Wśród powołanych na zgrupowanie reprezentacji Brazylii znaleźli się Alisson, Fabinho, Roberto Firmino (Liverpool), Raphinha (Leeds), Ederson, Gabriel Jesus (Manchester City), Fred (Manchester United), Thiago Silva (Chelsea) i Richarlison (Everton).
Szefostwa klubów, w których grają "angielscy" "Canarinhos", nie zgodziły się na ich wyjazd z powodu regulacji związanych z pandemią koronawirusa. Według przepisów po powrocie z ojczyzny zawodnicy musieliby poddać się 10-dniowej kwarantannie.
Pomimo osłabień Brazylijczycy pokonali Chile (1:0). Następnym rywalem "Canarinhos" miała być Argentyna, ale mecz został przerwany przez przedstawicieli Anvisy - brazylijskiego odpowiednika Sanepidu. "Albicelestes", w przeciwieństwie do gospodarzy, nie zastosowali się do restrykcji i powołali do swojej kadry występujących w Premier League Giovaniego Lo Celso, Cristiana Romero (obaj Tottenham), a także Emiliano Buendię i Emiliano Martineza (obaj Aston Villa).
Kluby Premier League zgodnie twierdzą, że skarga do FIFA jest bezpodstawna i domagają się dopuszczenia Brazylijczyków do gry, a w razie niekorzystnej dla nich decyzji planują odwołanie.
Według informacji brytyjskiej prasy FIFA miała jednak przychylić się do wniosku CBF (brazylijskiego związku) i zawiesić piłkarzy na pięć dni – do 14 września włącznie. Oznaczałoby to, że żadna z drużyn nie mogłaby skorzystać z nich w najbliższej kolejce Premier League. Chelsea i Manchester United byłyby osłabione także w Lidze Mistrzów.
Wyjątkiem, o którego "dyskwalifikację" nie wnosi CFB, ma być Richarlison. Brazylijska federacja jest bowiem wdzięczna, że Everton wyraził zgodę na jego wyjazd na igrzyska olimpijskie w Tokio.
Czytaj także:
bg