Ukraina, a Polska i Europa
Protesty na Ukrainie trwają już 3 tygodnie. W sprawy naszych wschodnich sąsiadów aktywnie angażują się z jednej strony Polska i Unia Europejska, a z drugiej Rosja.
2013-12-12, 13:28
Posłuchaj
Na Ukrainie manifestacje trwają już 3 tygodnie, a wszystko rozpoczęło się od decyzji ukraińskich władz o rezygnacji z podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Początkowo demonstracje miały charakter proeuropejski, ale z czasem przerodziły się w protesty antyrządowe. Obojętni na sytuację na Ukrainę nie pozostają jej sąsiedzi, a także Unia Europejska.
- Mamy dyskusję na temat polskiej polityki zagranicznej, czy MSZ właściwie reaguje, jakie powinno być zaangażowanie na wschodzie. To także dyskusja o metodach polityki. Sytuacja odkryła potencjał antyukraińskości w Polsce. Mimo, że główny nurt polskiej polityki jest proukraiński, to istnieją ludzie, którzy prowadzą kampanię wymierzoną w Ukrainę. Zajmujemy się od 3 tygodni Ukrainą i trochę niedobrze, że jedynie w atmosferze obecnej sytuacji, ponieważ kraj ten powinien zostać lepiej poznany, dlatego należy się nim częściej zajmować – mówił w PR24 doktor Kazimierz Wóycicki, publicysta.
Sytuacja na Ukrainie wydaje się być z każdym dniem coraz bardziej skomplikowana, dlatego zasadne są domysły, że relacje między opozycją a stroną rządową mogą być prezentowane w zniekształconej formie.
- Nie chodzi o to, że relacje rząd-opozycja są zniekształcone. Polskę i Ukrainę z roku na rok coraz więcej dzieli. Polska jest coraz bliżej Unii, staje się ugruntowaną demokracją, natomiast Ukraina pozostaje w tym samym stanie, w którym trwa od początku lat 90., czyli nieukończona transformacja, demokratyzacja, ciągle nieustalone relacje międzypaństwowe, w tym mentalne, z Moskwą. Polacy jako naród, klasa polityczna są niezwykle zaangażowani w wydarzenia na Ukrainie. Dla Ukraińców jest to wzruszające, ponieważ tak ma zachowywać się prawdziwy sąsiad – powiedziała w PR24 Olena Babakowa, redakcja ukraińska Polskiego Radia.
Protestujący na placu Niepodległości chcą tam pozostać co najmniej do 17 grudnia, czyli do chwili kolejnego posiedzenia ukraińsko-rosyjskiej komisji rządowej. Premier Mykoła Azarow zapowiedział, że zostaną tam podpisane istotne umowy, ale manifestujący na placu Niepodległości obawiają się, że Kijów znów pójdzie na ustępstwa wobec Moskwy.
PR24/Grzegorz Maj