To może być koniec. Adam Małysz ma dość takiego życia
Nie jest pewny czy wystartuje w czerwcowych wyborach. Adam Małysz – legenda skoków, dziś prezes Polskiego Związku Narciarskiego – przyznaje, że jest zmęczony polityką, wewnętrznymi rozgrywkami i rolą, która coraz częściej odbiera mu radość ze sportu. – Nie jestem już na tym etapie życia, bym musiał robić rzeczy, które nie sprawiają mi przyjemności – mówi wprost w rozmowie z portalem WP Sportowe Fakty i nie wyklucza, że jego misja w PZN dobiega końca.
2026-02-24, 15:01
- Kamila Sellier musi wrócić do Mediolanu. Ujawniono plan
- Semirunnij zmieni nazwisko. "Chcę być stuprocentowym Polakiem"
- Polskie tenisistki utknęły w Meksyku. Sztab wysłał komunikat
Adam Małysz mówi o rezygnacji z bycia prezesem związku
Choć Zimowe Igrzyska Olimpijskie Mediolan–Cortina przyniosły polskim skokom wymierne sukcesy - trzy medale, wokół Polskiego Związku Narciarskiego nie brakowało napięć i krytyki. Oberwało się także prezesowi federacji. Dziś Małysz nie ukrywa, że poważnie rozważa rezygnację z ubiegania się o reelekcję. – Muszę się głęboko zastanowić, czy jest sens, bym dalej był prezesem Polskiego Związku Narciarskiego. Wybory mamy już w czerwcu – podkreśla w rozmowie z portalem WP Sportowe Fakty .
Zmęczenie nie dotyczy jedynie ostatnich tygodni. – Nie chodzi tylko o ostatnie trzy tygodnie, ale całe cztery lata. Działaczowskie życie, wewnętrzne gierki i siedzenie za biurkiem nie do końca jest w moim stylu – przyznaje. Były mistrz świata nie kryje, że bliżej mu do skoczni niż do gabinetu. – Jestem zły, że nie miałem czasu pojeździć z chłopakami na zawody. W roli dyrektora sportowego stojącego pod skocznią czułem się dużo lepiej - zaznacza.
Małysz: nie mam problemu z konstruktywną krytyką
Najbardziej boli go brak jedności w środowisku. – Zastanawiałem się, po co mi to wszystko, skoro w związku kompletnie nie ma jedności, a każdy ciągnie tylko w swoją stronę – mówi. I dodaje, że nie potrafi zaakceptować sytuacji, w której zamiast rozmowy w cztery oczy pojawia się krytyka w mediach. – Nie mam problemu z konstruktywną krytyką. Nie potrafię się jednak pogodzić z tym, że jestem obgadywany za plecami.
Małysz otwarcie przyznaje też, że nie w każdej sytuacji mógł postawić na swoim. – Nie raz staram się tupnąć nogą, ale potem okazuje się, że zarząd i tak podjął inną decyzję. Często muszę firmować swoim nazwiskiem sprawy, z którymi się nie zgadzam – tłumaczy, odnosząc się do zarzutów o zbyt miękki styl zarządzania.
Jednocześnie podkreśla, że nie wszystko w tej roli było złe. – Zdarzają się fajne momenty, bo mam wokół siebie naprawdę zgrany zespół. Niestety więcej jest gorszych – papierologii i rozgrywek działaczowskich – wylicza.
Decyzję o swojej przyszłości ma podjąć tuż przed wyborami. – Jest kilka spraw, które chciałbym kontynuować, ale na pewno nie będę tego robił za wszelką cenę – zaznacza. I choć część środowiska namawia go do dalszej pracy, tym razem kluczowy głos może należeć do rodziny.
Źródło: PolskieRadio24.pl/WP Sportowe Fakty/ah