby zapewne przemieszania obu stanów.

Jeśli idzie o stan szlachecki, z sejmików usunięta została szlachta nieposiadająca - gołota. Był to cios w magnatów, którzy tłumami drobnej szlachty, zwiezionej na sejmiki, posługiwali się dla terroryzowania tych zgromadzeń. Polska miała być krajem, w którym podmiotem władzy stawała się ówczesna "klasa średnia" - posiadająca szlachta w praktycznym sojuszu z mieszczaństwem. --- To dlatego najbogatsi magnaci tak ostro przeciw Konstytucji 3 maja wystąpili.

Dla współczesnych najbardziej "rewolucyjną" w tej polskiej "łagodnej rewolucji" (w przeciwieństwie do krwawej francuskiej) była decyzja o tronie dziedzicznym w miejsce wolnej elekcji. Ta klauzula ukrywała jednak dramat Rzeczypospolitej, gdyż (pozornie) następcą Stanisława Augusta uczyniono elektora saskiego Fryderyka Augusta. Sęk w tym, że nie udzielił on na swą kandydaturę oficjalnej zgody - bał się rosyjskiej zemsty. Mimo iż Polacy uważali, że Sejm Wielki przywrócił im niepodległość i swobodę samostanowienia - nie wszyscy w Europie wierzyli w trwałość tych decyzji.

Elektor saski nie miał syna i wiadomo było, że mieć go już nie będzie. Dlatego jego córkę Marię Augustę Nepomucenę Konstytucja 3 maja uznała za "polską infantkę". I to jej mąż - w 1791 r. nieznany - miałby utworzyć nową polską dynastię. Dlatego powiedziałam wyżej, że saska dynastia Wettynów tylko pozornie dziedziczyć miała tron po Stanisławie Auguście.

Mimo tego dramatycznego niedomówienia w sprawach korony, sądząc po tym, jak wyglądał rok funkcjonowania Konstytucji 3 maja, zanim nie obaliła jej rosyjska interwencja, był to sprawnie działający system.

Jaka była reakcja Rosji?

Katarzyna II długo udawała, że nie zważa na to, co się dzieje w Polsce. De facto chciała najpierw skończyć wojnę z Turcją. Ta jednak przeciągnęła się do stycznia 1792 roku, wówczas zawarto pokój w Jassach. W związku z tym ingerencja w Rosji odsunęła się do maja 1792 roku.

Po latach Konstytucja 3 maja stała się symbolem tego, że Polska walczy o swoją państwowość, chce o niej decydować. Była koniunktura międzynarodowa, by ją uchwalić, ale u fundamentów ustanowienia nowej formy państwa leżało dążenie polskiego społeczeństwa: chciało ono uratować byt swej ojczyzny.

Gdy Stanisław August po 3 i 5 maja 1791 pisał do swojego przyjaciela Maurycego Glayre’a o tym,  dzięki czemu, jego zdaniem, przyjęcie konstytucji okazało się możliwe, kładł nacisk na efekty tego, co w początkach panowania określił jako "nowe świata polskiego stworzenie"

Napisał, że wyrosło młode pokolenie, które dużo czytało, kształciło się w szkołach pijarskich i zakładach Komisji Edukacji Narodowej. Nie odczuwało, tak jak poprzednie, że nic się nie da zrobić - miało odwagę działania. Nie mogło ścierpieć zależności od Rosji, widziało drenaż państwa polskiego i jego eksploatację przez rosyjskie imperium, panoszenie się rosyjskiego ambasadora.

To trzeba mocno podkreślić - u podłoża zmian, jakich dokonywał Sejm Czteroletni, leżało wolnościowe dążenie społeczeństwa i poczucie, że ta wolność jest ważniejsza nad wszystko.

