more_horiz
Wiadomości

"Spoliczkowany" Małysz, milczący Stoch i naciski Doleżala - afera może nie zakończyć się na dwóch seriach

Ostatnia aktualizacja: 28.03.2022 15:13
Napięta atmosfera w polskiej kadrze i konflikt między czołowymi skoczkami a działaczami Polskiego Związku Narciarskiego - tak zakończył się nieudany sezon w wykonaniu Biało-Czerwonych. - Przez dwa dni byłem odcięty od rzeczywistości i nie chciałem nawet skoków oglądać. To, co się wydarzyło, nie powinno mieć miejsca - grzmi Adam Małysz, który z Planicy wyjechał nagle. 
Adam Małysz  podczas rozmowy z dziennikarzami
Adam Małysz podczas rozmowy z dziennikarzami Foto: Aneta Hołówek/PolskieRadio24.pl
  • Kamil Stoch, Dawid Kubacki i Piotr Żyła nie zaakceptowali decyzji władz PZN o rozstaniu z Michalem Doleżalem 
  • Działacze wciąż nie ogłosili nazwiska następcy czeskiego szkoleniowca 
  • Nie można wykluczyć też podziału kadry i pozostawienia Doleżala na stanowisku trenera trzech gwiazd polskiej reprezentacji 

Finałowe zawody cyklu Pucharu Świata zwykle kojarzyły się kibicom z zabawą i przyjazną atmosferą. Tym razem jednak w Planicy o radości w polskim zespole nie było mowy. Wpłynął na to najsłabszy od sześciu lat sezon Biało-Czerwonych, a także nieporozumienia personalne.  Adam Małysz, dyrektor sportowy w PZN nagle wyjechał z Planicy i nie śledził ostatnich zawodów Pucharu Świata, ale po kolei.

Weterani murem za Doleżalem 

W piątek czeski szkoleniowiec Michal Doleżal ogłosił, że w przyszłym sezonie nie będzie prowadził kadry. Jak się później okazało, dzień wcześniej otrzymał informację, że Polski Związek Narciarski nie przedłuży z nim umowy. 

Wywołało to sprzeciw najstarszych i najbardziej utytułowanych skoczków. W piątek przeciwko zwolnieniu Czecha ostro zaprotestowali Dawid Kubacki i Piotr Żyła, a dzień później dołączył do nich Kamil Stoch

Co ciekawe, podobnych deklaracji zabrakło ze strony młodszych skoczków, którzy w swoich reakcjach byli dużo bardziej powściągliwi. 

Faktem jest, że Polski Związek Narciarski wciąż nie ogłosił nazwiska nowego trenera Biało-Czerwonych, a skoczkowie narzekają na brak planów treningowych po sezonie. Dyrektor PZN Adam Małysz rozmawia z potencjalnymi kandydatami, a najmocniej na giełdzie nazwisk stoją Austriacy: Thomas Thurnbichler i Nik Huber. 

Czas się spotkać 

Ktokolwiek zostanie nowym trenerem, musi uzyskać akceptację ze strony trzech najbardziej znanych polskich skoczków. Mniej prawdopodobny, choć wciąż oficjalnie niewykluczony, pozostaje wariant z podziałem kadry. Wówczas Michal Doleżal i jego dotychczasowy sztab mógłby pracować ze Stochem, Kubackim i Żyłą, a nowy szkoleniowiec zająłby się resztą drużyny. 

Takie rozwiązanie miałoby sens o tyle, że w zakończonym w niedzielę sezonie Pucharu Świata, żaden z pozostałych Biało-Czerwonych nie zdobył nawet stu punktów do klasyfikacji generalnej...

Priorytetem jest jednak uspokojenie nastrojów wokół kadry i wygaszenie otwartego konfliktu. We wtorek w krakowskiej siedzibie PZN zarząd związku ma spotkać się ze skoczkami. 

Do spotkania, w którym udział wezmą m.in. prezes PZN Apoloniusz Tajner oraz dyrektor Adam Małysz, ma dojść we wtorkowe przedpołudnie. Niewykluczone, że wtedy uda się wypracować jakieś kompromisowe rozwiązanie. 

Michal Doleżal nie musi natomiast obawiać się, że w razie fiaska negocjacji, zostanie bez pracy. Wiadomo już, że Czech byłby chętnie widziany w reprezentacji Niemiec. Zaproponowano mu bowiem funkcję asystenta Stefana Horngachera, któremu w latach 2016-2019 pomagał w polskiej kadrze. 

Napięta atmosfera

Tymczasem  Adam Małysz zdradził okoliczności swojego zniknięcia z Planicy. - Powiem szczerze: dla mnie to było bardzo ciężkie przeżycie. Przez dwa dni byłem odcięty od rzeczywistości i nie chciałem nawet skoków oglądać. To, co się wydarzyło, nie powinno mieć miejsca, choćby dlatego, że przez te lata, gdy pracuję w PZN, zawsze starałem się, żeby kadrze niczego nie brakowało. Słowa, które usłyszałem, że "będzie gorzej", to jest nieprawda, bo nigdy takie słowa nie padły. My uznaliśmy po konsultacji z zarządem, że może chłopaki po prostu muszą się wygadać. Szkoda, że tak zostało to przedstawione. Ja czułem się tam okropnie, dostawałem z jednej i drugiej strony po policzku i nie miałem nikogo, kto by mógł mnie wesprzeć – powiedział w programie "Misja Sport". 

Małysz odsłonił także kulisy kontaktu z Kamilem Stochem, który dotyczył rozmów w związku ze współpracą z trenerem Doleżalem.

– On spotkał się ze mną w Vikersund, gdzie powiedział, że nie życzy sobie teraz spekulacji, bo na to będzie czas po Planicy. Michal trochę wymusił na nas wcześniej powiedzenie mu tego, na jakim stanowisku stoi PZN. Ja nie byłem w stanie się spotkać. Napisałem Kamilowi nawet SMS, czy chce się ze mną spotkać, ale nie dostałem odpowiedzi. Później po spotkaniu z Michalem od razu rozpętała się burza, a zawodnicy poprosili o spotkanie. Spotkaliśmy się z nimi i myśleliśmy, że wszystko jest wyjaśnione, ale potem była kontra, którą PZN dostał w mediach – zakończył rozmówca "Misji Sport".

Małysz zapewnił, ze związek nie chciał wchodzić w jakikolwiek konflikt z zawodnikami czy ze sztabem. - Pierwsza decyzja była taka, że trener jest zaproszony do PZN, potem jest wręczenie nagród za igrzyska. Miał się potem udać do PZN, gdzie byłoby mu przekazane, jaka jest decyzja. Michal bardzo nalegał, że musi to wiedzieć wcześniej, bo ma propozycje z innych krajów. Ja powiadomiłem PZN, był wiceprezes Wojtek Gumny, który konsultował sprawę z zarządem. Poinformowaliśmy trenera, że kontrakt nie zostanie przedłużony, po czym rozpętała się wojna – mówił czterokrotny zdobywca Kryształowej Kuli.


Posłuchaj
00:59 Rutkowski.mp3 W obronie Michala Doleżala stanęli liderzy kadry: Stoch, Kubacki i Żyła. Pojawiły się już nawet spekulacje, że mogłoby dojść do sytuacji, w której ta trójka nadal trenowana byłaby przez Doležala, a pozostałą część kadry objąłby nowy trener. Tę kwestię analizuje były reprezentant Polski Łukasz Rutkowski (IAR)

 

Czytaj także:

/red

Zobacz także

Zobacz także