more_horiz
Wiadomości

Agresja Rosji: polscy sportowcy są bezpieczni? "Wojna trwa już osiem lat"

Ostatnia aktualizacja: 22.02.2022 12:17
Wobec eskalacji konfliktu rosyjsko-ukraińskiego, pod znakiem zapytania stoi przyszłość polskich sportowców występujących w tych państwach. - Gdybym mieszkał po drugiej stronie kraju, myślę, że nie chciałbym w nim dłużej przebywać - powiedział w rozmowie z TVP Sport Artur Szalpuk, siatkarz Epicentr-Podolany Horodok.
Artur Szalpuk, mistrz świata z 2018 roku, występuje w lidze ukraińskiej
Artur Szalpuk, mistrz świata z 2018 roku, występuje w lidze ukraińskiejFoto: Karol Bartnik / Forum

Wojna trwa od lat

W poniedziałek prezydent Rosji Władimir Putin w orędziu do narodu ogłosił, że podpisał dekret o uznaniu niepodległości dwóch separatystycznych regionów Ukrainy — tzw. Donieckiej oraz Ługańskiej Republik Ludowych. Uczynił to wbrew apelom Ukraińców, państw NATO czy organizacji międzynarodowych. W związku z decyzją Putina, Unia Europejska zagroziła ostrymi sankcjami wobec Rosji.

- W Polsce nie mówi się, że w Donbasie czy Ługańsku wojna trwa już osiem lat - zauważa Szalpuk, mistrz świata z 2018 roku. 

Jego klub jest liderem ukraińskiej ligi. Siedziba Epicentr-Podolany mieści się w Gródku, mieście położonym ok. 200 kilometrów od Lwowa.

- Z tego, co słyszałem, w większych miastach i po zachodniej stronie Ukrainy ludzie żyją normalnie. Mam szczęście, że jestem w tej części, czysto teoretycznie nie są to ziemie zagrożone. Gdybym jednak mieszkał po drugiej stronie tego kraju, myślę, że nie chciałbym w nim dłużej przebywać - dodał Szalpuk.

Inaczej na sprawę patrzy Edward Krychowiak, ojciec Grzegorza, reprezentanta Polski i piłkarza FK Krasnodar.

- Bywałem na meczach Grześka w Moskwie i nigdy nie spotkałem się z jakąkolwiek niechęcią tamtejszych fanów. Znacznie gorzej wspominam wizytę na Tottenhamie, kiedy Grzesiek grał w Reims. Było zimno. Kupiłem sobie czapkę Reims. Wszedłem na niewłaściwy sektor, a tam Anglicy chcieli mnie niemal zlinczować. Rosjanie natomiast to takie słowiańskie dusze, jak my. Gościnni, weseli, serdeczni - powiedział w "Super Expressie".

Walkower w barażu?

W związku z sytuacją międzynarodową, coraz częściej pojawiają się także opinii o konieczności wykluczenia rosyjskiej reprezentacji z walki o awans na piłkarskie mistrzostwa świata w Katarze. Rosjanie w półfinale barażowego miniturnieju mają zagrać na stadionie Dynama Moskwa z Polską.

- Nie mam wątpliwości, że sankcje powinny objąć również rosyjski sport, który Putin bezwzględnie wykorzystuje do celów politycznych - powiedział szef Ministerstwa Sportu i Turystyki Kamil Bortniczuk na antenie Polskiego Radia 24.

- Na dzisiaj uważam, że w takiej sytuacji do Rosji polscy sportowcy jechać nie powinni, ale to jest moje osobiste zdanie, nieskonsultowane ani z szefem rządu, ani przede wszystkim z kierownictwem federacji, a to federacja piłkarska podejmie ostateczne decyzje - dodał.

Osobiście uważam, że nie powinniśmy jechać do Moskwy 24 marca. Ale to zapewne powinna być decyzja nawet wagi państwowej, daleko wykraczająca poza kompetencje PZPN. Nie możemy tupać nogą, a potem robić za klaunów w cyrku - napisał na Twitterze dziennikarz Krzysztof Stanowski.

Rzecznik PZPN Jakub Kwiatkowski w wypowiedziach dla mediów podkreślił, że mimo napiętej sytuacji na rosyjsko-ukraińskim pograniczu na razie nie ma planów zmiany lokalizacji meczu Rosja - Polska w barażach o grę w mistrzostwach świata. Spotkanie ma odbyć się 24 marca w Moskwie.

"Jako członek FIFA i UEFA czekamy na decyzje tych organizacji i tyle mogę oficjalnie powiedzieć" - dodał Kwiatkowski.

Sporny finał

Rosyjska agresja może również wpłynąć na tegoroczny finał Ligi Mistrzów, który ma odbyć się w Sankt Petersburgu.

"W UEFA pojawiły się poważne wątpliwości, co do rozegrania meczu na Gazprom Arenie w związku z kryzysem ukraińskim" - czytamy na brytyjskiej stronie internetowej "The Mirror". Z kolei "Daily Star" idzie o krok dalej, informując, że organizacji finału chętnie podejmie się londyńskie Wembley. Jednocześnie brytyjskie media podają, że koszt rozegrania takiego meczu to ok. 60 mln funtów dla miasta-gospodarza.

Trzeba pamiętać, że jednym z głównych sponsorów jest Gazprom, a tajemnicą Poliszynela jest, że środki ze sprzedaży surowców finansują również aktywność militarną Rosji, że finał Ligi Mistrzów ma się w tym roku odbyć w Sankt Petersburgu - zauważył minister Bortniczuk.

UEFA wydała lakoniczny komunikat, w którym zapewnia o monitorowaniu sytuacji oraz podkreśla, że nie ma w planach zmiany stadionu.

- Żadnych marzeń, Panie i Panowie. Żadnych - skomentował dziennikarz "Tygodnika Powszechnego" Michał Okoński, parafrazując cytat cara Aleksandra II.

Czytaj także:

kp

Zobacz także

Zobacz także