Warto jednak wskazać, że Konstytucja 3 maja stanowi również efekt pewnych umiejętności politycznych, doświadczenia kierowania państwem, znajomości potrzeb Rzeczypospolitej, które rozpoznawał przez lata panowania Stanisław August. Bez tych umiejętności nie byłoby łatwo ułożyć ustawy zasadniczej - niefortunny przykład Ignacego Potockiego o tym świadczy.

Choć cały majowy ustrój i czteroletni sejmowy wysiłek odrodzenia państwa i umocnienia wolności zostały zniszczone  siłą rosyjskiego wojska w 1792 roku, nie udało się unicestwić jednej rzeczy.

Widzieliśmy, że w tej niedługiej chwili, gdy Rosja zdecydowała się, nie przeciwstawiać wprost polskim reformom, gdy nie przeszkadzała jawnie w odradzaniu państwa, potrafiliśmy zmienić nasz ustrój, czerpiąc z polskiej tradycji politycznej i zdołaliśmy uczynić to bardzo szybko i sprawnie.

Posłuchajmy, jak mówili o tym sami twórcy Konstytucji:

"Uznając, iż los nas wszystkich od ugruntowania i wydoskonalenia konstytucji narodowej jedynie zawisł, długim doświadczeniem poznawszy zadawnione rządu naszego wady, a chcąc korzystać z pory, w jakiej się Europa znajduje i z tej dogorywającej chwili, która nas samym sobie wróciła, wolni od hańbiących obcej przemocy nakazów, ceniąc drożej nad życie, nad szczęśliwość osobistą, egzystencję polityczną, niepodległość zewnętrzną i wolność wewnętrzną narodu, którego los w ręce nasze jest powierzony, chcąc oraz na błogosławieństwo, na wdzięczność współczesnych i przyszłych pokoleń zasłużyć, mimo przeszkód, które w nas namiętności sprawować mogą dla dobra powszechnego, dla ugruntowania wolności, dla ocalenia Ojczyzny naszej i jej granic z największą stałością ducha, niniejszą konstytucję uchwalamy; tę całkowicie za świętą, za niewzruszoną deklarujemy, dopóki by naród w czasie prawem przepisanym, wyraźną wolą swoją nie uznał potrzeby odmienienia w niej jakiego artykułu".

Nasi przodkowie z Sejmu Wielkiego, twórcy konstytucji, mieli przekonanie, że dokonali wielkiej rzeczy.

I rzeczywiście tego dokonali, odrodzili bowiem szacunek Polaków dla samych siebie, dla własnego państwa i dla własnej spuścizny politycznej.

Potrafiliśmy skorzystać z chwili wolnej od przemocy i uczynić państwo takim, by mogło działać sprawnie. Niestety, zabrakło sił, by skutecznie przeciwstawić się rosyjskiej przemocy.

Był to też ważny drogowskaz na przyszłość i testament.

Był to wzorzec, i odrodzone poczucie wartości. Potrafiliśmy stworzyć coś wartościowego. Odrodziliśmy szacunek dla siebie samych i naszego państwa.

Napoleoński pochód w Europie uczynił Konstytucję stanową, a taką była ustawa Rządowa 3 maja 1791 r.,  w pewnym sensie zdezaktualizowaną. Cesarz Francuzów niósł przesłanie o wolności i równości wszystkich. "Znosi się niewola. Wszyscy obywatele są równi w obliczu prawa", głosiła konstytucja nadana Księstwu Warszawskiemu przez Napoleona . W przeciwieństwie do tego, Konstytucja 3 maja dała chłopom niewiele Oczywiście, zabrakło czasu, zamierzaliśmy dać im więcej. Włościanie uzyskali opiekę prawną państwa, stworzono możliwość zawierania umów dobrowolnych między dziedzicem i chłopem. W razie konfliktu o te umowy strony spotykałyby się w sądzie państwowym - a więc już nie patrymonialnym. Chłopi, którzy wracali z zagranicy, dostawali wolność osobistą. Jeden z badaczy XVIII wieku, Richard Butterwick, twierdzi, że ten ostatni zapis, wolność dla imigrantów, szybko doprowadziłoby do likwidacji poddaństwa chłopów w całym kraju.

Chłopi jednak doraźnie niewiele zyskali, inaczej niż mieszczanie. Rosjanie próbowali to wykorzystać - nie udało im się nastawić chłopów przeciw Konstytucji, starali się jednak, by pozostali bierni. Powstanie kościuszkowskie było w efekcie w dużej mierze rewolucją szlachecką - chłopi nadal nie widzieli w Polsce "swego" państwa, nadal nie bardzo mieli powody, by im na owym państwie miało szczególnie zależeć.

A wracając jeszcze do spraw politycznych. Konstytucja 3 maja została wprowadzona metodą zamachu stanu. Sekret o jej powstaniu przenikał coraz szerzej, obawiano się powrotu jej przeciwników z przerwy wielkanocnej. Tych, których informowano o zamiarach uchwalenia konstytucji, w noc poprzedzającą uchwalenie ustawy zachęcano do podpisywania tzw. asekuracji, dokumentu o gotowości do obrony ustawy zasadniczej, jaką miano nazajutrz wprowadzić do sejmu. Inni o projekcie nie wiedzieli, zaskoczyło ich przedłożenie go w sejmie 3 maja 1791 r. --- Choć zatem był to rodzaj zamachu stanu, jego efekt - Ustawa Rządowa 3 Maja 1791 roku - została na sejmikach, jakie się odbyły w całej Rzeczypospolitej 14 lutego 1792 r., w pełni zaaprobowana. W owym "referendum trzeciomajowym" ponad 90% sejmików opowiedziało się za Konstytucją. O tym "zapomnieli" Rosjanie i targowiczanie w dokumentach, w których Konstytucję atakowali.

Rosja do tej pory stara się pozbawiać godności narody, które podbija. Stąd poczucie godności okazało się potężną bronią przeciwko temu złu?

Socjologowie podkreślają, że grupa, która ma poczucie silnej więzi i silne poczucie swej wartości, jest znacznie trudniejsza i do infiltracji, i do rozproszenia, podzielenia.

Wydaje się, że można dostrzec wiele podobieństw między Rosją XVIII wieku a obecną Federacją Rosyjską.

Gdy myślę o Rosji XVIII wieku, dostrzegam sporo cech, widocznych także dzisiaj.

Przede wszystkim nasuwa mi się na myśl coś, co można by nazwać imperialną butą.

Rosjanie byli przekonani, że są tak silni, iż rządząc Polską mogą narzucać jej wszystko, nie muszą dążyć do żadnego kompromisu, nie muszą się interesować, czy to obywateli podległego kraju silnie przeciw Rosji nastawia, czy nie. Dlatego w Konstytucji 3 maja napisano o "hańbiących obcej przemocy nakazach". Konfederacja barska była reakcją na brutalność Rosji na Sejmie 1767-1768 roku. Rosjanie pokonali ją, co doprowadziło do pierwszego rozbioru. To ich tylko utwierdziło w przekonaniu, że "siła łamie nawet żelazo", jak głosi rosyjskie przysłowie.

Po drugie, Rosjanie w XVIII wieku posługiwali się w bardzo szerokim zakresie korupcją. Wykorzystywano ludzi o niskim morale. Mamy listy ambasadorskich jurgieltników. Rosja zawsze miała takich ludzi, nie tylko w Rzeczypospolitej, także w innych podległych jej państwach. Osoby takie wszędzie się przecież znajdą. Sęk w tym, że pod presją Petersburga wynoszono je na wysokie godności.

Niemniej jednak Rosja nie była w stanie stworzyć własnej partii ze szlachty;  to jej się nie udało i warto to podkreślić.

Rosjanie umieli natomiast rozgrywać ludzi, skłócać ich, dzielić wzajemnie. Umieli przenikać mentalność, dręczyć psychicznie. Bardzo dobry był w tym m.in. Nikołaj Repnin - wiedział, do czego dąży Stanisław August, jak zależy mu na Polsce, a więc jak go dotkliwie ugodzić i jak szantażować.

Do tego dochodził brak granic przyzwoitości. Uznawali, że wolno im wszystko, bo są silni. Ich ambasador publicznie poniżał króla  -  uważali, że mogą rabować, wymuszać, porywać tysiącami polskich chłopów, wprowadzać do Polski korpusy egzekucyjne ich porywające, by osiedlać tereny zdobyte na Turcji. Bo ich siła w razie czego pokona opór.

Inflancki Niemiec, rosyjski ambasador Otto Magnus von Stackelberg, który zresztą poniżał polskiego króla, trochę nie pasował do rosyjskiego systemu. Wiedział, że Rosja nie chce pozwolić na jakiekolwiek znaczenie Polski w Europie. Sądził jednak, że jest w stanie zgodzić się na wewnętrzny porządek, oczywiście silnie przez siebie kontrolowany. Nic z tego, to nie była polityka Petersburga. On rządził przez niszczenie, dezorganizację i nieliczenie się z żadnym porządkiem. Tak właśnie było w Polsce XVIII-wiecznej i nie jest to metoda nieznana nam dziś.

Widzimy dziś analogie do niemal wszystkich tych metod.

Na każdym kroku.

Korupcja jest wszechobecnym narzędziem. Wojna na Ukrainie to tysiące deportowanych, mordowanych, torturowanych. Ogrom zła, degradacji moralnej i zniszczenia. Nawet las - jak tylko się  z nim znaleźli, to jak w XVIII wieku - chcieli wyrąbać i wywieźć.

Z drewna wyrąbywanego w  polskich lasach (czyli rabowanego w Rzeczypospolitej) Grigorij Potiomkin zbudował port w Chersoniu.

Gdy Rosjanie opuszczali Warszawę w 1795, świadek tego, książę Kazimierz Poniatowski, starszy brat Stanisława Augusta, pisał w liście do króla więzionego wówczas w Grodnie, że nawet rosyjscy sojusznicy Prusacy bardzo się zdziwili tym, co zastali w Warszawie, gdy weszli tam zgodnie z umowami z Rosją w akcie trzeciego rozbioru. Wszystko było zrabowane.

Wywożono nie tylko meble, okna, futryny, drzwi. Tam, gdzie się ich nie dało wyrwać, rabowali nawet klamki z okuciami. To, czego się nie dało ewakuować, niszczono.

Czy z historii Konstytucji 3 maja możemy wyciągać jeszcze jakieś nauki na przyszłość?

Jesteśmy społeczeństwem, któremu brakuje poczucia związku z państwem, słaba jest identyfikacja narodowa i słaba świadomość państwowa. To efekt zagłady elit w czasie II wojny światowej.

Musimy dbać o swoje poczucie tożsamości poprzez edukację i szacunek dla własnego państwa.

Trzeba czuć odpowiedzialność za to, co się dzieje w Polsce.

To pojawia się wówczas, gdy ktoś identyfikuje się z polskim państwem, gdy ma się poczucie, że trzeba o nie dbać. W Polsce zmieniło się już sporo na korzyść, ale trzeba to pogłębiać. Te braki stanowią m. in. efekt traktowania chłopów w I Rzeczypospolitej. Kołłątaj słusznie ostrzegał, że jeśli chłopom nie damy wolności, nie będą mieli poczucia, że przynależność do Polski i jej obrona leżą w ich interesie. No i skutki znamy - można tu przypomnieć nowelę "Rozdziobią nas kruki, wrony".

Z kolei w obronie szlachty, która tak długo i, niestety, skutecznie opierała się polepszeniu doli chłopów, trzeba powiedzieć, że dla niebogatych ziemian rezygnacja z pańszczyzny stanowiła kolosalne ryzyko. Nie było przypadkiem, że reform chłopskich dokonywali magnaci - dysponowali rezerwami, które pozwalały przetrwać czas, zanim reforma przyniosła pozytywne efekty. Dla niebogatego szlachcica rezygnacja z darmowej pracy chłopów często niosłaby degradację społeczną, bo on rezerw nie miał. Na tym polegał gordyjski węzeł tego problemu w Rzeczypospolitej.

Gdy mówimy o kwestiach związanych z poczuciem tożsamości narodowej, trzeba pamiętać o eksterminacji polskich elit przez Niemców i przez Sowietów. i "wychowywaniu" mas [nas?] tak, jak było wygodnie okupantowi.

Minęły już 33 lata od czasów PRL-u, to pokazuje jak trudne do odtworzenia są pewne procesy społeczne.

Wróćmy jeszcze do czasów po upadku Konstytucji 3 maja. Jak doszło do upadku Rzeczpospolitej?

Rosja traktowała Polskę jako swoją prowincję, przywykła do tego od początku XVIII wieku. Katarzyna II udawała, że nie obchodzi jej Sejm Czteroletni, ale było zupełnie odwrotnie. Po podpisaniu pokoju z Turcją w styczniu 1792 roku zajęto się Polską. Od pewnego czasu wiedziano, że część magnatów jest skłonna przeciwstawić się całemu narodowi i szukać obcej pomocy przeciwko Konstytucji 3 maja i pracom Sejmu Czteroletniego. To była na początku garstka: hetmani Ksawery Branicki, Seweryn Rzewuski, najbogatszy magnat w Koronie Szczęsny Potocki i dwaj bracia Kossakowscy. Podpisali w Petersburgu u schyłku kwietnia 1792 r. akt konstytutywny konfederacji targowickiej, w gruncie rzeczy podyktowany im zgodnie z wolą Katarzyny II. Ta grupa, zwana później targowicą, stanowiła listek figowy rosyjskiej interwencji i jej wspomnienie budzi do dzisiaj zarówno poczucie wstydu, jak oburzenia.

Katarzyna II posłużyła się tymi zdrajcami i jurgieltnikami. Oczywiście i bez nich by dokonała interwencji, ale wygodnie jej było wykorzystać targowicki listek figowy. Rosyjskie wojska weszły w granice państwa polskiego i tu niby dopiero, w nadgranicznym miasteczku Targowicy tę konfederację zawiązano. Z fałszywym miejscem i datą powstania.

18 maja rosyjski dyplomata w Warszawie, Jako Bułhakow, przedstawił kanclerzowi Joachimowi Chreptowiczowi i królowi deklarację Katarzyny II, która de facto była wypowiedzeniem wojny. Formalnie wojny tej nie prowadziła Rosja z Rzecząpospolitą, Katarzyna udawała, że jedynie wspiera "prawdziwych patriotów" czyli targowiczan. Wojna była przegrywana, gdy 23 lipca 1792 r. do Warszawy dotarła odpowiedź imperatorowej na list króla, który prosił o rozejm. Imperatorowa zażądała natychmiastowego przystąpienia polskiego władcy do targowicy. Monarcha, po naradzie z przywódcami państwa, dokonał tego kroku. Próbował tym ukorzeniem się ratować państwo przed kolejnym rozbiorem, którym Bułhakow groził w razie zwłoki w wykonaniu żądania swej władczyni. Stanisław August liczył też, że zdoła opanować konfederację targowicką i nawiąże rokowania z Katarzyną, by ratować co się da z dzieła Sejmu Wielkiego.

Nie okazało się to realne.

***

Z prof. Zofią Zielińską rozmawiała Agnieszka Marcela Kamińska, PolskieRadio24.pl

Zobacz także

Zobacz także